Piotr Przeniosło: W Górniku nie będzie „klubu kokosa!”

Piotr Przeniosło
 fot. Dariusz Hermiersz  /  źródło: SPORT
19-01-2016 | 06:49

Autor: Maciej Grygierczyk

- Byli oczywiście zawodnicy, których chcieliśmy, ale nie było nas na nich stać. Zdenek Ondraszek, Grzegorz Goncerz… Nie będziemy robić kominów płacowych - mówi specjalista ds. sportowych Górnika Zabrze.

Piotr Przeniosło do niedawna znany był w środowisku z pracy w klubach z niższych lig. W Zabrzu jest od 1 grudnia, przejmując część obowiązków po nagle zmarłym dyrektorze wykonawczym Krzysztofie Maju. Teraz – po niespełna dwóch miesiącach spędzonych przy Roosevelta – 28-letni Przeniosło może powoli pokusić się o pierwsze podsumowanie zimowego okienka transferowego.

 

MACIEJ GRYGIERCZYK: Trener Leszek Ojrzyński oznajmił, że kadra Górnika została zamknięta. Satysfakcja czy pełna satysfakcja?

PIOTR PRZENIOSŁO:Duża satysfakcja. Po pierwsze dlatego, że w niektórych względach wyprzedziliśmy konkurencję, na przykład przy transferze Kena Kallastego. Gdy runda jeszcze trwała, zaczęliśmy ostro pracować. Wiedzieliśmy, na jakie pozycje potrzebujemy wzmocnień, a na jakie – zawodników mogących być konkurencją dla tych, których w kadrze już mamy. Sześć transferów jest pewnych, siódmy – Sebastian Leszczak – przebywa u nas na testach. Na tym poprzestajemy.

 

Już pracujecie nad okienkiem letnim?

PIOTR PRZENIOSŁO: W czwartek mieliśmy pierwsze resume i przygotowanie się do pracy w dalszej części roku. Okienko letnie, a docelowo – nawet kolejne zimowe. Wiemy, kogo na jakie pozycje szukamy i chcemy ten zespół dalej przebudowywać. W nowym zestawie osób, z rozszerzonym sztabem skautingowym, do którego dołączyć mają jeszcze kolejne dwie osoby, i przy dużym zaangażowaniu sztabu szkoleniowego, trenerów Ojrzyńskiego, Cyraka i Opalińskiego. Rozwijamy siatkę skautingową, bo to dla nas ważne, by pracować zarówno na rynkach rodzimych, jak i zachodnich.

 

W zasadzie nie ściągnęliście zawodnika z Polski. Przypadek?

PIOTR PRZENIOSŁO: Poza Szymonem Matuszkiem z Dolcanu Ząbki. Wiedzieliśmy o tym, że gdyby nie chwilowe zachwianie sytuacji Dolcanu, nie udałoby nam się go wytransferować. To zawodnik z regionu, bardzo chciał tu przyjść, wygraliśmy o niego wyścig z Podbeskidziem. A wracając do pytania… Przypadek? Myślę, że nie. Nie jest tak, że zamknęliśmy się na rynek krajowy. Problem polega niestety na tum, że bardzo często zawodnicy nawet z I ligi, którym chce dać się szansę, uważają, że na wejściu należą im się pieniądze równe typ, jakie zarabiają kapitan czy kluczowi zawodnicy. To niezdrowe. Aby zapracować sobie na pozycję w danym klubie i móc odcinać kupony, trzeba włożyć trochę serca, pracy, czasu i zaangażowania. Marcis Oss był wybierany najlepszym obrońcą ligi łotewskiej i poczuł się wyróżniony, że sięgnął po niego tak utytułowany klub. Dla niego to szansa, podobnie jak dla Kena, reprezentanta Estonii z bardzo dużymi umiejętnościami i obrońcy grającemu bardzo nowocześnie. Trzeba iść w kierunku racjonalizacji wydatków i patrzeć, po jakim budżecie się stąpa.

 

Który z tych transferów był najtrudniejszy?
PIOTR PRZENIOSŁO: Chyba Josego Kantego. Od trzech miesięcy pracowaliśmy nad przekonaniem zawodnika, aby przeniósł się z ciepłych krajów – jak Hiszpania, Cypr, gdzie jest inny klimat i inna specyfika ligi – do Górnika. Kante był mi znany, bo obserwowałem Larnakę, Nikozję czy ligi zagraniczne. Wiedziałem, że to wartościowy napastnik, którego jak najbardziej można przeanalizować. Cieszę się, że to dopięliśmy, a były trudności. Początkowo nie chciał przylecieć do Polski, potem doszła jeszcze kwestia konieczności rozwiązania jego kontraktu z Larnaką. To udało się zrealizować i przyszedł do nas jako wolny zawodnik.

 

Jose Kante nie był napastnikiem trzeciego wyboru?

PIOTR PRZENIOSŁO: Nie są prawdą takie głosy. Nie było tak, że ktoś nam wysłał płytę i na tej podstawie się na niego zdecydowaliśmy. Proszę mi wierzyć, że był to zawodnik bardzo dokładnie analizowany, jak zresztą każdy z tych, których pozyskaliśmy. Mieliśmy mnóstwo propozycji, ofert. Byli też oczywiście gracze, których chcieliśmy, ale nie było nas na nich stać. Zdenek Ondraszek, Grzegorz Goncerz… Nie będziemy robić kominów płacowych. Mamy fajny, zgrany zespół i takie sytuacje do niczego dobrego by nie prowadziły. Jesteśmy zwolennikami wynagrodzeń na przyzwoitym, niewygórowanym poziomie. Dawidowi Szymonowiczowi ze Stomilu Olsztyn większe pieniądze niż Górnik dawała Jagiellonia. Nie możemy pozwolić na to, by klub kolejny raz był zadłużany kosztem zawodników zespołu. Trzeba płacić, a nie obiecywać. 

Waszym zdaniem
Czy Górnik zdoła awansować do czołowej ósemki ekstraklasy?
Fantasy Ekstraklasa