Beniaminek II ligi nie boi się spadkowicza

Trener GKS-u 1962 Jastrzębie Jarosław Skrobacz i jego piłkarze nie czują strachu przed pierwszym meczem, w którym ich rywalem będzie MKS Kluczbork, przed kilkoma tygodniami walczący na zapleczu ekstraklasy. - Mam dobry zespół, w szatni panuje fajna atmosfera i wierzę, że klub się będzie nadal rozwijał - powiedział szkoleniowiec beniaminka.

Jarosław Skrobacz
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

BOGDAN NATHER: Zakończył pan już letnie „polowanie”? Innymi słowy - czy kadra beniaminka II ligi na rundę jesienną jest już zamknięta?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Tak, kadra na rundę jesienną jest w zasadzie zamknięta, chociaż okienko transferowe jest otwarte do końca sierpnia. Rozglądamy się jeszcze za bramkarzem, który ma status młodzieżowca. I nie będę oryginalny, wiec powiem jak większość trenerów - zawsze może zdarzyć się „złoty strzał”.


W sparingach występował 19-letni Szymon Stach z Olimpii Grudziądz. Zostanie w Jastrzębiu?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Chciałbym, by został u nas, ale ostatnie słowo zawsze należy do działaczy.


GKS 1962 Jastrzębie pozyskał dwóch pomocników - Krzysztofa Gancarczyka ze Stali Brzeg i Bartosza Semeniuka z Decoru Bełk. W drugiej linii widział pan największe luki i rezerwy?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Semeniuk w Pniówku grał w pomocy i ataku, ale ja brałem go pod uwagę również jako… skrajnego obrońcę. Krzysiek Gancarczyk jest nam potrzebny z kilku powodów. Nasi pomocnicy, a mam na myśli Jadacha, Alego, Szczęcha, nie grzeszą warunkami fizycznymi. „garnek” nie tylko jest słusznego wzrostu, ale jest dobrze wyszkolony technicznie, dobrze operuje lewą nogą. Na pewno podniesie rywalizację w tej formacji.


Niektórzy byli zaskoczeni transferem bramkarza Pniówka Pawłowice, Bartosza Szelonga. Jakie argumenty skłoniły pana do tego, by pozbyć się z kadry Jakuba Świerczka i postawić właśnie na Szelonga?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Po rozmowach ze swoimi współpracownikami doszedłem do wniosku, że ta zmiana będzie dla nas korzystniejsza. To moja decyzja i nie zamierzam się z niej tłumaczyć.


Część kibiców na forach internetowych „domagała się” angażu Dariusza Kłusa, któremu skończył się kontrakt z Olimpią Grudziądz. Brał pan pod uwagę jego obecność w kadrze swojego zespołu?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Rozmawiałem z Darkiem o jego pracy w GKS-ie Jastrzębie. Prowadzi zespół juniorów starszych i myślę, że w tej roli będzie idealny. Kłus to zawodnik ograny w ekstraklasie i w I lidze, za co należy mu się szacunek. Ale w mojej ocenie jego obecność w kadrze nie sprzyjałaby konsolidacji zespołu. Dlaczego? Bo nie mogłem mu zagwarantować miejsca w podstawowym składzie, a jemu - ja to rozumiem - trudno byłoby się pogodzić z rolą rezerwowego. Ponadto Darek w ostatnim okresie swojej gry w Olimpii Grudziądz miał problemy ze zdrowiem i grał niewiele. Nie czułbym się dobrze, gdybym musiał na przykład trzymać go cały mecz na ławce rezerwowych.


Czy w nowym sezonie król strzelców III ligi, Wojciech Caniboł, będzie skazany na grzanie ławki rezerwowych?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Na razie na pozycji numer „9” mam kłopoty bogactwa, bo oprócz „Caniego” i Daniela Szczepana ostro włączył się do rywalizacji młodzieżowiec Maciej Gaszka. Wojtek jest najstarszy w tym gronie, jego doświadczenie i umiejętności strzeleckie to ogromny plus dla drużyny. Ale pod kątem szeroko rozumianej motoryki już nie dominuje. W tej chwili niczego nie przesądzam, więc nie mogę powiedzieć, że Caniboł będzie grzał ławę lub grał w podstawowym składzie. Możemy na przykład grać tylko jednym nominalnym napastnikiem, chociaż w III lidze graliśmy stale dwoma.


Wielu pana piłkarzy wciąż łączy grę w piłkę z pracą zawodową. Po przeskoczeniu o szczebel wyżej to będzie duży problem?
JAROSŁAW SKROBACZ: - We wcześniejszych rozmowach z panem nie ukrywałem, że jest to problem i w tej materii nic się nie zmieni. Zawodnik, który musi wstać o 5.00 rano i potem zjechać na dół w kopalni, na pewno nie jest tak przygotowany jak ten piłkarz, który nie ma dodatkowej pracy. To nie tylko nie sprzyja przygotowaniu się do meczu, ale również regeneracji po meczu itp. Zresztą dotyczy to nie tylko górników, ale innych zawodów również. Bo przecież oni nie mogą na przykład uczestniczyć w podwójnych zajęciach, które mamy. Kamil Szymura zrezygnował z pracy w kopalni i od razu widać to na treningach i meczach. Poprzednio często przychodził wykończony na zajęcia, urazy odniesione w pracy nie były rzadkością. Nie będę ukrywał - w tej chwili jesteśmy klubem pół-zawodowym, więc musimy znajdować rozwiązania kompromisowe.


Za niespełna 48 godzin pańska drużyna zainauguruje rozgrywki w II lidze. Jest pan spokojny o postawę swojego zespołu w potyczce z MKS-em Kluczbork, czy męczy pana niepewność?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Pierwszy mecz zawsze jest wielką niewiadomą, ponadto nie zapominajmy, że nasz najbliższy przeciwnik wygrał w poprzednim sezonie z Górnikiem Zabrze i GKS-em Katowice. Od początku bieżącego tygodnia rozmawiamy o meczu z Kluczborkiem, ale nie wyczuwam u siebie lub zawodników obaw i strachu. Naprawdę nie mamy czego się bać.


GKS Jastrzębie po raz ostatni na szczeblu centralnym grał w sezonie 2009/2010 (II liga grupa wschodnia), pan rok później prowadził na zapleczu ekstraklasy Odrę Wodzisław. Klub z Jastrzębia i pan długo czekaliście na powrót na nieco szersze wody niż lokalny strumyk. Po latach ma pan komuś coś do udowodnienia? A może samemu sobie?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Nie chcę wracać do mojej pracy w Odrze, bo na ten temat można byłoby napisać książkę. Spadliśmy, bo zimą odeszło ponad 80 procent zawodników. Runda wiosenna to była dla mnie i piłkarzy straszna męczarnia. Teraz pracuję w Jastrzębiu i cieszę się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Mam dobry zespół, w szatni panuje fajna atmosfera i wierzę, że klub się będzie nadal rozwijał.

Z tej samej kategorii