Zagłębie Sosnowiec, czyli rollercoaster przy Kresowej

Zaglebie Sosnowiec - Wigry Suwalki
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

W jednej rundzie minionych rozgrywek w klubie dyskutowano o awansie do krajowej elity i finale Pucharu Polski oraz… o widmie degradacji do II ligi.

Sosnowiecką retrospekcją kończymy cykl podsumowań roku 2016. W minionych 12 miesiącach fani Zagłębia na brak mocnych wrażeń narzekać nie mogli. Nie wszystko ułożyło się wedle ich życzeń, ale momentów radosnych było jednak więcej niż tych, które przyprawiały o ból głowy.

 

1. Na salonach. Puchar Polski wywalczony w 1978 roku to jak na razie ostatni wielki sukces w historii klubu. Żaden z obecnych graczy Zagłębia nie ma prawa pamiętać tamtego wydarzenia, ponieważ wszyscy urodzili się później. W ubiegłym roku sami zapisali jednak odrębny rozdział w dziejach klubu z Kresowej. Jako beniaminek zaplecza ekstraklasy dotarli aż do półfinału krajowego pucharu. Tam, po zaciętym dwumeczu ulegli aktualnemu wówczas mistrzowi Polski, Lechowi Poznań. Gdyby nie błędy arbitrów w rewanżu, losy tego starcia mogły potoczyć się inaczej. - Życzę wszystkim sympatykom Zagłębia, żeby na następną taką przygodę nie trzeba było czekać blisko 40 lat - mówił potem trener zespołu, Artur Derbin.

 

2. Manewry wiosenne. Mimo że Zagłębie okazało się rewelacją Pucharu Polski, miesiąc po dwumeczu z „Kolejorzem” - dokładnie 7 maja - od prowadzenia zespołu odsunięty został właśnie Derbin. Pozostał w sztabie szkoleniowym jako człowiek posiadający papiery pozwalające na piastowanie funkcji pierwszego szkoleniowca. Nie pojawiał się już jednak na treningach. Obecny na ławce był jedynie podczas potyczek ligowych. Formalnie drużyną dyrygował jego dotychczasowy asystent, Tomasz Łuczywek. Niewiele wcześniej dyrektor sportowy klubu, Robert Stanek, udzielił „Sportowi” wywiadu, w którym bez ogródek przyznał, że runda wiosenna w wykonaniu Zagłębia to jeden wielki niewypał. Przekonywał, że z posiadanym potencjałem sosnowiczanie powinni z powodzeniem walczyć o promocję do krajowej elity. Zamiast tego przy Kresowej zaczęto z niepokojem spoglądać na dolne rejony tabeli…

 

3. Czas pikowania. To już nie był bowiem ten sam zespół, który jesienią grał skutecznie i ładnie dla oka. W sprawnie funkcjonującym mechanizmie wyraźnie coś się zacięło. Wiosną sosnowiczanie przegrali w lidze aż osiem meczów. Częściej murawę na tarczy opuszczały tylko jedenastki Rozwoju Katowice i GKS-u Bełchatów, które spadły do II ligi. W pewnym momencie sytuacja Zagłębia była na tyle poważna, że trzeba było po cichu liczyć punkty potrzebne do zapewnienia sobie miejsca na zapleczu ekstraklasy na kolejny sezon. Tworzyło to mocny kontrast z wizjami snutymi chwilę wcześniej. Ekipa z Kresowej miała przecież zwieńczyć sezon podwójnym sukcesem – awansem do finału PP i promocją do ekstraklasy. Tymczasem na trzy kolejki przed końcem zmagań zespół plasował się dokładnie w połowie tabeli i tracił do jej szczytu 21 punktów.

Z tej samej kategorii