Napastnik Górnika: Mam blisko do domu

Ekstaklasa. Gornik Zabrze. Jose Kante. 22.01.2016
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: FOCUSMEDIA
26-01-2016 | 21:47

Autor: Dorota Brommer, Krzysztof Brommer

Jose Kante Martinez dopiero co został piłkarzem Górnika, a już wrócił do swojej ojczyzny. Hiszpański napastnik mieszka bowiem niedaleko Lloret de Mar, gdzie na obozie przybywają zabrzanie.

Dopiero co dołączył pan do zespołu z Zabrza, a wraca pan w rodzinne strony. Będzie szansa na spotkanie z najbliższymi?
JOSE KANTE: Oczywiście, bo będę bardzo blisko swojego domu. Urodziłem się w miejscowości Sabadell, ale mieszkam w Cerdanyola del Valles. Jest to miejscowość, która liczy ok. 60 tys. mieszkańców i leży 10 kilometrów od Barcelony. Ze zgrupowania do domu będę miał jakieś 40 km. Nie ma mowy, żebym wyskoczył do domu, ale rodzina i przyjaciele już zapowiedzieli, że wpadną w odwiedziny i będą nas dopingować podczas sparingów.

 

No właśnie, gracie jedynie z hiszpańskimi przeciwnikami. Co pan może o nich powiedzieć?
JOSE KANTE: Nie za wiele, bo szczerze, to nie wiem o nich zbyt dużo. Nie wszyscy rywale chyba są już znani. W każdym bądź razie ciekawy mecz może być z ekipą Girony, która gra w drugiej lidze hiszpańskiej. Co prawda liga tam już trwa, więc trudno powiedzieć w jakim składzie oni wystąpią, ale mam tam kilku znajomych, z którymi grałem w przeszłości. Na pewno możemy się spodziewać trudnych spotkań, bo hiszpańskie drużyny lubią długo utrzymywać się przy piłce.

 

Z tego, co słyszeliśmy, miał pan czekać na Górnika już w Hiszpanii. Stało się jednak inaczej. Dlaczego?
JOSE KANTE: Przed obozem dostaliśmy od trenera dwa dni wolnego i faktycznie miałem dołączyć do mojej narzeczonej, która jest w ciąży. Postanowiłem jednak wykorzystać ten czas na znalezienie w Katowicach mieszkania, bo nie chcę siedzieć już w hotelu, a po powrocie ze zgrupowania chciałbym być już na swoim.

 

Jak minęły pierwsze dni z nowymi kolegami?
JOSE KANTE: Bardzo fajnie. Koledzy są mili, problemem jest komunikacja, ale wierzę, że szybko się wkomponuję w zespół. Trener Leszek Ojrzyński zabrania nam łączenia się w grupki, mamy trzymać się razem, a przy jedzeniu nie możemy siadać w grupkach, które mówią tym samym językiem. Trenerowi bardzo zależy aby nowi złapali kontakt ze starymi. Podoba mi się ten pomysł, choć na razie znam tylko kilka podstawowych słów po polsku.