Miliony odłożone w czasie? Polacy w minionym okienku transferowym nie mieli brania

Karol Linetty i Bartosz Kapustka
 /  fot. Łukasz Grochala  /  źródło: Cyfrasport
04-02-2016 | 10:27

Autor: Dariusz Leśnikowski

„Kraj mocno zamrożony” - tak zatytułowaliśmy rok temu podsumowanie zimowego okienka transferowego na zachodzie Europy, w kontekście polskich zawodników. O rekordowym przełomie 2010 i 2011 roku możemy tylko pomarzyć. I tak jednak - mimo ogólnego zastoju - możemy o pewnym „drgnięciu”.

Jak przed rokiem - mamy transfer zdolnego młodziaka do Anglii (rok temu - Bielik, teraz - Kamil Grabara), mamy wyjazd trochę egzotyczny (Arkadiusz Piech na Cypr, jak rok temu Zachara i Kamiński na Daleki Wschód), mamy też wszakże wyjazdy do lig znacząco mocniejszych: Serie A (Dominik Furman) i Primeira Liga (Maciej Makuszewski). To akurat warto docenić, skoro... - Nasza ekstraklasa z reguły odpowiada poziomowi drugich lig w najmocniejszych krajach. Wiem, bolesna to prawda. Ale potwierdzają ją występy naszych drużyn w pucharach... - ocenia Andrzej Zamilski, selekcjoner mistrzów Europy U-16 z 1993 roku, a ostatnio ekspert Canal+. Z tego punktu widzenia również i odejście Michała Żyry (za 350 tys. funtów) do Wolverhampton jawić się musi jako sukces (zawodnika i klubu sprzedającego).

 

Okienko mało „szałowe”

- Faktem jest, że przydałby się polskiej piłce awans któregoś z zespołów do Ligi Mistrzów, bo to najlepsza droga promocji - mówi Paweł Zimończyk, jeden z piłkarskich agentów („Fair Sport”). Spogląda jednak na rodzimych zawodników (i ekstraklasę) łaskawszym okiem. - Na naszych stadionach pojawia się znacząca liczba skautów zachodnich klubów, bo Lewandowski, Glik czy Krychowiak robią dobrą reklamę również naszym ligowcom. A że niewielu z nich wyjechało tej zimy? To okienko generalnie w Europie nie było „szałowe” - dodaje.

 

Trafienie w „dziewiątkę”

Warto też pamiętać, że poważne oferty dla naszych ligowców wciąż się pojawiają. Bartosz Kapustka na przykład odrzucił ofertę Galatasaray, w której wyceniono go na 4,5 mln euro. - W tym przypadku wcale się zawodnikowi nie dziwię. Adam Nawałka wyciągnął go trochę jak królika z kapelusza, co okazało się strzałem w „dziewiątkę”. Jeśli zaliczy jeszcze atmosferę Euro, wówczas - zamiast do Turcji - trafi być może do absolutnie topowej ligi - uważa Zamilski.

 

Nie gorsi od Serbów i Chorwatów

- Wielu potencjalnych kadrowiczów zdaje sobie sprawę, że najlepszym czasem na zmianę klubu będzie okres po mistrzostwach Europy - zgadza się Zimończyk. - Kapustka ma prawo spodziewać się, że latem propozycje będą równie ciekawe, a może i ciekawsze niż ta ze Stambułu.


Podobnie wygląda sytuacja Karola Linetty'ego, już od paru okienek transferowych „sprzedawanego” (ale tylko w mediach) do Borussii Dortmund, Napoli, Leicester. Wyobraźnia dziennikarzy dotycząca ewentualnych kwot transferowych często szybuje w takich momentach na wysokie pułapy, które jednak wcale nie muszą absurdalne.

 

- Dlaczego mielibyśmy za młodych utalentowanych graczy oczekiwać mniejszych pieniędzy niż te, które dostają Serbowie czy Chorwaci? - pyta Paweł Zimończyk, posiłkując się konkretnymi przykładami z minionych tygodni. - Jeżeli Marko Grujić (serbski mistrz świata U-20 - dop. red.) może odejść z Crvenej Zvezdy do Liverpoolu za 5 mln funtów, to nie dziwię się prezesowi Filipiakowi, że chciałby za Kapustkę co najmniej 5 mln euro...


To jednak wciąż melodia przyszłości. No, chyba że biało-czerwoni w czerwcu i lipcu rzeczywiście zawojują francuskie boiska. Wówczas marka ekstraklasy rzeczywiście wzrośnie znacząco, a dla piłkarzy i menedżerów nastąpi „czas żniw”.

 

 

 

 

Fantasy Ekstraklasa