Pomocnik ROW-u 1964 Rybnik walczy z czasem

Robert Tkocz
 /  fot. Michał Golda  /  źródło: Pressfocus

7 października Robert Tkocz przeszedł operację rekonstrukcji zerwanych więzadeł krzyżowych w kolanie. 29-letni piłkarz jest pełen optymizmu i ćwiczy zapamiętale, ale nie jest pewne, że intensywna rehabilitacja pozwoli mu wrócić na boisko jeszcze w tym sezonie i pomóc kolegom w walce o utrzymanie w II lidze.

Opole, 10 września bieżącego roku. Miejscowa Odra - w ramach rozgrywek II ligi - podejmowała ROW 1964 Rybnik. W 13 minucie pech dopadł skrzydłowego gości, Roberta Tkocza. Po starciu z Markiem Gancarczykiem 29-letni pomocnik rybniczan musiał opuścić boisko. - Nawet dobrze nie pamiętam, czy przeciwnik uderzył mnie w kolano, czy nie - relacjonuje Robert Tkocz. - Ścigaliśmy się za piłką, która w pewnym momencie wpadła w „kozioł”. Walczyliśmy barkiem w bark. Postawiłem stopę, by zagarnąć piłkę i w tym momencie poczułem ból w kolanie. Nie wiem, czy rywal mnie trafił swoim kolanem. Koledzy siedzący na ławce rezerwowych też nie potrafili ocenić tej sytuacji. To był po prostu pech.

 

Wyprost i zgięcie
Niespełna miesiąc później, dokładnie 7 października, pomocnik ROW-u znalazł się na stole operacyjnym. - Okazało się, że zerwałem więzadła krzyżowe przednie i niezbędna była ich rekonstrukcja - tłumaczy Robert Tkocz. - Operował mnie doktor Michał Seemann, do którego mam ogromne zaufanie, bo kiedyś przeprowadził zabieg łąkotki w moim prawym kolanie... Właśnie mija drugi miesiąc od operacji. Rehabilitacja - zdaniem mojego rehabilitanta - przebiega bardzo dobrze. Wyprost i zgięcie są już w porządku. Obecnie zaczynam pracę nad odbudową mięśnia. Ćwiczę 3-4 godziny dziennie, mam ogromną motywację, by szybko wrócić na boisko, chociaż w takich przypadkach pośpiech nie jest wskazany. Lepiej wrócić o tydzień za późno niż o dzień za wcześnie. Wprawdzie po wspomnianej operacji łąkotki pierwszy sparing zagrałem już po pięciu tygodniach, ale zerwanie więzadeł to znacznie poważniejszy problem.

 

Ogromna chęć pomocy
Czy w rundzie wiosennej Robert Tkocz będzie do dyspozycji trenera Piotra Piekarczyka? - Bardzo bym chciał pomóc kolegom w walce o utrzymanie, ale niczego nie będę robił na siłę - zapewnia piłkarz. - Przy takich kontuzjach, jak moja, powrót na boisko następuje po 7-10 miesiącach. W przeszłości można było wrócić już po pół roku, ale wtedy wiele urazów się odnawiało, więc teraz lekarze wolą dmuchać na zimne. Mnie oczywiście ciągnie na boisko. Bywam na meczach i czasami mam ochotę wejść do szatni, przebrać się, założyć buty i… Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w połowie marca, najpóźniej na początku kwietnia będę mógł trenować, to znaczy biegać z piłką, lecz jeszcze bez kontaktu z przeciwnikiem.

 

Uzbrojony w cierpliwość
Doświadczony pomocnik jednego jest pewny. - Wrócę mocniejszy niż przed kontuzją. Kiedyś tego nie rozumiałem, ale teraz wiem doskonale, o co chodziło. Do niedawna trening był czymś naturalnym, oczywistym. Teraz natomiast czekam na niego z utęsknieniem. Ćwiczę z pasją, by jak najszybciej wrócić na boisko. Ale do tego jeszcze bardzo daleka droga. Muszę tylko uzbroić się w cierpliwość i robić swoje. Na razie - korzystając z tego, że treningi mnie nie absorbują - uczęszczam na kurs UEFA A. Uczestniczy w nim także m.in. drugi trener ROW-u, Roland Buchała oraz Arek Przybyła, z którym przed kilkoma laty grałem w Pniówku Pawłowice.

 

 

 

 

Z tej samej kategorii