Bramkarz Daniel Kajzer wraca do Bułgarii

Daniel Kajzer
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Po pięciu latach gry w jednym klubie 25-letni bramkarz postanowił odejść z ROW-u 1964 Rybnik. Popularny "Kajzi" zdecydował się spróbować swoich sił w bułgarskiej drużynie Botew Płowdiw, do której wkrótce pojedzie na testy. Gdyby ten kierunek nie wypalił, wychowanek Slavii Ruda Śląska ma ofertę jednego z polskich klubów.

W Energetyku ROW-ie Rybnik Daniel Kajzer pojawił się w lipcu 2012 roku. Od tamtej pory zagrał 94 mecze w II lidze, 9 na zapleczu ekstraklasy oraz 5 w Pucharze Polski. Teraz wychowanek Slavii Ruda Śląska postanowił nie przedłużać wygasającego 30 czerwca kontraktu…


BOGDAN NATHER: ROW chciał pana zatrzymać u siebie na następny sezon, czy też w ogóle nie było takiego tematu?
DANIEL KAJZER: - Już zimą prezes Henryk Frystacki zaproponował mi podpisanie nowej umowy, ale po długim namyśle doszedłem do wniosku, że będę szukał nowych wyzwań. Dlatego odszedłem z ROW-u, bo to dla mnie chyba ostatni dzwonek, by zagrać w wyższej lidze niż polska druga liga. Nie odchodzę dlatego, że w Rybniku było mi źle, kierowały mną wyłącznie ambicje sportowe.


Świeży trop prowadzi do Bułgarii? Zimą przebywał pan na testach w Botewie Płowdiw, gdzie byli z pana bardzo zadowoleni i zaproponowali półtoraroczny kontrakt. Bułgarzy jednak nie byli przygotowani na transfer gotówkowy. Teraz ta przeszkoda została usunięta, więc…
DANIEL KAJZER: - Nie będę zaprzeczał, Botew ponowił swoją propozycję, chociaż teraz na zupełnie innych warunkach. Ale nie chcę wdawać się w szczegóły, bo to sprawa między mną i bułgarskim klubem.


Widzę, że działacze z Płowdiw dotrzymali słowa, bo zimą mówił pan, że zaproszą pana do siebie na testy latem. Siedzi pan na walizkach?
DANIEL KAJZER: - Można tak powiedzieć, czekam tylko na sygnał z Bułgarii. Cieszę się, że Bułgarzy nie stracili mnie z pola widzenia. W lutym powiedzieli, że będą mnie monitorowali, śledzili moją grę i postępy. Wszystko zatem w moich rękach, dosłownie i w przenośni. Jestem tym bardziej zadowolony, że zimą uczestniczyłem tylko w czterech treningach Botewa, chociaż powinienem był spędzić tam więcej niż tylko trzy dni. O moim spóźnieniu zadecydowały kłopoty komunikacyjne, bo lotnisko w Sofii było zamknięte.


Gdyby angaż w Bułgarii nie wypalił, to zostanie pan na lodzie? A może ma alternatywę?
DANIEL KAJZER: - Na szczęście nie zostanę na lodzie. Zgłosił się do mnie już jeden z polskich klubów, ale nie powiem, w jakiej gra lidze, ani jak się nazywa. Na wszystko przyjdzie czas.


Będzie pan śledził, jak sobie radzi ROW bez pana, czy też ten klub zniknie z pańskiego pola widzenia?
DANIEL KAJZER: - Stoję przed nowym wyzwanie, ale podkreślę to bardzo mocno - smutno mi było żegnać mój klub. Myślę, że mogę tak nazwać ROW, bo w ciągu pięciu lat gry tutaj, mocno się do niego przywiązałem. Oczywiście będę śledził wyniki ROW-u w II lidze, bo w szatni zostało kilku moich przyjaciół, z którymi w trakcie wspólnej gry bardzo się zżyłem. Nie wykluczam, że od czasu do czasu zjawię się w Rybniku na trybunach, by obejrzeć, jak moja była drużyna sobie radzi.

Z tej samej kategorii