Dawid Dylich: Wiedzą, jak pracować z młodzieżą

Pilka nozna. HET Liga. MFK Karvina. 22.08.2017
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

Mogą być najlepsze plany, najlepsi trenerzy, a jak nie będzie gdzie ćwiczyć, to wszystko będzie robione po łebkach – mówi szkoleniowiec zespołu trampkarzy MFK Karvina.

Pochodzi z Radlina. Pracował w Wodzisławskiej Szkole Piłkarskiej Janusza Pontusa, gdzie miał przyjemność współpracy z takimi piłkarzami jak Kamil Glik, Kamil Wilczek, Szymon Matuszek czy Krzysztof Król. Potem był trenerem grup młodzieżowych w Odrze „Centrum” Wodzisław. Od trzech lat z powodzeniem pracuje w MFK Karvina. W zeszłym sezonie prowadził drużynę do lat 15. W tym sezonie opiekuje się o rok młodszym rocznikiem.

 

Michał CHWIEDUK, Michał ZICHLARZ: Dlaczego trener z Polski pracuje za południową granicą?
Dawid DYLICH: - Dziesięć lat trenowałem w Polsce, na ziemi wodzisławskiej, ale kiedy przyszła oferta z Czech, gdzie często graliśmy mecze - i gdzie od stażu w Baniku, wielkim świecie piłki młodzieżowej rozpoczęła się moja trenerska przygoda - to postanowiłem skorzystać i zebrać kolejny bagaż doświadczeń. Dodatkowo Karwina, gdzie od trzech lat pracuję, jest klubem bardzo dobrze zorganizowanym. Nie ukrywam też, że byłem zafascynowany czeską szkołą szkoleniową. To zdecydowała.

Czym różni się praca z młodzieżą po polskiej i czeskiej stronie granicy?
Dawid DYLICH: - Młodzież i tutaj i tam jest podobna. Czesi są może bardziej pracowici, ale z kolei Polacy bardziej charakterni, mają lepsze charaktery do piłki. U nas borykamy się z takimi problemami jak finansowanie szkolenia czy infrastruktura. Czesi mają wszystko lepiej rozwinięte i poukładane. Pod tym względem jest dużo większy komfort pracy trenera. Jest się otoczonym ludźmi, którzy z tobą współpracują. Masz do pomocy asystenta, trenera od przygotowania motorycznego, trenera od bramkarzy. Jest to na pewno duża wygoda. W Polsce szkoleniowiec jest sam. Trzeba się zajmować wszystkim, łącznie z dojazdami. Tutaj jest pod tym względem zupełnie inaczej. Jest tyko trening. Taka praca i taki styl bardzo mi odpowiada.

Mówił nam o tym Dawid Błanik. Skrzydłowy GKS Tychy powiedział, że w Czechach jest wielu trenerów tłumaczących i podpowiadających co i jak zrobić, a w Polsce szkoleniowcy nie mówią dokładnie, o co chodzi.
Dawid DYLICH: - Myślę, że wynika to z doświadczenia i jakości trenerów grup młodzieżowych. Tutaj trenerzy pracujący z młodymi piłkarzami są trenerami zawodowymi. Raz, że dobrze wykształceni, to często są to też pasjonaci, którzy tym żyją, znają wiele detali, szczegółów. Wiedzą, jak wszystko wytłumaczyć, jak tę wiedzę przekazać, dlatego ta jakość idzie do góry. U nas w piłce młodzieżowej rzadko można spotkać pasjonata. Raczej patrzymy na stronę finansową. Mówię tutaj głównie o Śląsku, o naszym terenie. Dobre było to, że trenerzy w klubach mieli zatrudnienie w szkołach, bo same kluby nie oferowały takich gaż, z których można by się utrzymać. Trzeba było i trzeba parać się dodatkowymi zajęciami, a jak się robi coś innego, to potem praca z młodzieżą traktowana jest jako coś hobbystycznego. Nie przykładamy się do tego tak, jak ma to miejsce w Czechach, gdzie trenerzy szkolący najmłodszych są zawodowcami i od rana do wieczora zajmują się tylko tym.

Jak wygląda pana praca w MFK Karvina?
Dawid DYLICH: - Mam duży komfort. Do południa mam wolne, tzn. pracuję wtedy w szkole. Codzienne treningi mam o godzinie 14.30. To konkretne zajęcia. O 17.30 jestem w domu w Radlinie. Wiadomo, czasami trzeba przygotować analizę, trwa to dłużej, ale wtedy mam swojego asystenta, który prowadzi treningi, a ja spokojnie mogę się wtedy skupić na pracy analitycznej, na obejrzeniu materiału wideo. Jest więc podział ról, podział pracy i jest to wszystko bardzo wygodne.

Spotyka się z panem 15-letni chłopaka, który chce zostać zawodowym piłkarzem. Pyta o radę: gdzie lepiej trenować, w Polsce czy w Czechach. Co mu pan odpowie?
Dawid DYLICH: - To ciężkie pytanie, które często jest mi stawiane. Wiem, jak się pracuje w Czechach, jak to tutaj wygląda. Na pewno mógłbym polecić Karwinę, bo wszystko jest tutaj dobrze poukładane i można się rozwinąć, co pokazuje przykład Ambrosiewicza czy innych chłopaków z Polski, którzy na co dzień trenują u nas w grupach młodzieżowych. U nas z czasem niektóre kluby też będą na tym poziomie. Liczę na Piasta, bo tam coś się zmienia w organizacji. Zawsze imponowało mi to, jak z młodzieżą pracowano na Stadionie Śląskim. Wiem, że dobrze radzą też sobie w Rakowie. Myślę, że w naszej części Śląska te ośrodki będą coraz lepsze, ale trzeba sobie życzyć przede wszystkim jednego,:infrastruktury. Jak nie będzie boisk, to mogą być najlepsze plany, najlepsi trenerzy, a jak nie będzie gdzie trenować, to wszystko będzie robione po łebkach.

Z tej samej kategorii