Niepewny chleb polskiego trenera w afrykańskim kraju

Bogusław Baniak
 /  fot. archiwum Bogusława Baniaka  /  źródło: własne
21-01-2016 | 14:59

Autor: Bogdan Nather

W czwartek trener Bogusław Baniak spotka się z prezydentem Federacji Piłkarskiej Burkina Faso - Sitą Sangare.

W miniony piątek, 15 stycznia, w stolicy Burkina Faso Wagadugu doszło do zamachu terrorystycznego. O godzinie 19.45 dżihadyści zaatakowali sześciopiętrowy, luksusowy hotel „Splendid” oraz pobliską kawiarnię. W wyniku zamachu śmierć poniosło 29 osób, w większości cudzoziemców. Od kilku miesięcy w Burkina Faso pracuje polski trener, Bogusław Baniak. 
- Do tej pory jestem w szoku, mimo, że od tej tragedii minęło prawie pięć dni - relacjonował we wtorek „Bebeto”, z którym połączyliśmy się za pośrednictwem skype’a. - W momencie, gdy doszło do zamachu akurat oglądałem w telewizji mecz Polska - Serbia w piłce ręcznej, który odbywał się w ramach mistrzostw Europy. W przerwie spotkania otrzymałem telefon, że nie mam prawa wychodzić na ulicę. Tę wiadomość przekazał mi mój asystent. Dla mnie jest to również pewnego rodzaju tragedia osobista, ponieważ w kawiarni, która była obiektem ataku bardzo często spożywałem śniadania. Znałem dobrze właściciela kawiarni i jego rodzinę. Początkowo myślałem, że wszyscy zginęli, tymczasem okazało się, że śmierć poniosła jego żona i dziecka, zaś on - choć ciężko ranny - przebywa w szpitalu i wróci do zdrowia. Łzy do tej pory cisną mi się do oczu…
Mimo bardzo trudnej i skomplikowanej sytuacji politycznej trzeba jakoś żyć i pracować. W tej chwili w Wagadugu jest spokój, chociaż na ulicach roi się od wojska i policji.

 

Zmiany, zmiany…
Mimo napiętej sytuacji, Bogusław Baniak nie zaprzestał pracy. - Do momentu naszej rozmowy przeprowadziłem trzy treningi z wyselekcjonowanymi przeze mnie młodymi piłkarzami - kontynuuje „Bebeto”. - Ale zmiany w Burkina Faso są bardzo poważne. Zmienił się cały rząd, w tym minister sportu, którym mam się spotkać w najbliższą sobotę. Trenerem pierwszej reprezentacji Burkina Faso nie jest już Niemiec Gernot Rohr. Mimo że wygrał ostatni mecz z Beninem 2:0. Rohra w poniedziałek odprowadziłem na lotnisko, gdy wylatywał do Europy. Jego następcą został Portugalczyk Paulo Duarte, który kiedyś był już selekcjonerem drużyny narodowej Burkina Faso. Z nim również mam się spotkać w sobotę.

 

Jaka przyszłość?
Nim spotkam się z nowym ministrem sportu i nowym selekcjonerem reprezentacji Burkina Faso, w czwartek o godzinie 17.00 mam spotkanie z prezydentem Federacji Piłkarskiej Burkina Faso - Sitą Sangare. To wzięty prawnik, biegle władający czterema językami, a ponadto jest pułkownikiem wojska. To znacząca postać w FIFA, dołożył swoją cegiełkę do ujawnienia afery korupcyjnej w tej organizacji. Od tego spotkania dużo zależy. Czy chciałbym pracować dalej w Burkina Faso? Oczywiście, że tak, bo przez siedem miesięcy pracy w tym kraju coś ciekawego - powiem nieskromnie - stworzyłem. Ale najważniejsze będzie moje bezpieczeństwo i moich współpracowników. Zdaję sobie sprawę z tego, że nikt nie zagwarantuje mi stuprocentowego bezpieczeństwa, ale chodzi o to, by ryzyko ograniczyć do minimum. Na razie mam ochroniarza, który jest zarazem moim kierowcą i nie odstępuje mnie na krok. Spokojnie, w toalecie mi nie towarzyszy. Mój poprzedni tłumacz dawno temu uciekł, teraz mam trochę kłopotów z komunikacją, ponieważ oni tutaj posługują się specyficznym dialektem. Obiecano mi jednak, że dostanę wkrótce tłumacza, który biegle zna język francuski i angielski.

 

„Pobudka” dziennikarzy
Obaj synowie Bogusława Baniaka – starszy Bartłomiej i młodszy Michał od kilku lat przebywają w Walii. Obaj pracują w tym samym zakładzie pracy - firmie produkującej akumulatory dla ministerstwa obrony Wielkiej Brytanii w Newport. Zona Elżbieta pozostała w Szczecinie i martwi się o bezpieczeństwo męża. - Z Bartkiem i Michałem utrzymuję stały kontakt, podobnie z żoną - zapewnia Bogusław Baniak. - Wiedzą doskonale, co się ze mną dzieje, nie powinni się martwić.
Nie zdradzę tajemnicy, jeżeli powiem, że również redakcja „Sportu” utrzymuje stały kontakt, chociaż najczęściej są to kontakty prywatne. Teraz nagle stałem się bardzo popularny wśród polskich dziennikarzy, którzy po zamachu bardzo się uaktywnili. Nawet nie wiedziałem, że w Polsce jest tyle tytułów prasowych i portali internetowych. Niestety, nie interesuje ich moja praca w Burkina Faso, tylko domagają się informacji stricte politycznych. A ja się w to nie bawię, więc wiele ode mnie nie wyciągną.


Na zakończenie chciałbym serdecznie pozdrowić całą redakcję „Sportu” i wszystkich kibiców futbolu w naszym kraju.

 

From Żyro to hero - czy to można było przewidzieć?



Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~ZnachorUżytkownik anonimowy
~Znachor :
No photo~ZnachorUżytkownik anonimowy
Baniak zawsze umiał się ustawić. Teraz pewnie zbałamuci tego murzyńskiego pułkownika i będzie miał obstawę lepszą niż Barak Obama.
21 sty 15:33
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~MiłoszUżytkownik anonimowy
~Miłosz :
No photo~MiłoszUżytkownik anonimowy
Tego mi brakowało! Wrócił korespondent wojenny Sportu z Burkina Faso. Już nie mam wątpliwości, że po Ryszardzie Kapuścińskim Bebeto jest najlepszy w tym fachu.
21 sty 13:46
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza: