Ranking osobisty 2015

20150719PF_NN069.JPG
 źródło: Pressfocus
01-01-2016 | 14:17

Autor: Tomasz Mucha

Tomasza Muchy prywatne nagrody za mijający rok w polskim sporcie... z lekkim przymrużeniem oka.

Pozwólcie Drodzy Czytelnicy, że podzielę się z wami moimi prywatnymi nagrodami za mijający rok w polskim sporcie. Niech będzie - z lekkim przymrużeniem oka.

 

Sportową Parą roku zostali Anna i Robert Lewandowscy. Kunszt kapitana piłkarskiej reprezentacji Polski, tej najbardziej gorącej drużyny na kontynencie, docenił cały świat, ale tylko nieliczni naprawdę zdają sobie sprawę, że za wszystkim stoi oczywiście kobieta. No ale czyż można się oprzeć mistrzyni karate? Dziś strach otworzyć nie tylko gazetę, ale i lodówkę, by nie ujrzeć w niej „Lewego”, tymczasem to właśnie w tym nader praktycznym sprzęcie AGD prawdopodobnie kryje się tajemnica sukcesu: pierożki z mąki kasztanowej, ciasta czekoladowe z buraka, sernik bez sera, komosa ryżowa, pudding chia, olej kokosowy, pasternak, bataty i jagody goi do wszystkiego - oto bezglutenowa, bezlaktozowa i bezczerwonomięsna dieta prawdziwego mistrza.

Nic dziwnego, że „healthy plan by Ann” zdobywa coraz większą popularność wśród kolegów napastnika Bayernu i tysięcy innych, gotowych wydać 50 złotych na jedną zwykłą śniadaniową miseczkę. No ale pewnie bez niej nasz rekordzista z Guinnessa strzeliłby w meczu z Wolfsburgiem nie pięć, a co najwyżej gola jednego - samobójczego, a kadra Nawałki wygrałaby może ledwie z Gibraltarem.

 

Sportową Zgubą roku został złoty medal mistrzostw świata w rzucie młotem, zdobyty, a następnie utracony w Pekinie przez Pawła Fajdka. Prawdopodobnie jeszcze nigdy tak niewielki kawałek inkrustowanej cennym kruszcem blachy nie był poszukiwany przez tak wielu obywateli tak bardzo licznego państwa. Główni podejrzani - chiński taksówkarz i sam miotacz-superman - okazali się Bogu ducha winni, a przedmiot pożądania ostatecznie tak jak się był nagle zdematerializował, tak ni stąd, ni zowąd się odnalazł, dumnie dzierżony w garści czempiona na lotnisku Okęcie.

 

Sportowym Ojcem Sukcesu 2015 został Robert Piotr Radwański, nieustannie snujący mrzonki o powrocie córki pod tatczyne skrzydła. Zasługi papy Radwańskiego dla dzieła triumfu Agnieszki w turnieju masters są nieocenione i bezkresne w swej prehistorii, a gdyby nie nieudacznik Tomasz Wiktorowski, byłyby jeszcze większe, bo dziś mówilibyśmy o mistrzyni Wimbledonu, olimpijskiej i jeszcze numer jeden światowego rankingu, a ten cyborg Serena już dawno wydałaby łabędzi śpiew. Niestety, córunia uparta, „tata jaki jest, wszyscy wiemy”, więc nie sprawdzimy tej znamienitszej wersji. Papa nie został też ministrem sportu, ale jego automatyczna sekretarka nadal ma pełne usta roboty, bo szefowi wciąż pozostaje oddawać się pasjonującej lekturze filozoficznej.

 

Sportową Imprezą roku zostały 91. lekkoatletyczne mistrzostwa Polski. Gdyby ktoś nie wiedział, a było takich jakieś 38 milionów rodaków, odbyły się w lipcu w Krakowie. Organizator - doceńmy tych geniuszy konspiracyjnych happeningów - Klub Sportowy AZS AWF Kraków. Na starcie mistrzowie olimpijscy, świata i Europy - na trybunach pies z kulawą nogą. W geście bezkresnej rozpaczy z ostatnich prób rzutu żelastwem rezygnuje gwiazda globalna Anita Włodarczyk, którą ostentacyjnie ignoruje nawet spiker tego towarzystwa wzajemnej adoracji; oburzenie mistrzyni bezpodstawne - no bo niby dla kogo jej anons? Ale jak tu się dziwić potem, że rekordy miotaczka woli „ciepać” na polu pod Władysławowem?

 

Sportowy Skok roku, niestety na główkę, wykonali - a jakże! - skoczkowie narciarscy. Tempo, w jakim mistrz olimpijski Kamil Stoch i drużyna brązowych medalistów mistrzostw świata z Falun rozmienili się na drobne, musi budzić zdumienie, ale i podziw. Niechby był to podziw dla kamikadze pikującego w zeskok na zatracenie. Nie dajmy się tylko zwieść zafrasowanym minom naszych dzielnych lotników - gdy kurz po ich katastrofie opadnie, będą mogli wreszcie w stu procentach odnaleźć się w prawdziwym życiu i poświęcić biznesom, które już dziś pasjonują ich naprawdę: nowym kolekcjom kombinezonów Huligan's, czapek Heho czy mebli Ziobro. Umarły skoki, niech żyje Kamiland!