Surma: Zrywałem tam pomarańcze

Łukasz Surma Nikozja Cypr
 fot. materiały prasowe Ruch Chorzów  /  źródło: SPORT
Leszek Błażyński 26-01-2016 | 09:29

Autor:

"Niebiescy" po 17 latach znowu polecieli na zgrupowanie na Cypr. W 1999 roku Łukasz Surma również był z drużyną.

 

LESZEK BŁAŻYŃSKI: Ruch po raz ostatni miał zgrupowanie na Cyprze w 1999 roku. Waldemar Fornalik był wtedy asystentem Oresta Lenczyka, a pan grał w zespole. Pamięta pan tamten wyjazd?
ŁUKASZ SURMA: - Nie wiedziałem, że to było aż tak dawno. Był to wtedy jeden z moich pierwszych zagranicznych obozów. Dopiero rozpoczynała się moda na taki cykl przygotowań do sezonu. Wyjazdy nie były już aż tak drogie i dlatego polskie kluby zaczęły korzystać z tych ofert.


Z czym się panu kojarzy tamtejszy pobyt?
ŁUKASZ SURMA: - Było wtedy kilka zabawnych sytuacji. Pamiętam jeden z treningów strzeleckich. Bramka, na którą uderzaliśmy, nie miała siatki i piłka czasami trafiała w drzewa pomarańczowe. Jeśli tylko, któryś z nas, szedł po piłkę, to zrywał pomarańcze i jadł je. U nas w kraju w styczniu był śnieg, minusowe temperatury, a na Cyprze mieliśmy w miarę ciepło i pomarańcze na drzewach. Dla nas było to coś naprawdę atrakcyjnego. Trener Lenczyk zauważył, że niektórzy specjalnie uderzają w stronę tych drzew. Zarządził przerwę, wszyscy poszliśmy w tamtym kierunku i najedliśmy się pysznych pomarańczy. To zgrupowanie kojarzy mi się również z trenerem Lenczykiem.

 

Czemu?

ŁUKASZ SURMA: - To nietuzinkowy i bardzo oryginalny szkoleniowiec. Z nim całkiem inaczej się pracowało niż z innymi trenerami, miał swój model zajęć, autorskie podejście do zawodników. To także osoba, która wyraża się w charakterystyczny sposób, ale wszyscy o tym doskonale wiedzą. Bardzo go szanuję i cieszę się, ze miałem okazję z nim pracować, ale duch Lenczyka wciąż jest w Ruchu. Lenczyk był człowiekiem Ruchu, Waldemar Fornalik również nim jest. Pod koniec lat 90. był wielu trenerów, którzy uważali, że, aby przygotować się do sezonu, trzeba maltretować fizycznie zawodników, Lenczyk nie był taki, chociaż u niego ciężko znaczyło dobrze. Inaczej też wtedy ćwiczyliśmy, bo przerwa między rozgrywkami była bardzo długa, przez trzy miesiące czekało się na pierwszy mecz.


Powracając do Cypru, pogoda tutaj nie jest tak przewidywalna jak chociażby w Turcji.

ŁUKASZ SURMA: - Warunki atmosferyczne są dosyć zmienne. Wieje wiatr, często w tym okresie pada deszcz, ale jest zielona trawa i to jest najważniejsze. Byłem później w tamtych rejonach z Legią Warszawa. Podczas sparingu z jedną z chińskich drużyn (FC Shandong – przyp. red.) były ogromne podmuchy wiatru. Piłka wyczyniała cuda i udało się strzelić gola z połowy boiska. Wojtek Szala huknął a piłkę... poniósł wiatr. Rywale byli zaskoczeni, że wpadła do siatki, ale my również.


Władze chorzowskiego klubu od początku zrezygnowały z wylotu do Turcji. Niektóre jednak kluby, jak chociażby Podbeskidzie Bielsko-Biała czy Lechia Gdańsk przebywają nad Bosforem.
ŁUKASZ SURMA:- Dobrze, że jesteśmy na Cyprze, bo to bezpieczniejsze miejsce. Oglądam telewizję, słucham wiadomości i zwracałem uwagę na to, gdzie polecimy na obóz. A że niektóre kluby zdecydowały się tam polecieć, to nie moja sprawa, nie zastanawiałem się nad tym. Ja jednak nie miałem lekko podczas lotu na Cypr. Tak samo będzie, gdy będziemy wracali do kraju. Bardzo boję się latać. Nie miałem żadnych przykrych przygód z tym związanych, po prostu dla jednych taki lot to bułka z masłem, a dla innych wiąże się to ze strachem. I nie ma na to lekarstwa, bo zasnąć podczas podróży nie potrafię. Wszedłem na pokład samolotu, przeżegnałem się i czekałem aż wylądujemy.

 

Maciej Korzym ze względu na strach przed lataniem, do Hiszpanii na zgrupowanie pojechał autem.
ŁUKASZ SURMA: - Aż takiego lęku nie mam. Dlatego nie zdecydowałbym się na tak daleką podróż samochodem.

 

Fantasy Ekstraklasa