Pomocnikowi beniaminka „główka pracuje”

Bartosz Semeniuk
 /  fot. Radosław Jóźwiak  /  źródło: Cyfrasport

Bartosz Semeniuk w meczu z ŁKS-em Łódź strzelił swojego pierwszego gola w drugiej lidze i liczy na następne trafienia w kolejnych spotkaniach. - Zdobyliśmy już osiem bramek w ostatnim kwadransie meczów, więc gole zdobywane przez nas w końcówkach, to nie jest przypadek - przekonuje piłkarz GKS-u 1962 Jastrzębie.

BOGDAN NATHER: Remis w Łodzi z ŁKS-em był szczęśliwym rezultatem dla pańskiej drużyny?
BARTOSZ SEMENIUK: - Szczęśliwy? Nie wiem. Fajnie, że w końcówce spotkania udało się nam zdobyć wyrównującego gola. Moim zdaniem wynik - biorąc pod uwagę przebieg meczu - był sprawiedliwy. W każdym meczu walczymy do końca i jak widać, przynosi to efekty.


Tak szczerze: byliście tam najbliżej przegranej w dotychczasowych meczach?
BARTOSZ SEMENIUK: - Nie zgadzam się z tą tezą. Mieliśmy tyle samo dogodnych sytuacji do zdobycia gola co gospodarze. W kilku z nich zabrakło nam szczęścia, chociażby w momencie, gdy Daniel Szczepan przelobował bramkarza, a obrońca wybił piłkę z linii bramkowej. W ostatniej akcji meczu „Fara” (Farid Ali) strzelał z rzutu wolnego, które są jego atutem. Tym razem jednak chybił celu. Chcę również przypomnieć, że zdobyliśmy już osiem bramek w ostatnim kwadransie meczów, więc gole zdobywane przez nas w końcówkach, to nie jest przypadek.

 

Zabójcze końcówki

Wasi przeciwnicy „pękają” w końcówkach spotkań. To znaczy, że nie wytrzymują trudów meczu kondycyjnie?
BARTOSZ SEMENIUK: - Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wiem jedno - my jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do każdego meczu pod względem fizycznym, zawsze walczymy do końca, do ostatniego gwizdka sędziego. Oczywiście nie mamy tyle sił, co na początku meczu, ale widocznie przeciwnicy mają ich mniej od nas.


W grze wewnętrznej przed meczem z ŁKS-em nie wykorzystał pan trzech sytuacji, w których skierowanie piłki do siatki powinno być formalnością. Schodząc z boiska powiedział pan, że strzelanie bramek zostawi na mecz ligowy. To było wewnętrzne przekonanie, intuicja, czy tylko żart?
BARTOSZ SEMENIUK: - To był oczywiście żart. Grając w Pniówku też zdarzało mi się marnować podczas treningu stuprocentowe okazje, ale jakoś to sobie rekompensowałem w spotkaniach ligowych. Teraz też się udało. Widać jednak poszyta głowa mnie posłuchała i „wykrakałem” tę bramkę.

 

Przyzwyczajony do szycia głowy

Wyrównującego gola w Łodzi strzelił pan głową. W meczu z ŁKS-em nie miał pan żadnej blokady psychicznej, by zagrywać piłkę głową? Po meczu z GKS-em Bełchatów założono panu na niej pięć szwów…
BARTOSZ SEMENIUK: - Podczas środowej gierki miałem jeszcze założone szwy, ale w czwartek je ściągnąłem, bo już w piątek wyjeżdżaliśmy na mecz z ŁKS-em. Chciałem zagrać z nimi w meczu ze Zniczem Pruszków, ale trener Jarosław Skrobacz powiedział, że nie zamierza ryzykować i nie uwzględnił mnie w meczowej „18”, mimo że wyraziłem chęć gry w tym spotkaniu. Dla mnie szwy na głowie to nie pierwszyzna, z taką „kontuzją” miałem do czynienia cztery, albo nawet pięć razy. Nie miałem więc żadnych oporów, by uderzyć piłkę głową. To mój pierwszy gol w II lidze i mam nadzieję, że nie ostatni.


W każdym meczu będzie wam teraz trudniej? Każdy będzie chciał jako pierwszy pokonać drużynę z Jastrzębia.
BARTOSZ SEMENIUK: - Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, w każdym kolejnym meczu będziemy mieli ciężką przeprawę. To nie pierwsza, albo druga kolejka, w których byliśmy nieznanym zespołem dla rywali. Teraz każdy nas podgląda, analizuje naszą grę i będzie robił wszystko, by zostać pierwszym zespołem, który nas pokona. My jednak zrobimy wszystko, by nasza dobra seria trwała jak najdłużej. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

 

Wskazówki trenerów

Liczycie się z tym, że najbliższy przeciwnik, czyli Olimpia Elbląg, przed swoim polem karnym zaparkuje autobus i ciężko będzie przedrzeć się pod ich bramkę? A może nie będą schowani za podwójną gardą i pójdą na wymianę ciosów?
BARTOSZ SEMENIUK: - Naprawdę nie mam pojęcia, jaką taktykę zastosuje Olimpia w sobotę. Znicz Pruszków bronił się całą drużyną na własnej połowie, ale ŁKS cały czas atakował. Każdy mecz jest inny i trzeba po prostu znaleźć sposób, jak rozmontować obronę przeciwnika. Wierzę, że nasi trenerzy wskażą nam słabe punkty najbliższego przeciwnika, co pomoże nam wygrać kolejny mecz.


Jakie różnice dostrzega pan między trzecią i drugą ligą?
BARTOSZ SEMENIUK: - Druga liga stawia przed nami o wiele większe wymagania jeżeli chodzi o taktykę. Chodzi o takie elementy, jak przesuwanie, asekuracja itp. Teraz trafiłem do lepszego zespołu - z całym szacunkiem dla Pniówka Pawłowice - niż ten, w którym grałem poprzednio. Z nowymi kolegami fajnie mi się gra w piłkę, coraz lepiej rozumiemy się na boisku. A w III lidze bardzo często nie graliśmy, tylko kopaliśmy piłkę. O szczebel wyżej grają lepsze drużyny, więc trzeba bardziej się starać i podnosić swoje umiejętności.

 

Z tej samej kategorii