Jerzy Gorgoń: Bez medalu nie ma sukcesu

Robert Lewandowski to znakomity napastnik i dlatego w eliminacjach zdobył tyle bramek, ale 48 goli Włodka Lubańskiego ma jeszcze większą wartość - mówi w ekskluzywnym wywiadzie wybitny obrońca reprezentacji Polski.

Leszek BŁAŻYŃSKI: Podobały się panu mecze biało-czerwonych z Armenią i Czarnogórą?
Jerzy GORGOŃ: - Przeciwnicy byli słabi. W tym pierwszym zespole jedynym dobrym piłkarzem był Henrich Mchitarjan z Manchesteru United. U Czarnogórców nie zauważyłem, by ktoś bardziej się wyróżnił. Obowiązkiem było pokonanie ich, zdobycie punktów i nasza reprezentacja tego dokonała.

Ale w niedzielnym spotkaniu - przy stanie 2:2 - zrobiło się bardzo nerwowo. Obawiał się pan, czy nasza drużyna utrzyma korzystny wynik?
Jerzy GORGOŃ: - Denerwowałem się, podobnie jak inni polscy kibice, bo Czarnogóra strzeliła dwa piękne gole i sytuacja zrobiła się trudna. Przeciwnicy zrobili nam jednak fajne prezenty, najpierw świetnie wykorzystał to Robert Lewandowski, a później był samobój.

Lewandowski strzelił w reprezentacji 51 goli. Wyprzedził pańskiego przyjaciela, Włodzimierza Lubańskiego...
Jerzy GORGOŃ: - Lewandowski to znakomity napastnik i dlatego w eliminacjach zdobył tyle bramek, ale 48 goli Włodka ma jeszcze większą wartość. Dla mnie to wciąż Lubański jest najlepszym polskim napastnikiem wszech czasów. Gdy my graliśmy w spotkaniach o stawkę, trudniej było wpakować piłkę do siatki. Był Związek Radziecki, Jugosławia, a nie dziesiątki różnych krajów, które powstały z rozpadu tych potęg. Nie startowały wtedy także takie drużyny jak Gibraltar, San Marino, Andora, czyli zespoły, którym łatwo można nastrzelać gole i które ja określam... krasnoludkami. W eliminacjach było trudniej, bo, gdy walczyliśmy o awans do mundialu w 1974 roku, mieliśmy za rywali tylko Anglików i Walijczyków, rozgrywaliśmy cztery spotkania, każdy mecz miał bardzo duży wpływ na ostateczną kolejność. Obecnie, gdy grupa jest 5-, czy 6-zespołowa, można sobie pozwolić na jedną, dwie wpadki. Nie umniejszam tego, co zrobił Lewandowski. To bardzo dobry piłkarz, ale Lubański za naszych czasów miał po prostu trudniej, a był piłkarzem fenomenalnym. Po losowaniu grupy eliminacyjnej do mundialu w Rosji twierdziłem, że obowiązkiem Polaków jest wygranie grupy.

Ale wcale nie była ona łatwa.
Jerzy GORGOŃ: - Mam inne zdanie. Nie mieliśmy mocnych rywali. Z Rumunii i Danii pozostały tylko nazwy. Wiadomo, że na stojąco nie da się wygrać, dlatego nasi kadrowicze walczyli, zwyciężali i chwało im za to.

Jest pan uważany za jednego z najlepszych polskich obrońców wszech czasów. Wyróżniłby pan któregoś z naszych defensorów?
Jerzy GORGOŃ: - Monolit to nie był... Nie będę ich oceniał, bo jeszcze się obrażą. Na pewno żaden z nich nie przypomina mnie, bo... nikt nie ma takich włosów (śmiech).

Zawsze miał pan bardzo bujną blond czuprynę. Trenerzy nigdy nie gonili pana do fryzjera?
Jerzy GORGOŃ: - Nie, bo włosy nie przeszkadzały mi w grze. Zawodnicy, którzy mieli grzywki spadające na oczy, co chwilę musieli je poprawiać. Ja nie miałem takich problemów, bo moje włosy były gęste, kręcone, ale oczu mi nie zasłaniały.

Powracając do naszej kadry narodowej, kogo by pan jeszcze wyróżnił poza Lewandowskim?
Jerzy GORGOŃ: - Kamil Grosicki miał udane eliminacje; był szybki, strzelał gole. Postępy zrobił Piotr Zieliński, z którego możemy mieć sporo pociechy. Mamy plejadę dobrych piłkarzy.

Co będzie sukcesem dla Polaków na mundialu w Rosji?
Jerzy GORGOŃ: - Muszę tutaj przytoczyć słowa Włodka Lubańskiego, który mówił, że jeśli nie zdobywa się medalu, to trudno mówić o sukcesie. Według mnie wyjście z grupy powinno być celem minimum. Po mistrzostwach Europy, gdy nasza drużyna odpadła w ćwierćfinale, tak głośno bito w dzwony, jakbyśmy wygrali Euro. To, że przeszliśmy Szwajcarię to już był cud, bo rywal był lepszy. Życzę Adamowi Nawałce, który świetnie się sprawdza, oraz Lewandowskiemu i spółce, aby był to dla nich niezapomniany mundial. Robert będzie megazmotywowany, bo to będą dla niego pierwsze i prawdopodobnie ostatnie mistrzostwa świata w karierze. Ma 29 lat, w 2022 roku, kiedy mundial odbędzie się w Katarze, będzie liczył już 34 lata. Nie wiadomo, czy wtedy będzie jeszcze grał w piłkę...

Mieszka pan w Szwajcarii. Helweci interesują się futbolem?
Jerzy GORGOŃ: - Mieszkam kilometr od stadionu Sankt Gallen. Na mecze ligowe przychodzi po około 12-15 tysięcy kibiców. Reprezentacja z kolei przyciąga tłumy. Niestety, Szwajcarzy - po porażce z Portugalią - będą walczyć o awans do mundialu w barażach. Rzadko oglądam mecze na żywo. Na starość zrobiłem się wygodny i wolę siedzieć przed telewizorem.

W Zabrzu też pojawia się pan sporadycznie.
Jerzy GORGOŃ: - Planuję przyjechać w przyszłym roku. Z mojej rodziny pozostała już tylko ciotka, ale zawsze, gdy przebywam w tym mieście, podjeżdżam na Roosevelta. Szkoda że na Arenie Zabrze wciąż nie ma czwartej trybuny. Słyszałem, że w przyszłym roku ma się coś ruszyć w tej kwestii. Bez tej trybuny stadion wygląda dziwnie. To tak, jakby wydać grubą kasę na nową protezę bez... środkowych zębów. Z boku wszystko ładnie błyszczy, lśni, a pośrodku jest dziura.

Ogląda pan mecze Górnika?
Jerzy GORGOŃ: - Widziałem w telewizji wszystkie starcia ligowe. Podoba mi się ta drużyna. Fajni, zdolni chłopcy, zespół pełen werwy, a na ich czele dobry snajper - Igor Angulo. Z przyjemnością ogląda się mecze zabrzan. Bardzo się cieszę, że prowadzą w tabeli ekstraklasy. No i te tłumy, które przychodzą na stadion. W Zabrzu ludzie żyją piłką, ale nie róbmy z Górnika faworyta do czołowych miejsc. Dopiero co wrócił do ekstraklasy. Ma w tym sezonie farta, ale to wszystko może się zmienić. Nie są to zawodnicy formatu Huberta Kostki, Staszka Oślizły czy Włodka Lubańskiego. Dobrze rokują, ale nie ma co pompować balonika.

Jak pan ocenia naszą ekstraklasę?
Jerzy GORGOŃ: - Na ten temat się nie wypowiem, bo oglądam tylko mecze Górnika. Czasami zobaczę starcie na szczycie Legii z Lechem, ale spotkania Niecieczy, czy innych drużyn mnie nie interesują. Najczęściej oglądam ligę angielską. Zresztą obecnie w telewizji jest przesyt futbolu. Spotkania Ligi Mistrzów obserwuję dopiero od fazy play off. W przeszłości czekało się na takie starcia kilka miesięcy i mecz był wtedy świętem. Teraz, kiedy mamy spotkania najlepszych drużyn w Europie co dwa tygodnie, nie są one już tak bardzo ekscytujące.

Bardzo rzadko udziela pan wywiadów. Dlaczego?
Jerzy GORGOŃ: - Nigdy nie byłem osobą medialną, dopiero na starość trochę się otwieram. Z drugiej strony, może i dobrze, że jest mało wywiadów ze mną, bo mówię, co myślę, a nie każdy to lubi. Poza tym, jak ktoś jest uparty, próbuje się ze mną umówić na rozmowę, to wtedy na to przystaję, ale niewielu jest takich dziennikarzy.

Czym zajmuje się pan w Szwajcarii?
Jerzy GORGOŃ: - Wiodę spokojne życie emeryta. Nie mam ogródka, bo nie chciałoby mi się pielęgnować warzyw. Wolę pójść do sklepu i je kupić (śmiech). Chodzę na spacery, pływalnię. Mój kontakt ze sportem ogranicza się do obserwowania zawodów w telewizji. Poza piłką nożną często oglądam hokej na lodzie, który w Szwajcarii jest bardzo popularny. Bardzo cieszą mnie też sukcesy naszych skoczków narciarskich. Ostatni Turniej Czterech Skoczni był w ich wykonaniu znakomity.

 

źródło: AFP


Nazywali go... budką telefoniczną
Urodzony 18 lipca 1949 roku Jerzy Gorgoń to legenda reprezentacji Polski. Wychowanek MGKS Mikulczyce w latach 1967-80 był kluczowym graczem Górnika Zabrze. Z drużyną dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski i pięć razy krajowy Puchar. Był podstawowym stoperem reprezentacji podczas MŚ w 1974 roku, kiedy Polacy wywalczyli 3. miejsce, oraz w 1978 roku w Argentynie. Wystąpił na igrzyskach olimpijskich w 1972 roku - biało-czerwoni zdobyli złoty medal - oraz w 1976 roku - Polacy wywalczyli srebro. W tamtych latach, mierząc 192 cm, był jednym z najwyższych polskich piłkarzy. Grał twardo, pewnie w obronie, a także potrafił zdobywać bramki atomowymi strzałami z dystansu. Po słynnym remisie na Wembley z Anglikami, który dał reprezentacji awans na MŚ w 1974 roku, tamtejsza prasa nazwała go „The Telephone Booth” (budka telefoniczna). Biało-czerwoni grali w czerwonych strojach, a polski stoper - ze względu na swoją posturę - skojarzył się Wyspiarzom z londyńskimi czerwonymi budkami. W latach 80. Gorgoń grał w FC Sankt Gallen, gdzie zakończył karierę i do dziś mieszka na stałe w Szwajcarii.

 

Komentarze (21)

Napisz komentarz
No photo
No photo~?Użytkownik anonimowy
~? :
No photo~?Użytkownik anonimowy
Niezupełnie się zgadzam z panem Gorgoniem. Kiedyś za zwycięstwo otrzymywało się 2 punkty, za remis 1. Teraz jest to odpowiednio 3 i 1. Czyli kiedyś zwycięstwo można było zrównoważyć dwoma remisami, teraz się tak nie da. Poza tym wtedy były mocne np. ZSRR czy Jugosławia, żeby odnieść się do słów pana Jurka. Teraz z tych państw mamy mocne Rosję i Ukrainę oraz Serbię, Chorwację, Słowenię i nieobliczalną Bośnię. Ponadto teraz poziom piłki bardzo się wyrównał i oprócz "kelnerów" typu San Marino, Gibraltar czy Andory, mamy drużyny, z którymi można zarówno wygrać jak i łatwo stracić punkty. Tak więc wcale nie jest łatwiej. Kiedyś Islandia czy Norwegia były dostarczycielami punktów, a teraz? Odnosząc się do sytuacji Lewandowski - Lubański, rozumiem słowa pana Gorgonia, on musi umniejszać sukces Lewandowskiego, bo tym samym powiększa swój. Ale Lubański zdobył 48 bramek w ciągu całej kariery (owszem z przerwą na rekonwalescencję), ale Lewandowski ma dopiero 29 lat i jeszcze co najmniej 5-6 lat grania przed nim, może jeszcze zdobyć dwa razy tyle goli w reprezentacji. Ciekawe, co wtedy powie Gorgoń. Piłkarz taki jak Lewandowski rodzi się raz na 50 lat, doceńmy więc to.
12 paź 19:59 | ocena:69%
Liczba głosów:35
69%
31%
| odpowiedzi: 4
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Dany PieronUżytkownik anonimowy
~Dany Pieron :
No photo~Dany PieronUżytkownik anonimowy
Wspaniały wywiad, fajnie się czyta wypowiedzi nie upudrowane. Dodam tylko, że Lewandowski potrzebował 10 meczów więcej żeby dorównać panu Wlodkowi. A to tylko podkreśla klasę pana Wlodka. No i jest kapitalnie, że i Polska reprezentacja i Górnik są na fali i fajnie im kibicować. Ale takich obrońców jak pan Jurek to zawsze za mało.
12 paź 22:51 | ocena:89%
Liczba głosów:9
89%
11%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Gerec polskiUżytkownik anonimowy
~Gerec polski :
No photo~Gerec polskiUżytkownik anonimowy
Jezy Gorgon to wedlug mnie to w czasach gdy gral to jeden z najlepszych obroncow na swiecie a propo lewandoski lubanski to ma racje ale czasy sie zmieniaja
12 paź 16:56 | ocena:100%
Liczba głosów:10
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii