Karol Zalewski: Biegać jak najdłużej!

Karol Zalewski
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

W Rio najlepiej będzie zaliczyć cztery biegi na 200 metrów - wyjawił z uśmiechem jeden z bohaterów Grand Prix Sopotu.

Minimum kwalifikacyjne w biegu na 200 metrów na IO wynosiło 20,50. Związkowi działacze zapowiadali, że te zasady w każdej konkurencji będą rygorystycznie przestrzegane. Na szczęście jednak od nich odstąpiono, inaczej Karol Zalewski, dwukrotny młodzieżowy mistrz Europy, mógłby już planować wakacje. Tymczasem sprinter z Olsztyna, podczas Grand Prix Sopotu im. Janusza Sidły, zadziwił wysoką formą, spełniając kryterium kwalifikacyjne, choć po wymaganym terminie (do 10 lipca).
WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI:Czy tak pan sobie zaplanował, by w ostatnim starcie przed wyjazdem do Rio ustanowić rekord życiowy?
KAROL ZALEWSKI: - Teraz tak można powiedzieć (śmiech), choć sporo zdrowia i nerwów mnie kosztowały poprzednie starty. Prawie we wszystkich miałem pod wiatr i trudno było osiągnąć wynik wyznaczony przez związek. Bodaj w dwóch biegach było poniżej minimum, ale z kolei wiało za mocno. W czwartek również było z małym minusem, ale „huraganu” nie było czuć, bo Stadion Leśny w Sopocie ma nie tylko urokliwe położenie. Nie dość, że jest dolinie, to jeszcze otacza go las. Każdy z nas lekkoatletów lubi startować na tym obiekcie. Mimo wszystko jestem mile zaskoczony, bo osiągnąłem 20,26, do którego dążyłem (poprzedni rekord życiowy 20,49 - przyp.red.). Już na początku sezonu mówiłem, że jestem przygotowany do biegów w granicach 20,30.
Ale przedtem była równie szybka „stówa” i krótka przerwa. Czuł pan zmęczenie?
KAROL ZALEWSKI: - Między jednym i drugim startem było zaledwie 35 minut. Po 100 metrach byłem mocno zaskoczony wynikiem 10,27. To zaledwie o 0,02 sek. wolniej niż wynosi mój rekord życiowy. Serce mi trochę mocniej zabiło i pomyślałem, że to sygnał do wartościowego wyniku na moim koronnym dystansie. I tak też się stało. Przyznaję, iż przez długi czas byłem w szoku, że taki rezultat można było „wykręcić”.
W mistrzostwach Polski zdobył pan podwójną koronę, ale w mistrzostwach Europy nie znalazł się pan w finale. Bolało?
KAROL ZALEWSKI: - I to jeszcze jak... Czułem się przygotowany na szybkie bieganie, a w półfinale uzyskałem 20,69 i - zgodnie z przewidywaniami - finał oglądałem z trybun. To były niezwykle wyczerpujące zawody pod względem fizycznym, a przede wszystkim psychicznym. By znaleźć się w samolocie do Rio musiałem biegać szybko, a tu nic z tego. W końcu dostałem nominację i teraz spełniłem wszystkie wymogi.
Tym występem chciał pan pokazać, jaki jest pan mocny?
KAROL ZALEWSKI: - Ależ skąd. Plan startowy już dawno został opracowany i tego występu... w nim nie było. Przez ostatni tydzień siedzieliśmy w ośrodku COS w Cetniewie i wszystko było spontaniczne. Zaproponowałem trenerowi (Zbigniew Ludwichowski - przyp.red.), by pokazać się w Sopocie. Wiedziałem, że jestem dobrze przygotowany i ten właściwy bieg musi nadejść.
Teraz start w Rio. Na co możemy liczyć z pańskiej strony?
KAROL ZALEWSKI: - Biegać 200 metrów jak najdłużej, bo to oznacza awans do kolejnych eliminacji. Najlepiej byłoby zaliczyć 4 biegi, bo wówczas oznaczałoby to wejście do finału (śmiech). Jeżeli uda mi się powtórzyć wynik z Sopotu, to mogę być wysoko. Nie wybiegajmy jednak w przyszłość, by nie zapeszać.
Czy to już pułap pańskich możliwości w tym sezonie?
KAROL ZALEWSKI: - Uważam, że do występu w Rio mogę być jeszcze lepiej przygotowany i będę się starał jeszcze poprawić formę. Mam teraz trochę oddechu i przed sobą kilka dni spokojnej pracy, już w Brazylii.
Igrzyska dla pana mogą być pracowitym okresem. Oprócz biegu na koronnym dystansie czeka pana występ w sztafecie 4x400 metrów...
KAROL ZALEWSKI: - To prawda. Trener Józef Lisowski zaproponował mi start w sztafecie 4x400 i zamierzam z tego skorzystać. Trener Lisowski chciał sprawdzić moją formą i zasugerował start w sobotnim w biegu indywidualnym na 400 metrów w młodzieżowych mistrzostwach Polski w Jeleniej Górze. Po piątkowym ślubowaniu olimpijskim obrałem więc kurs na Karkonosze. W niedzielę natomiast polecę już do Brazylii. Będziemy na 9-dniowym obozie, w ośrodku położonym 150 kilometrów od Rio. Będzie czas na odpowiedni szlif formy.
Czuje już pan presję igrzysk?
KAROL ZALEWSKI: - Ależ skąd! Po starcie w Sopocie czuję się uskrzydlony i mocno zmotywowany. Dostałem takiego kopa, że hej! Zrobiłem wszystko, by jak najszybciej biegać i to dla mnie ogromna satysfakcja. Teraz, mam takie wrażenie, nastąpiła kumulacja energii i tylko trzeba czekać cierpliwie na pierwszy start olimpijski. Mam nadzieję, że osiągnę jeszcze lepszy rezultat.
Biegi indywidualne na 200 metrów oraz start w sztafecie 4x400 metrów. Czy to nie za dużo obowiązków?
KAROL ZALEWSKI: - Jeżeli trener Lisowski obdarzył mnie zaufaniem, to przecież trudno odmówić. To są igrzyska olimpijskie! A ponadto biegi rozstawne są już na zakończenie rywalizacji olimpijskiej. Spokojna głowa, dam radę!

Z tej samej kategorii