Henryk Kasperczak przed PNA: Szamani zostali w Bamako

Henryk Kasperczak
 źródło: AFP/East News

Od 17 stycznia w Gwinei Równikowej ruszy kolejna edycja Pucharu Narodów Afryki. Tylko u nas rozmowa z Henrykiem Kasperczakiem, trenerem reprezentacji Mali.

 

Za czwarte miejsce z reprezentacją Mali w 2002 roku dostał kawałek ziemi nieopodal stolicy tego kraju. Teraz Henryk Kasperczak wie, że miejsce gorsze niż trzecie nie zostanie dobrze przyjęte.
Doświadczony polski szkoleniowiec już po raz szósty poprowadzi zespół w finałach najważniejszej sportowej imprezy na Czarnym Lądzie. Z Mali w PNA zagra po raz drugi. W 2002 roku zajął z Orłami czwarte miejsce. Teraz ma być znacznie lepiej. Z trenerem Kasperczakiem rozmawialiśmy na kilka dni przed rozpoczęciem XXX Pucharu Narodów.
Jak wyglądały ostatnie przygotowania do finałów?
- Trenowaliśmy w stolicy Gabonu, Libreville. Miejsce nie było przypadkowe, bo to przecież kraj graniczący z Gwineą Równikową. Mieliśmy bardzo dobre warunki do pracy i treningów. Rozegraliśmy też dwa mecze sparingowe, z lokalnym zespołem i z RPA.
W latach 80. w Gabonie pracował jako trener były świetny piłkarz Górnika Erwin Wilczek. Jeszcze go tam pamiętają?
- To było wiele lat temu, ale są osoby, które pamiętają jego osiągnięcia. Przecież dobrze mu szło w Gabonie.
Przed nami XXX Puchar Narodów. Kto jest pana faworytem?
- Trudno powiedzieć. Oprócz Nigerii, która się nie zakwalifikowała, są przecież wszystkie najlepsze zespoły z kontynentu. Osobiście przewiduję, że będzie to turniej niespodzianek. Właśnie dlatego, że stawka jest tak wyrównana. Łatwo nie będzie nikomu, a o wszystkim zdecyduje łut szczęścia, czasami jedna udana akcja.
Na co mogą liczyć kibice oglądający mecze w Eurosporcie?
- Zawsze na tych imprezach jest wiele spontaniczności i zabawy. W Afryce ludzie żyją piłką, każdy fan na trybunach bardzo angażuje się w doping. Na boisku na pewno nie zabraknie dobrej piłki, skoro prawie wszyscy zawodnicy występują w dobrych europejskich klubach. Lokalnych piłkarzy w kadrach jest niewielu. Dużo się będzie działo w grupach C i D, gdzie są czołowe afrykańskie reprezentacje. W pozostałych też z pewnością będzie ciekawie. Taka Tunezja czy Zambia też powinny się liczyć, bo grają dobrą piłkę.
Czy wpływ na turniej może mieć fakt przeniesienia imprezy z Maroka do Gwinei Równikowej z powodu strachu przed Ebolą?
- W pewnym sensie tak. Maroko to inna kultura piłkarska. Z wielkimi tradycjami i bardziej znającymi się na piłce kibicami. Futbolowa infrastruktura jest tam na wyższym poziomie niż w Gwinei Równikowej. Turniej w Maroku na pewno cieszyłby się też wielkim zainteresowaniem miejscowych fanów.
Nie macie obaw w związku z zagrożeniem zakażenia się wirusem Eboli?
- Władze CAF, czyli Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej, podjęły decyzje, że przed rozpoczęciem turnieju wszystkie ekipy zostaną przebadane w stolicy kraju Malabo. Dopiero potem wszyscy rozjadą się do miejsc, w których przyjdzie im grać. Jak my sobie z tym radzimy? W Bamako też były problemy. Kilka osób zmarło, więc z całym sztabem powzięliśmy decyzję, że witając się, nie podajemy nikomu ręki. Wszystko po to, by do minimum zmniejszyć możliwość ewentualnego zakażenia. W stolicy Mali było zresztą wiele afiszy informujących, jak się zachować. Trzeba często myć ręce i nie pić wody, która jest nieznanego pochodzenia. Trzeba stosować się do tych zaleceń.
W Mali został pan zatrudniony po to, żeby zapewnić Orłom pierwsze zwycięstwo w Pucharze Narodów. To realne zadanie?
- Kiedy w grudniu byłem na losowaniu w Malabo i rozmawiałem tam z innymi trenerami oraz prezesami, to wszyscy zapewniali, że właśnie oni wygrają turniej. Wszyscy chcą wygrać! Pan sobie to wyobraża... W Europie aż taki optymizm chyba byłby nie do pomyślenia. Jak zwykle wszystko zweryfikuje boisko, a wszelkie dywagacje czy rozważania będzie można włożyć do szuflady. Co do Mali, to ostatnio dwa razy z rzędu kończyło turniej na trzecim miejscu. Jeżeli wynik teraz będzie słabszy, to będzie... źle. Będą zadowoleni tylko z awansu do finału. W wyrównanej stawce wszystko jest możliwe. Wiele będzie zależało od podejścia piłkarzy, ich przygotowania, a potem... Zobaczymy. Jeżeli będzie dobra gra, to i wynik nie powinien być zły.
Kłopotów przed pucharem panu nie brakowało. Z kadry wypadł przecież napastnik Cheick Diabate.
- Na pewno szkoda, że tak się stało. Długo z nim rozmawiałem. Chłopak miał już jednak problemy; kiedy chodził, to bolało go kolano. Konieczna była operacja.
O reprezentacji Mali mówi się, że to sam Seydou Keita. Taka opinia jest prawdziwa?
- Zgadzam się z tym, że dużo od niego zależy. To piłkarz, który jest wzorem dla innych. Ważna postać zespołu i zawodnik, który przeżywa w tej chwili swoją drugą młodość.
Czym pana zespół może zaskoczyć rywali w Gwinei Równikowej?
- Trudno mówić o jakimś zaskoczeniu. Będziemy kontynuowali to, co robiliśmy wcześniej. W eliminacjach, po przegranym meczu z Etiopią, byliśmy w trudnej sytuacji. W decydującym o awansie meczu z Algierią zagraliśmy jednak bardzo dobrze. To spotkanie pokazało, że w tej drużynie jest spory potencjał.
Przy okazji dużych imprez z udziałem ekip z Afryki zawsze jest zamieszanie wokół pieniędzy i meczowych premii. Tak było podczas ostatniego mundialu, kiedy zawodnicy z Ghany i Kamerunu wykłócali się o swoje należności. Jak jest u was?
- Dwukrotnie toczyła się dyskusja na ten temat. Ostatecznie ustaliliśmy, że mecze w grupie piłkarze grają za darmo. Premie są dopiero za awans do ćwierćfinału. Jeśli nie uda się pokonać pierwszej fazy mistrzostw, to nie będzie żadnych premii.
W 2002 roku z reprezentacją Mali zdobył pan czwarte miejsce w Pucharze Narodów. W nagrodę otrzymał pan kawałek ziemi w Bamako. Co się z nim teraz dzieje?
- Ktoś już tam teraz mieszka. Powiedziałem wtedy, żeby ktoś z zawodników się tą ziemią zajął. Oddałem ją.
Wyjaśnijmy historię z czasów, kiedy na początku lat 90. był pan selekcjonerem reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej. To prawda, że pewnego razu zobaczył pan listę płac, na której były nazwiska szamanów pomagających ekipie Słoni?!
- Tak. Ta historia jest prawdziwa. Wyjeżdżaliśmy akurat na Puchar Narodów do Tunezji w 1994 roku i rozmawialiśmy na temat premii. Był obecny prezes federacji, kapitan drużyny i minister sportu. Zaproponowałem wtedy, żeby porównać, jak to było dwa lata wcześniej. Wtedy prezes z biurka wyjął listę. Patrzę, a na niej jakieś nazwiska osób, których nie znam. Zapytałem, co to za piłkarze. Wtedy wytłumaczono mi, że to tak zwani marabu, ich szamani. Byli oficjalnie opłacani przez państwo, bo to przecież ministerstwo za wszystko płaciło!
Wy do Gwinei Równikowej zabieracie swojego marabu?
- Oni pracują na odległość. Będą w Bamako. To ich tradycja, obyczaj, który trzeba uszanować. Tak było też podczas turnieju w Mali w 2002 roku. Przy samej kadrze nie ma teraz żadnego marabu.

 

Henri w liczbach
5 – tyle razy podczas PNA pracował do tej pory Henryk Kasperczak. W 1992 zdobył brązowy medal z drużyną Wybrzeża Kości Słoniowej. W 1996 wprowadził do finału Tunezję, z którą dwa lata później dotarł do ćwierćfinału. Trzynaście lat temu polski szkoleniowiec zajął czwarte miejsce z reprezentacją Mali, a w 2008 roku – pracując z Senegalem – został... zwolniony po dwóch meczach grupowych, kiedy zespół stracił szansę na awans do ćwierćfinału.
2 – tylu piłkarzy reprezentacji Mali znalazło się w kadrze Henryka Kasperczaka zarówno na turniej o Puchar Narodów Afryki w 2002, jak i 2015 roku. Są to Seydou Keita i Fousseni Fiawara. Drugi z wymienionych graczy debiutował w malijskiej drużynie narodowej za kadencji polskiego szkoleniowca.
24 – Henryk Kasperczak zasiadał na ławce trenerskiej w tylu spotkaniach PNA. W sumie jego zespoły wygrały dziewięć meczów, odnotowały pięć remisów i poniosły dziewięć porażek. Strzeliły 35 bramek, a straciły 29.
13 – tylu zawodników klubu... ASEC Abidżan powołał Henryk Kasperczak do reprezentacji WKS na PNA w 1994 roku. W sumie polski szkoleniowiec skorzystał wówczas z graczy jedynie czterech klubów.
1 – z tyloma afrykańskimi reprezentacjami, z którymi pracował, nie zagrał Henryk Kasperczak w Pucharze Narodów Afryki. W 2000 roku Henri objął drużynę Maroka, ale jeszcze w tym samym roku został zwolniony z powodu słabych wyników.

 

Plebiscyt PS

Komentarze (4)

Napisz komentarz
No photo
No photo~i co ty na to? Użytkownik anonimowy
~i co ty na to? :
No photo~i co ty na to? Użytkownik anonimowy
...za gigantyczne pieniądze ściągnięto trenera Henryka Kasperczaka i całą armię niezwykle drogich w utrzymaniu piłkarzy. Zamiast walki o mistrzostwo Polski była jednak degradacja z ekstraklasy i faktyczne wycofanie się głównego inwestora, któremu i tak trzeba było spłacać dług... złodziej i tyle.
16 sty 15 11:32 | ocena:67%
Liczba głosów:3
67%
33%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~wielce honorowy HenioUżytkownik anonimowy
~wielce honorowy Henio :
No photo~wielce honorowy HenioUżytkownik anonimowy
Henio oddaj lepiej pieniądze Górnikowi bo przez Ciebie,Gorawa i spółki tonie on właśnie w długach! Tak wielce chciałeś ratować ten klub i co??? Twój honor kończy się widocznie z ostatnią wypłatą.. do dołu tego nie zabierzesz i zostanie w pamięci tylko wstyd i hańba...
16 sty 15 11:21 | ocena:80%
Liczba głosów:5
20%
80%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~semmelUżytkownik anonimowy
~semmel :
No photo~semmelUżytkownik anonimowy
Pomoc szamana mocno się przyda w starciu z Kamerunem i WKS. Wątpię żeby Malijczyków udało się coś osiągnąć w tym roku.
http://bialysemmel.blogspot.com
16 sty 15 11:55 | ocena:100%
Liczba głosów:1
0%
100%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii