Trenerka Ewy Swobody: Brutalna praca, ale potem nagroda

Mityng Copernicus Cup
 fot. Paweł Jaskółka  /  źródło: Pressfocus

Ten medal i wynik, jaki uzyskała, są dla Ewy bardzo motywujące - mówi Iwona Krupa, trenerka Ewy Swobody, brązowej medalistki halowych mistrzostw Europy w Belgradzie w biegu na 60 metrów. - Po półfinale Ewa straciła pewność siebie i musiałyśmy w ciągu dwóch godzin pracować nad jej głową. Ale podziwiam w niej tę zdolność koncentracji i mobilizacji właśnie w tak trudnych chwilach.

TOMASZ MUCHA: Pani Iwono, gratulacje! No proszę, a była pani pełna obaw...

IWONA KRUPA: Dziękuję. Dobrze się skończyło. Przypomnę, że mieliśmy mocno skrócony okres przygotowania. Ewa miała dłuższe wakacje po USA i zaczęliśmy pracować sześć tygodni później niż przed rokiem, gdy ustanowiła rekord świata juniorek 7,07.

 

I pierwsze starty pod dachem nie napawały optymizmem...
IWONA KRUPA: Tak, na początku lutego w Duesseldorfie i w Karlsruhe Ewa biegała wolno (7,36 i 7,31 – przyp. red.), ale nie mogło być inaczej, bo była w trakcie ciężkiego treningu. W związku z opóźnieniem musieliśmy szybko wejść w mocną, wręcz brutalną pracę. Ale potem były dwa, trzy tygodnie, w trakcie których wszystko się u Ewy – powiem brzydko - „remontuje” i dopiero wtedy może startować.

Cieszymy się przede wszystkim z wyniku 7,10. Ten czas i wynik jest dla Ewy ważny, bo jak coś nie idzie, to wtedy jest ciężko. Wiara w wynik jest motywująca. Kiedy Ewa widzi, że nie idzie, to nie ma biegania.

 

Półfinał jednak Ewie nie wyszedł, finiszowała trzecia z czasem 7,26 i był moment niepewności, czy w ogóle awansuje do finału. Co się wtedy stało?
IWONA KRUPA: Ewa potraktowała chyba ten bieg za swobodnie. Opóźniła wyjście z bloków, reakcja startowa była kiepska. Ale to nie była prawdziwa Ewa. Nie było takiej koncentracji jak choćby dwa tygodnie wcześniej w mistrzostwach Polski w Toruniu, gdzie pobiegła 7,15.

 

Ale może paradoksalnie to była dla podopiecznej dobra nauczka przed finałem?
IWONA KRUPA: Nie sądzę, bo Ewa straciła pewność siebie i musiałyśmy w ciągu tych dwóch godzin pomiędzy obu biegami pracować nad jej głową. Nie wiedziałem, czym mam ją wkurzyć, zdenerwować, ale ostro w jej wypadku nie działa. Nigdy na nią nie krzyczę. Spokojnie przeanalizowałyśmy półfinał, padły konkretne słowa, argumenty. Podziwiam w Ewie tę zdolność koncentracji i mobilizacji właśnie w tak trudnych chwilach.

 

Więcej czytaj w środowym Sporcie

 

Z tej samej kategorii