Na początku wyglądał fatalnie

Rozmowa z Leszkiem Ojrzyńskim, byłym trenerem Podbeskidzia, a obecnie szkoleniowcem Arki Gdynia.

Korona Kielce - Arka Gdynia
 fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

Jakub KUBIELAS: Robert Mazań trafił do Podbeskidzia zimą 2015 roku. Wówczas był pan trenerem tego zespołu. Jak zapamiętał pan tego zawodnika?
Leszek OJRZYŃSKI: - Na pewno jego początki w Podbeskidziu były trudne. Na pierwszym treningu wyglądał wręcz fatalnie. Nie wiem, czy zjadł go wówczas stres, czy stało się coś innego. Ale doprawdy nie dowierzałem, jak to jest możliwe, że taki zawodnik znalazł się w naszym zespole. Tłumaczono mi, że to młody, perspektywiczny piłkarz. Z tego, co pamiętam, to w transferze brała udział firma Murapol, czyli jeden z ważniejszych sponsorów Podbeskidzia w tamtym czasie. Wszystko jednak polegało na tym, że jako drużyna mieliśmy inne potrzeby. Na lewą obronę mieliśmy Piotrka Tomasika, który zresztą rozegrał świetną rundę. Franka Adu Kwame, a także Adama Pazio, który również mógł grać na tej pozycji.

Czyli w ogóle nie zapytano pana o zdanie, tylko otrzymał pan zawodnika, z którym coś trzeba było zrobić?
Leszek OJRZYŃSKI: - Nie miałem na ten transfer absolutnie żadnego wpływu. Powtarzam, że zabiegałem o innych zawodników, a sprowadzono nam kolejnego lewego obrońcę. Pamiętam, że z transferem Mazania wszyscy wiązali duże plany. Miał dać drużynie jakość, a w przyszłości stanowić dla klubu możliwości zarobku. Podobnie było zresztą z transferem Gracjana Horoszkiewicza. Obaj jednak przegrali rywalizację o miejsce w składzie. Kiedy jednak odchodził z Bielska-Białej na wypożyczenie do Żyliny, Ojrzyńskiego już w klubie nie było.

Mazań jakoś specjalnie nie zapisał się w najnowszej historii Podbeskidzia, ale za pańskiej kadencji zadebiutował w ekstraklasie.
Leszek OJRZYŃSKI: - Zagrał dwa mecze w Pucharze Polski, a później dostał szansę od pierwszej minuty w starciu 30. kolejki z Lechem Poznań. To był dla nas mecz o być, albo nie być w pierwszej ósemce. Przegraliśmy 0:2, przy obu golach Mazań zawinił, a ja zostałem zwolniony ze stanowiska. Cóż, losy trenerów i piłkarzy toczą się różnym rytmem.

 

Z tej samej kategorii