Tomasz Majewski: Lepiej, że coś takiego zdarzyło się w hali niż przed Rio

Tomasz Majewski
 /  fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus
08-03-2016 | 11:55

Autor: Tomasz Mucha

Kiedy ostatni raz nie zakwalifikowałem się do reprezentacji? Chyba 9 lat temu - drapie się w głowę dwukrotny mistrz olimpijski

Jedną z największych niespodzianek halowych mistrzostw Polski, które w weekend odbyły się w Toruniu, było dopiero 3. miejsce w konkursie kulomiotów Tomasza Majewskiego, który na dodatek nie uzyskał wskaźnika kwalifikacyjnego (20,50 m) na halowe mistrzostwa świata.

W efekcie dwukrotnego mistrza olimpijskiego zabrakło w ogłoszonej w poniedziałek reprezentacji, która w dniach 17-20 marca wystartuje w amerykańskim Portland.


TOMASZ MUCHA: Pamięta pan, kiedy poprzednio nie zakwalifikował się na dużą międzynarodową imprezę?
TOMASZ MAJEWSKI: Chyba na halowe mistrzostwa Europy w Birmingham w 2007 roku, a więc 9 lat temu. Wtedy też nie zrobiłem minimum, miałem słaby sezon, ale się nie napinałem, pojechał wtedy Jakub Giza. A tak poza tym tam, gdzie chciałem, to jeździłem.


W tym roku - sezonie olimpijskim - miał pan jednak w planach start w czempionacie pod dachem. Rezerwację trzeba było odwołać?
TOMASZ MAJEWSKI: Rezerwacji żadnej nie było, to sport, nie da się przewidzieć wszystkich rzeczy. Owszem, plany były inne, sezon miał dla mnie trwać jeszcze dwa tygodnie. Nie udało się jednak przygotować odpowiedniej formy, moje pchanie było złe.


Dlaczego? W czym tkwi problem?
TOMASZ MAJEWSKI: Przygotowania były dobre, czas na trening odpowiednio wykorzystany, z tego kula powinna latać dalej. Zaważyły błędy techniczne, głównie brak rytmu. Za wczesny przeskok, kula z przodu zamiast z tyłu i w efekcie nie ma odległości.


Na treningach było lepiej?
TOMASZ MAJEWSKI: Na treningach nigdy nie biłem żadnych rekordów, może tylko na początku swojej kariery. Dawno temu byłem zawodnikiem treningowym, potem na szczęście zostałem zawodnikiem startowym, najdalej pcham zawsze na zawodach i niech tak pozostanie.


A może znów coś panu dolega, jakaś niewyleczona kontuzja?
TOMASZ MAJEWSKI: Nie, nie, ze zdrowiem jest OK. A te drobne urazy, które się pojawiają, to pierdoły, nawet nie warto o tym mówić.


To zimny prysznic przed igrzyskami?
TOMASZ MAJEWSKI: Szkoda, ale lepiej, że coś takiego przydarzyło się teraz niż latem. Trzeba szukać pozytywów. Nie robiliśmy jeszcze podsumowania hali z trenerem (Henryk Olszewski - przyp. red.), ale na pewno wpłynie to na przygotowania do sezonu. Będziemy musieli je nieco inaczej ukierunkować i zaplanować. Wiemy, nad czym musimy pracować, żeby w lecie było lepiej.


Jakie to będą zmiany?
TOMASZ MAJEWSKI: Takie, że pracę zacznę szybciej i będzie jej więcej. Po tygodniu luzu, w kolejnym zacznę już przygotowania, a więc wcześniej niż gdybym leciał do Ameryki. Po Świętach Wielkanocnych polecimy na zgrupowanie do RPA, a potem może jeszcze gdzieś, ale to się zobaczy później. Po dwóch miesiącach pracy zaczniemy bezpośrednie przygotowania do ostatniej imprezy w mojej karierze.