Łukasz Piszczek: Trenowałem pod okiem fachowca

Thomas Tuchel
 źródło: Reuters

Łukasz Piszczek nie dość, że nie zapomniał o swoich korzeniach, to bardzo przyczynia się do sukcesów klubu, którego jest wychowankiem. Przez cały sezon, gdy tylko mógł, śledził transmisje wideo z meczów LKS-u Goczałkowice. Na tym decydującym o największym sukcesie w 57-letniej historii zespołu, z Grunwaldem Ruda Śląska (2:1), stawił się osobiście. Obrońca Borussii Dortmund i reprezentacji Polski zasiadł na ławce rezerwowych, przeżywał boiskowe wydarzenia, a po ostatnim gwizdku – m.in. wraz z tatą Kazimierzem (wiceprezesem) oraz starszym bratem Adamem (zawodnikiem) świętował awans do czwartej ligi.

Maciej GRYGIERCZYK: W 2015 roku LKS wygrał klasę A, dlatego to już pana drugi awans w roli działacza!
Łukasz PISZCZEK: - E! Nie, nie. Na pewno nie jako działacza. Jestem tu kibicem. Chcę pomagać chłopakom, którzy grają, moim kolegom. Cieszę się razem z nimi. W pierwszej połowie Grunwald wyszedł zasłużenie na prowadzenie, ale druga była w naszym wykonaniu bardzo dobra. Rywale nie stworzyli żadnej sytuacji, my prócz goli mieliśmy ich jeszcze kilka. Fajnie, że udało się zmienić losy tego meczu i przypieczętować awans do czwartej ligi.

Przewiduje pan jakąś nagrodę dla drużyny? Zimą, po udanej rundzie jesiennej, LKS odwiedził pana w Dortmundzie.
Łukasz PISZCZEK: - Mamy taką tradycję. Co roku do mnie wpadają, zimą byli już drugi raz. Sądzę, że w grudniu też przyjadą. A nagrodą jest już sam awans. Kadra w 80-90 procentach składa się z chłopaków tylko stąd, z Goczałkowic. Cieszę się, że gdy tylko zebraliśmy tych, którzy trochę pograli w lepszych ligach, to tak szybko udało się awansować. To historyczna chwila dla LKS-u.

Wzmocnicie się?
Łukasz PISZCZEK: - Z pewnością – jak każda drużyna – potrzebujemy młodzieżowców. Czas pokaże, jak będzie wyglądała nasza kadra w nowym sezonie. Nie wiadomo, co z Piotrkiem Maroszkiem. Będziemy z nim... Zarząd będzie z nim rozmawiał.

Nawet jeśli jeszcze przez rok pogra, to od sezonu 2018/19 w Goczałkowicach będą potrzebować obrońcy!
Łukasz PISZCZEK: - (śmiech). To jeszcze nie do mnie temat! Muszą się zgłosić trochę później. Nie mogę powiedzieć, że na 100 procent skończę karierę w LKS-ie. Bo jeśli skończę, to w Borussii Dortmund, a tu przyjdę sobie pograć dla przyjemności, żeby po prostu się poruszać. A która to będzie liga, czy czwarta czy „okręgówka”, to ma już mniejsze znaczenie.

Bardzo żył pan na ławce rezerwowych.
Łukasz PISZCZEK: - Spokojnie, mamy trenera. Mogę w jakichś sytuacjach pomagać, jesteśmy w stałym kontakcie, ale dziś nie mam w głowie takich myśli, by po skończeniu gry w piłkę zostać trenerem

Była A-klasa, była „okręgówka”, teraz jest czwarta liga. Gdzie się zatrzymacie?
Łukasz PISZCZEK: - Myślę, że czwarta liga jest dla nas odpowiednia. Będziemy chcieli się w niej utrzymać. Za daleko w przyszłość nie wybiegajmy. Plany - planami, a życie wszystko zawsze weryfikuje. Musimy podejść do tego spokojnie. Mieliśmy na ten sezon swoje założenia, które zrealizowaliśmy. Teraz też są plany, choćby dotyczące infrastruktury, ale poczekajmy. Gdy będziemy mogli coś ogłosić, na pewno to uczynimy.

Miły dla pana ten koniec sezonu. W sobotę Puchar Niemiec, we wtorek awans...
Łukasz PISZCZEK: - Ja już swoje gratulacje zebrałem. Teraz trzeba gratulować chłopakom, bo pokazali, że jak na ligę okręgową są mocnym zespołem. To ich czas, cieszę się razem z nimi.

Kiedy wyjazd na kadrę?
Łukasz PISZCZEK: - 5 czerwca. Nie planuję już do tego czasu urlopu, przez tych kilka dni zostanę na Śląsku. W sobotę w Goczałkowicach organizujemy też turniej dla dzieciaków. W poniedziałek zaczynamy zgrupowanie.

Wygrana z Rumunią sprawi, że autostrada na rosyjski mundial będzie już praktycznie pusta.
Łukasz PISZCZEK: - Gorzej, gdy jakieś bramki po drodze postawią! Zobaczymy. To na pewno będzie inny mecz niż ten w Bukareszcie, gdzie skończyło się 3:0 dla nas. Gramy jednak u siebie, znamy swoją wartość. Jeśli wygramy, będziemy bardzo blisko awansu, ale on jeszcze nie będzie pewny. A dopóki nie będzie pewny, nie zamierzamy się nikomu odgrażać.

Co pomyślał pan, otrzymując we wtorek wiadomość o odejściu trenera Thomasa Tuchela z Borussii?
Łukasz PISZCZEK: - Co mogę oficjalnie powiedzieć? Bardzo dobrze pracowało mi się z trenerem Tuchelem przez te dwa lata. Trenowałem pod okiem fachowca. Z pewnością dużo się przy nim nauczyłem.

Tuchelowi zdarzało się pana bardzo chwalić. Mówił wręcz, że pana kocha.
Łukasz PISZCZEK: - Chyba ktoś go za mocno pociągnął za język (śmiech).

Spekuluje się, że do Dortmundu może trafić Lucien Favre, który prowadził pana niegdyś w Herthcie Berlin, robiąc z pana prawego obrońcę.
Łukasz PISZCZEK: - Na razie się spekuluje...

Fajnie by było?
Łukasz PISZCZEK: - Ha! Fajnie to by było, gdyby za rok LKS Goczałkowice utrzymał się w czwartej lidze!

Z tej samej kategorii