Robert Warzycha: Czasami trzeba dostać po głowie, by później przekuć to w coś pozytywnego

Robert Warzycha
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl
Leszek Błażyński 21-10-2014 | 20:41

Autor:

- Pamiętajmy, podobnie jak kibice, o niedawnym triumfie w Wielkich Derbach Śląska z Ruchem, a nie o wypadku przy pracy - mówi dyrektor Górnika.

LESZEK BŁAŻYŃSKI: - Józef Dankowski stwierdził po tym spotkaniu, że w 1983 roku przegrał jako piłkarz z Legią 0:6, ale porażka z Wisłą mocniej go boli. Jak pan czuje się po tym pogromie?

ROBERT WARZYCHA: - Mam niedosyt.
Tylko niedosyt?
ROBERT WARZYCHA: - Wynik 0:5 był za wysoki. Rywale zagrali zdecydowanie lepiej w II połowie, a gole numer dwa i trzy były przypadkowe. Nasz bramkarz podał piłkę rywalowi na kolano i wiślacy to wykorzystali, a przy kolejnym trafieniu futbolówka krążyła w naszym polu karnym jak w bilardzie. Te bramki ustawiły cały mecz. Z drużyny zeszło powietrze, ale ja na tę przegraną patrzę również z innej strony. Przeciwnik obnażył nasze słabe strony i uświadomił, że czeka nas wciąż bardzo dużo pracy.
Czy poniósł już pan tak wysoką porażkę jako trener lub piłkarz?
ROBERT WARZYCHA: - Nie przypominam sobie, ale wiem, że czasami przegrywało się 0:1 czy 0:2 po dużo gorszych meczach. I wtedy człowiek czuł się paskudnie. Nie można spoglądać tylko na wynik. W I połowie prezentowaliśmy się dobrze, w drugiej było zdecydowanie gorzej.
Analizował pan już ten mecz z drużyną. Dla pańskich podopiecznych to była tortura?
ROBERT WARZYCHA: - Moim zadaniem nie było torturowanie graczy, ale pokazanie, co było dobre w ich wykonaniu, a co złe. Nie mogłem przecież dołować piłkarzy. Chociaż wiem, że u nas w kraju krytykowanie, obnażanie słabości itp jest bardzo popularne. Nie temu służyło odtworzenie spotkania. Każdemu zdarzają się błędy i gorsze dni. Mecz z Wisłą to już przeszłość. Została zapisana, ale my spoglądamy przed siebie. Moi piłkarze znają swoją wartość. Nie przez przypadek Górnik był liderem rozgrywek. Czasami trzeba dostać po głowie, by później przekuć to w coś pozytywnego.
Dlaczego jednak było aż tak źle?
ROBERT WARZYCHA: - Tak jak wspominałem dwa gole, które padły na początku II połowy, były przypadkowe. Po nich drużyna się rozsypała. Zawodnicy poddali się, a powinni dalej walczyć i być skonsolidowani. Te bramki wpłynęły negatywnie na moich graczy. Spodziewałem się, że inaczej zareagują.

 

Więcej w Sporcie