Piłkarz Zazwyczaj Potrzebuje Narzeczonej

Światem rządzą kobiety - śpiewał swego czasu zespół Big Cyc. Oczywiście także i tym piłkarskim. Transfery, podpisy pod umowami czy ścieżki karier. Na to wszystko ogromny wpływ mają żony i partnerki. Walentynki to dobry moment na to, aby przyjrzeć się, jak funkcjonują sercowe związki w futbolowym świecie.

Kamil Glik
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Adam Nawałka postępuje w myśl zasady, że kobieta ma zakaz wejścia do szatni. Podobny rytuał przyświeca innemu (byłemu) selekcjonerowi, Franciszkowi Smudzie, przekonującemu, że to po prostu przynosi pecha. Gdy „Franz” swego czasu przyjechał do Łodzi jako trener Legii, psikusa sprawił mu Tadeusz Gapiński. Kierownik Widzewa nakazał „Barbie” – jak nazywano emerytowaną gospodynię klubu – wybrać się do szatni warszawian z tacą wypełnioną filiżankami kawy i herbaty. – Sp…! – krzyknął tylko Smuda.

 

Odcienie szczęścia
Anegdotę tę opisywali przed laty „Ofensywni” na łamach „Przeglądu Sportowego”. W domu „Franz” pozostaje jednak niemalże pod pantoflem. Tam niepodzielnie rządzi już jego żona Małgorzata. Kobieta w okolicach boiska czy zespołu zatem – niekoniecznie. Za to w życiu bez niej ani rusz…

 

Skoro dziś przypadają tradycyjne świeckie Walentynki, jest okazja, by poświęcić kilka zdań temu, co w wielu przypadkach ma spory – a być może i kluczowy – wpływ na to, co widzimy na boisku. Czyli piłkarzom i ich związkom. Jak to w życiu, ich odcienie są różnorodne. Tworzone czy to przez popularne WAGs, czy to panie pozornie wybierające wygodny żywot, czy to sportsmenki, czy to kobiety o silnych osobowościach stawiające na własną karierę, czy to przedstawicielki świata showbiznesu, czy to świetne gospodynie, dbające o dom, dzieci i dietę swojego mężczyzny.

 

Znają się od dzieciństwa
Są oczywiście panie, które mogą uchodzić za świetne przykłady w wielu tych kategoriach. By wspomnieć choćby najbardziej banalny przykład, czyli państwa Lewandowskich. No bo Anna i wyróżnia się wśród WAGs, i jest sportsmenką, i świetnie zadba o odpowiedni sposób żywienia Roberta, i wiedzą z zakresu fitnessu czy dietetyki pielęgnuje swoją karierę, własne nazwisko. To przykład niemalże modelowy – przecież Lewandowscy poznali się na długo, długo przed tym, nim znaleźli się nawet nie tyle u szczytu popularności, co w ogóle jej progu.

 

Świata nie podbija z kolei raczej Marta Glik, ale w historii jej związku z Kamilem jest coś ujmującego. – Poznaliśmy się, mając po 7 lat. Wychowywaliśmy się na tym samym osiedlu w Jastrzębiu. Razem chodziliśmy do podstawówki, gimnazjum, liceum. Na początku się nie lubiliśmy. Kamil często mi dokuczał, przekomarzał się ze mną. Mało tego - mogę powiedzieć, że się nienawidziliśmy! Bywało tak, że nasze mamy musiały przychodzić do szkoły, żeby nas pogodzić. Później to wszystko się odwróciło i od trzeciej klasy gimnazjum jesteśmy parą – opowiadała małżonka stopera reprezentacji Polski w książce „Kamil Glik. Liczy się charakter”. Nie ma więc cienia wątpliwości – podłoża tych związków w żadnej mierze nie stanowiły finanse. Oczywiście, tak kolorowo w życiu nie bywa zawsze. W środowisku piłkarskim od dawna krążyła (delikatnie rzecz ujmując) anegdota o szczecińskim „gangu”, któremu przyświecało żerowanie na majątkach piłkarzy, do czego wykorzystywane były piękne dziewczyny, owijające swoje „ofiary” wokół palca. Wiele (byłych) żon zarzucała mężom-piłkarzom, że zostawiali je bez złamanego grosza (i na odwrót). Ale nie mąćmy atmosfery tego dnia…

