Vamara Sanogo: Nie miałem w życiu z górki

Pilka nozna. I liga. Zaglebie Sosnowiec - Chojniczanka Chojnice. 19.11.2016
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

- Wszystko dzieje się strasznie szybko. Przecież pół roku temu przyjechałem do Sosnowca z szóstej ligi angielskiej i nie miałem niczego, a teraz znalazłem się w klubie z Ligi Mistrzów - mówi 21-letni francuski napastnik, który podpisał 4,5-letni kontrakt z Legią Warszawa.

MACIEJ GRYGIERCZYK: Gdyby rok temu ktoś powiedział, że wkrótce trafi pan do największego klubu w Polsce, jaka byłaby reakcja?
VAMARA SANOGO: - Pomyślałbym, że ten ktoś jest szalony. Pewnie nawet bym mu to wprost powiedział!

Kiedy pierwszy raz usłyszał pan o zainteresowaniu Legii?
VAMARA SANOGO: - Na urlopie. Wróciłem do Paryża, do rodziny. Któregoś dnia odebrałem telefon. Mój rozmówca przedstawił się jako pracownik Legii i powiedział, że w Warszawie bardzo mnie chcą. Odparłem, że OK, ale ja jestem tylko od grania w piłkę, więc dam numer do swojego agenta. Po jakimś czasie agent oddzwonił do mnie i potwierdził: Legia jest mną bardzo zainteresowana. Nie ukrywam, że byłem bardzo zaskoczony. Przecież rozegrałem w Polsce dopiero 15 ligowych meczów. Spodziewałem się, że jeśli w ogóle będę szukał nowego klubu, to dopiero latem, a nie już zimą. Oczywiście, dla mnie stało się dobrze i jestem szczęśliwy. Wszystko dzieje się bardzo szybko. Nigdy bym nie pomyślał, że ledwie po sześciu miesiącach podpiszę kontrakt z tak wielką marką. Spójrz; przecież ja pół roku temu przyjechałem do Polski z szóstej ligi angielskiej i nie miałem nic, a teraz znalazłem się w klubie, który grał w Lidze Mistrzów!

Jeszcze w sobotę zagrał pan w barwach Zagłębia Sosnowiec sparing z Polonią Bytom…
VAMARA SANOGO: - To był sparing jak każdy inny. Nie wiedziałem, że będzie to mój ostatni mecz dla Zagłębia. Gdybym to wiedział, to sądzę, że zrobiłbym absolutnie wszystko, by strzelić gola i w dobrym stylu powiedzieć „bye, bye”. Nie było mi to jednak dane. Cóż, życie.

Trudno było zdać sobie sprawę, że za panem ostatnie dni w Sosnowcu?
VAMARA SANOGO: - W sobotę po sparingu odbyłem spotkanie z prezesem i dyrektorem sportowym. Powiedzieli mi, że nie będę tu wypożyczony na wiosnę. Byłem aż zdezorientowany, bo chciałem osiągnąć z Zagłębiem coś wielkiego, wywalczyć awans do ekstraklasy. Ten klub jest jak rodzina. Każdy był tu dla mnie bardzo dobry, pomógł mi, dał coś od siebie. Mój kumpel Paweł, prezes, koledzy z szatni… Każdy mnie wspierał, to było dla mnie bardzo ważne. To mój pierwszy raz w Polsce. Wcześniej praktycznie nic o waszym kraju nie wiedziałem. Już pierwsze wrażenie było jednak bardzo dobre, nie miałem z nikim problemów, wszyscy się uśmiechali i byli pozytywnie nastawieni.

Co lubi pan w Polsce najbardziej?
VAMARA SANOGO: - Oj, naprawdę trudno wskazać jedną rzecz. Często w takich chwilach mówi się o jedzeniu, ale o nim powiem tylko tyle, że… nie cierpię makaronów i w Polsce się to niestety nie zmieniło (śmiech). Dodam jeszcze, że uczę się języka, znam trochę słów. Muszę, skoro tu mieszkam. Jeśli jedziesz do Francji, to musisz nauczyć się francuskiego. Logiczne, nie ma o czym gadać.

Był pan zaskoczony decyzją Legii, która po badaniach lekarskich ostatecznie uznała, że podda pana artroskopii kolana i do gry wróci pan dopiero latem?
VAMARA SANOGO: - Bardzo. Grałem w sobotę w sparingu, wcześniej - 15 meczów w lidze i nie czułem w kolanie - chodzi o to prawe - niczego niepokojącego. Jak dla mnie - miałem je sprawne na 100 procent. Ale Legia to wielki klub i wie, co robić z piłkarzami. Jeśli więc ludzie tam mówią, że zabieg będzie dla mnie lepszy, to muszę się dostosować. Wierzę, że latem wrócę i będzie ze mną w porządku, choć jednocześnie trochę żałuję. Bardzo chciałem pomóc Zagłębiu w awansie. Jednym z moich celów na ten sezon był awans do ekstraklasy. Nigdy nie grałem w drużynie walczącej o awans. Niczego wielkiego w piłce dotąd nie osiągnąłem. To było wyzwanie mojego życia. Zamierzałem zrobić wszystko, by przyczynić się do awansu, uszczęśliwić kibiców. Ten klub zasługuje na ekstraklasę i musi w niej się znaleźć.

Jakie najpiękniejsze wspomnienie wywiezie pan z Sosnowca?
VAMARA SANOGO: - Oczywiście mecz z Podbeskidziem, wygrany przez nas 5:4. Szalony mecz, szalona atmosfera, a do tego moje dwa gole - pierwsze w Polsce - i asysta. Nigdy tego nie zapomnę.

To było ostatnie spotkanie Zagłębia pod wodzą Jacka Magiery. Teraz znów wraca pan pod jego skrzydła…
VAMARA SANOGO: - Oczywiście, że się cieszę! To on zadecydował, bym został w Zagłębiu; od początku mnie chciał. Wiem, jak prowadzi zespół, a on wie, jak ja pracuję. To bardzo dobry trener. Myślę, że jeden z najlepszych - o ile nie najlepszy - jakiego spotkałem na swojej drodze. Wiele mu zawdzięczam.

Czy Vamara Sanogo poradzi sobie w Legii Warszawa?
Z tej samej kategorii