Pomocnik z Okrzei: „Nie przypominamy za bardzo drużyny z jesieni, niestety”

Mateusz Mak
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus
10-03-2016 | 13:20

Autor: Dariusz Leśnikowski

We wtorkowy wieczór Piast wreszcie wygrał w tym roku, pokonując Śląsk Wrocław. Asystę przy jedynej bramce zaliczył Mateusz Mak.

KATOWICKISPORT.PL: Patrząc na przebieg meczu ze Śląskiem, cieszyć mogą chyba tylko trzy punkty, prawda?
MATEUSZ MAK: Te punkty z pewnością dodadzą nam wiary w siebie, były bardzo potrzebne. Gra może nie była najlepsza, Śląsk po przerwie stworzył kilka niezłych sytuacji, ale piłka nam oddała to, co czasem zabierała we wcześniejszych meczach.


Czemu tak łatwo oddaliście inicjatywę w końcówce?
MATEUSZ MAK: Mówiąc przekornie, pozwoliliśmy Kubie Szmatule pokazać, że jest w świetnej dyspozycji (śmiech). A już poważnie: podświadomie nie po raz pierwszy niepotrzebnie się cofamy. Gdybyśmy wyżej „presowali” rywali, nie stworzyliby tylu okazji. A poza tym - Śląsk potrzebuje punktów, stąd ta trudna końcówka.


Podbeskidzie, z którym zagracie w piątek, też ich potrzebuje!
MATEUSZ MAK: Jak każdy. Wiemy, że bielszczanie wygrali trzy mecze wiosną, że są niebezpieczni. Ale po pokonaniu Śląska jesteśmy optymistami. Mam nadzieję, że trzy dni wystarczą na regenerację.


No właśnie... Te ostatnie 30 minut, kiedy oddaliście inicjatywę wrocławianom, to było już wyrachowanie, pod kątem kolejnego spotkania? Czy po prostu „odcięło wam prąd”?
MATEUSZ MAK: Nie, nie ma to nic wspólnego z „odcięciem prądu”. Powtórzę: to nasza podświadomość - chyba wciąż nie taka, jak ma być. Nie powinniśmy się cofać, bo rywal naprawdę bliski był wykorzystania tego.


Gdzieś koło 70 minuty dostał pan od trenera wskazówki z ławki, zaraz potem przeniósł się pan na lewą stronę. Wspomagać Patrika Mraza, który przestał sobie radzić z grą w defensywie?
MATEUSZ MAK: Wskazówki po pierwsze dotyczyły mojego przesunięcia bardziej do przodu. Do II linii wszedł Maciek Jankowski, a ja miałem - razem z Martinem Neszporem - utrudniać wrocławianom wyprowadzanie piłki spod własnej bramki.


Ale częściej angażował się pan jednak w tym okresie w asekurację lewej strony defensywy!
MATEUSZ MAK: Po to jesteśmy, by nawzajem sobie pomagać...


Pomagaliście sobie i jesienią. Tyle że wtedy wygrane nie przychodziły z tak wielkim trudem, jak ta wtorkowa. Gdzie jest tamten Piast?
MATEUSZ MAK: Nie przypominamy za bardzo drużyny z jesieni, niestety... Wierzę jednak, że jeszcze do tamtej dyspozycji nawiążemy. Bo chcemy zdobywać punkty, ale i cieszyć oko naszych kibiców - tak, jak robiliśmy to w ubiegłym roku. A na razie nam do tego daleko.


Tydzień wcześniej mecz nie mógł się odbyć ze względu na stan murawy. Jak wygląda ona teraz?
MATEUSZ MAK: Nie sprzyja grze kombinacyjnej. Stąd też przyjęta we wtorek taktyka, by przenosić ciężar na Josipa Bariszicia i Martina Neszpora, i czasem próbować akcji bokami, jedna z nich okazała się skuteczna.

Waszym zdaniem
Jakim wynikiem zakończy się piątkowy mecz w Gliwicach?
Fantasy Ekstraklasa