 

Na koniec świata
Znacznie wartościowsze jest przypomnienie o wyrzeczeniach, rezygnacji z własnych marzeń i ambicji, rzuceniu wszystkiego w kąt i wyjechaniu ze swoim facetem nawet i na drugi koniec świata. Tak postąpiła przed laty partnerka Krzysztofa Kamińskiego, sprzedanego z Ruchu Chorzów do Jubilo Iwata. Natalia Grębowicz (dziś już Grębowicz-Kamińska) nie zamierzała jednak siedzieć w Japonii z założonymi rękami, jedynie wypatrując każdego dnia, aż Krzysiek wróci z treningu czy meczu. Założyła bloga, podróżowała i wyrobiła sobie taką markę, że jeśli ktoś w polskich mediach przygotowuje materiał o Kraju Kwitnącej Wiśni, z dużą dozą prawdopodobieństwa poprosi ją o pomoc, wypowiedź, opinię.

 

Od Japonii mniej atrakcyjnym, mniej egzotycznym dla Polaków kierunkiem jest z pewnością Bułgaria. Do tamtejszego Łudogorca Razgrad piłkarski los rzucił tej zimy Jakuba Świerczoka. Jego dziewczyna, Alina Wojtas, podjęła szybką decyzję o zakończeniu swojej sportowej kariery i towarzyszeniu Jakubowi w jego bułgarskiej przygodzie. A sportsmenką – piłkarką ręczną - była nie byle jaką; grała w reprezentacji Polski, ostatnio broniła barw Metraco Zagłębia Lubin, gdzie jej transfer przed sezonem okrzyknięto mianem hitu. Wróciła na krajowe parkiety po latach spędzonych w Norwegii, chcąc podążać za Świerczokiem. W zgodnej opinii wielu osób, to właśnie Alina miała spory wpływ na metamorfozę napastnika, który jeszcze półtora roku temu rozczarowywał w GKS-ie Tychy, a teraz kupił go uczestnik Ligi Europy.

 

Tu kobieta pomogła swojemu partnerowi na niwie sportowej. Bywa jednak i tak, że gra idzie o znacznie większą stawkę. Adam Danch wspominał niegdyś, że gdyby w odpowiednim momencie nie poznał Klaudii, mógłby wpaść w złe towarzystwo i po prostu się stoczyć.

 

Żonie poszło lepiej
Na Śląsku mamy też świeży przykład małżeństwa, w którym – co naturalne – to piłkarz podjął decyzję o poszukaniu szczęścia poza granicami Polski, ale na obcej ziemi poradził sobie znacznie gorzej niż żona. Tej zimy trudną decyzję o przeprowadzce z Aten do Sosnowca podjął Bartłomiej Babiarz. Pomocnik po nieudanej przygodzie z grecką ekstraklasą zdecydował się na grę w Zagłębiu, lecz nie zabronił (wręcz przeciwnie!) realizować się swojej żonie Oliwii, pracującej w polskiej ambasadzie w Grecji.

 

- Żonie Oliwii powiodło się znacznie lepiej niż mnie, bo… ma obowiązujący do czerwca kontrakt w ambasadzie w Atenach. Na razie więc ona zostaje sama i będzie przylatywała w weekendy. Nie ma problemów z lotami, a podróż nie jest długa. Czeka nas trochę rozłąki, ale damy radę – opowiada „Babi”. Oliwia Babiarz skończyła prawo i szykuje się do aplikacji, a na razie pomagała w dopracowaniu szczegółów kontraktu męża z Zagłębiem, licząc, że ten transfer okaże się dla niego lepszym wyborem niż poprzedni.

 

Znacznie ważniejszym dla kariery wyborem jest jednak ten partnerki. Po porażkach swoich zespołów kibice zwykli rozprawiać o taktyce, przygotowaniu fizycznym, braku zaufania do trenera. Czasem jednak diabeł tkwi w szczegółach. W „drugiej połówce”. I nie, nie chodzi nam o mecz ani butelkę. O rodzinne życie.

 

Z tej samej kategorii