Bramkarz Cracovii: Za granicą przegrałem mentalnie

Grzegorz Sandomierski
 fot. Michał Stańczyk  /  źródło: Cyfrasport
Michał Trela 27-02-2016 | 09:03

Autor:

- Chcę jeszcze spróbować za granicą. Póki co zostaje mi śledzenie karier znanych kolegów - mówi Grzegorz Sandomierski.

Status Grzegorza Sandomierskiego w polskiej lidze przed kilkoma laty można porównać do tego, jaki ma dziś Bartłomiej Drągowski z Jagiellonii Białystok. Obaj jako nastolatkowie przebili się w klubie z Podlasia, zrobili furorę i mogli przebierać w ofertach z najlepszych klubów. - Drągowski jest dziś w bardzo podobnej sytuacji jak ja wtedy. Mam nadzieję, że lepiej pokieruje swoją karierą - mówi Sandomierski. - Widać, że ma dobrych doradców, którzy potrafią go przytrzymać dla jego dobra. Korzystnie się stało, że został jeszcze na ten sezon w ekstraklasie, bo w wieku 19 lat każdy mecz w ekstraklasie to wielkie doświadczenie - mówi bramkarz "Pasów". Jednak teoretycznie on też nie wybrał przed pięcioma laty głupio. Zamiast trafić do wielkiego klubu z najsilniejszej ligi, gdzie miałby małe szanse na grę, zdecydował się na transfer do belgijskiego KRC Genk, który miał być tylko przystankiem. Okazał się ścianą nie do przebicia.

 

- Nie rzuciłem się teoretycznie na głęboką wodę, ale co z tego, skoro źle nastawiłem się mentalnie - wspomina 26-letni dziś bramkarz. - Miałem poczucie, że coś mi się należy. Podskórnie nastawiłem się, że skoro mnie kupili, to prędzej czy później na mnie postawią, niezależnie od tego jak będę się prezentował na treningach. Nie byłem sobą, nie przykładałem się. Miałem być lepszy od tego, na którego miejsce przychodziłem, a na pewno nie byłem. Później to zrozumiałem, ale wracając z kolejnych wypożyczeń, cały czas trafiałem na tego samego trenera bramkarzy. A pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. On cały czas pamiętał mnie z tamtego pierwszego okresu. Życie w Belgii nie było trudne, klub był poukładany, ale poległem mentalnie - przyznaje Sandomierski.

 

Nie przebił się też w angielskim II-ligowcu Blackburn Rovers i chorwackim Dinamie Zagrzeb. Z Zawiszą Bydgoszcz spadł z ligi. Zakręt kariery udało mu się pokonać dopiero w Krakowie. - Na pewno to rozczarowanie, jak potoczyła się moja przygoda za granicą. Jedyny pozytyw, to że mogę dziś powiedzieć, że grałem z Kevinem De Bruynem, którego Manchester City kupił latem za ponad 70 milionów, Christianem Benteke z Liverpoolu, Alenem Haliloviciem, którego wzięła Barcelona czy z Dujem Czopem z Malagi. Śledzę ich kariery. Oglądając mecze moich ulubionych lig zagranicznych mogę zobaczyć swoich kolegów i to coś miłego - przyznaje Sandomierski.

 

Bramkarz Cracovii też nie porzucił zresztą marzeń o podboju lig silniejszych od polskiej. - Nie zraziłem się poprzednimi doświadczeniami, tylko jestem o nie mądrzejszy. Chciałbym się jeszcze raz sprawdzić, żeby coś sobie udowodnić - mówi. Na razie jednak skupia się na walce o czołowe miejsca z krakowskim klubem. O ile w poprzednich zespołach niezbyt mu się układało, przy Kałuży wszystko idzie błyskawicznie. Jeszcze jesienią, gdy Cracovia grała z Zagłębiem Lubin, pozycja Krzysztofa Pilarza, kapitana zespołu, była niepodważalna, a Sandomierski półżartem przyznawał, że zadebiutuje na stadionie "Pasów" dopiero w czasie treningu noworocznego. Tymczasem przegrany 2:4 mecz w Lubinie pozwolił mu wskoczyć do bramki. Dziś Pilarza już w klubie nie ma, a Sandomierski jest niepodważalnym numerem jeden. - Muszę być czujny, bo to samo może spotkać również mnie. Daję radę zarówno w sytuacjach, gdy jestem jasnym numerem jeden, ale też wtedy, gdy jest bardzo mocna rywalizacja - podkreśla.

 

Z Cracovią ma zamiar przynajmniej powtórzyć to, co jako nastolatek zrobił z Jagiellonią. - Wtedy też byliśmy rewelacją sezonu. Zostaliśmy mistrzem jesieni, a zimą straciliśmy najważniejszego zawodnika, czyli Kamila Grosickiego, który odszedł do Turcji. Można to porównać do Cracovii i straty Denissa Rakelsa. Może jednak teraz mniej odczujemy stratę, bo dwa wiosenne mecze pokazały, że bez Denissa też potrafimy strzelać. Musimy awansować do pierwszej ósemki, a potem zobaczymy, co będzie. Atmosfera w klubie jest świetna, bo nakręcają ją wyniki - kończy Sandomierski. Zarówno dla niego, jak i dla Cracovii to najlepszy sezon od lat.

 

Fantasy Ekstraklasa



Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~brombergUżytkownik anonimowy
~bromberg :
No photo~brombergUżytkownik anonimowy
Z Zawiszą spadł z ligi jednak kilkakrotnie wiosną 2015 wybierany graczem lub bramkarzem kolejki. Grzesiu Bydgoszcz pamięta.
26 lut 22:55 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~niktUżytkownik anonimowy
~nikt :
No photo~niktUżytkownik anonimowy
W KRC Genk nie mógł się Sandomierski przebić , bo w tamtym czasie niekwestionowanym numerem 1 bramkarzy był Laszlo Koteles ,a że ten nie odnosił kontuzji , nie wylatywał z boiska (czerwona ) stąd Grzegorz grzał ławę. Jeszcze zanim Sandomierski pojawił się w Genk już wiedziałem że zawsze będzie tylko numerem drugim i musiałoby się wydarzyć coś nieprawdopodobnego aby zastąpił Kotelesa w bramce , i pomogło nawet to że Sandomierski miał "fory" u ówczesnego prazesa klubu Harrego Lemmansa.
27 lut 15:11
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza: