Kiełbasa bez rozgłosu, czyli refleksji parę po zjeździe PZPN

Zbigniew Boniek
 /  fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

48 godzin po zjeździe wyborczym Polskiego Związku Piłki Nożnej... w zasadzie zapadła już cisza wokół tego, co się w piątek działo w hotelu Sofitel-Victoria. Triumf ekipy Zbigniewa Bońka - oparty o lokalnych „baronów” - był bezdyskusyjny; świadczy o tym nie tylko liczba głosów na niego oddanych, ale i skład najważniejszych „organów wybieralnych”: zarządu i Komisji Rewizyjnej.

Kilka lat wstecz taki układ wzbudzałby krytyczne komentarze: Boniek oparł się o piłkarski „beton” - bo przecież tak nazywani byli delegaci wojewódzkich związków piłkarskich. Jak jednak widać, w praktycznym działaniu żaden koalicjant nie wydaje się „obrzydłym”. Po drugie zaś - w wielu regionach nastąpiły w minionej kadencji dość istotne zmiany personalne i... pokoleniowe; w każdym razie średnia wieku na zjazdowej sali - przynajmniej wśród delegatów - znacząco spadła.

 

Rozmowy na boku

Wielkim przegranym okazała się w piątek „Ekstraklasa” SA jako instytucja marząca o wiodącej roli w polskim futbolu. Jej trzyosobowa reprezentacja w składzie nowego Zarządu PZPN wynika niemal wyłącznie z zapisów formalnych statutu (gwarantującego jej dwa miejsca) niż woli delegatów. Pozostaje jej więc mieć nadzieję, że w życie wejdzie idea Zespołu Roboczego - gremium z udziałem „umyślnych” ligowej spółki oraz związku; spraw do załatwienia jest przecież sporo, począwszy od zmiany wspomnianego Statutu PZPN. To jego zapis wciąż blokuje możliwość zmiany liczebności ekstraklasy...

 

Marsz ku Europie

Kto wygrał? Zbigniew Boniek oczywiście - pod względem wizerunkowym (nie wdał się ani przez moment w kopanie z Józefem Wojciechowskim, a już po zjeździe jego popleczników skubnął tyleż złośliwie, co inteligentnie: „Robert Lewandowski jest świetnym piłkarzem nie dzięki temu, że Cezary Kucharski to jego menedżer, ale raczej pomimo tego...”) i rzeczywistej władzy.

 

Miażdżące zwycięstwo daje mu - jak zresztą zapowiadał - mandat do ubiegania się o miejsce w Komitecie Wykonawczym UEFA. - Doda to prestiżu mi i polskiej piłce, ale nie oszukujmy się, sytuacji polskiej piłki to nie zmieni. Zresztą „bycie w organach” UEFA o niczym jeszcze nie świadczy. Dziś w tej instytucji jesteśmy na 12 miejscu, jeśli chodzi o udział działaczy w różnych komisjach - przypominał.

 

„Frukty” przedzjazdowe

Wygraną powinna czuć się też Pierwsza Liga Polska. Nie tylko z racji dwóch reprezentantów w zarządzie („Za kilka miesięcy znów może mieć tylko jednego” - zagadnęliśmy na zjazdowej sali Wojciecha Cygana, prezesa GKS-u Katowice; tylko się uśmiechnął w odpowiedzi...), ale przede wszystkim „fruktów” wynegocjowanych... w przeddzień wyborów. - Mieliśmy przygotowane pewne działania dotyczące I ligi, ale nie chcieliśmy o nich mówić, by nie zostały potratowane jako „kiełbasa wyborcza” - podkreślał Boniek w sobotę w Onecie, rzucając nawet kwotą 2,5 mln złotych.

 

Ale „kiełbasa” była - w czwartek o 22.00, w specjalnie zwołanym spotkaniu z delegatami na ten szczebel rozgrywek przeznaczono 7 mln złotych! Co prawda w preliminarzu związkowych wydatków na rok 2017 pozycja „I liga” nie istnieje, ale... - Zawsze można te pieniądze umieścić np. pod hasłem „szkolenie młodzieży” - szeptał nam na ucho jeden z uczestników późnowieczornego mityngu.

 

Z drugiej strony - trudno się PZPN-owi dziwić: przecież I liga to jego najwyższa klasa rozgrywkowa. Wypadałoby o nią zadbać - niekoniecznie tylko przy okazji liczenia zjazdowych głosów.

 

TUTAJ przeczytasz o miejscu Górnego Śląska na zjazdowej sali.

Z tej samej kategorii