Sylwester Bednarek: Odzyskałem marzenia o wielkim skakaniu!

Sylwester Bednarek
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Skok na wysokości 2,30 w Belgradzie przyniesie medal, może nawet złoty – twierdzi lider światowych tabel sezonu halowego, Sylwester Bednarek. Po sukcesach jako nastolatek potem toczył walkę głównie z przeciwnościami losu. W końcu w ubiegłym roku, pokonując 2,30, zasygnalizował powrót do wysokiego skakania, co zaowocowało awansem do ekipy olimpijskiej. Teraz jest liderem sezony halowego.

WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: Zmiana trenera podziałała na pana kojąco? Michał Lićwinko to cudotwórca?

SYLWESTER BEDNAREK: - Nie jest żadnym szamanem, bo gdyby tak było, to Kamila skakałaby grubo powyżej dwóch metrów, a ja jeszcze kilka centymetrów wyżej (śmiech). Teraz poważnie. Trenowałem przez 12 lat z Lechem Krakowiakiem i to był wystarczający czas, by zacząć rozliczać się z samym z sobą. Doszedłem do wniosku, że trzeba dokonać zmian, dlatego postanowiłem przejść pod opiekę Michała. Nie będę wdawał się w szczegóły, ale zmieniliśmy trening. Już w poprzednim sezonie zwróciliśmy uwagę na wiele elementów, których do tej pory nie ćwiczyłem. Nadto praca w konfiguracji: Kamila - Michał i ja tylko mnie mobilizuje. Przecież nie mogę być gorszy od Kamili, zresztą na zajęciach świetnie się uzupełniamy. Ważne jest i to, że nic mnie nie boli i odzyskałem wiarę w to, co robię. Uwierzyłem, że po tylu straconych latach mogę na rozbiegu jeszcze coś zwojować. Zacząłem znów marzyć i wiem, że mogę jeszcze wystartować w igrzyskach w Tokio. Będę miał raptem 31 lat, dla skoczka z odzysku (śmiech) to wciąż niewiele.

W poprzednim sezonie letnim, tuż przed wyjazdem do Rio, podczas mityngu w Sopocie atakował pan bez powodzenia swój rekord 2,33. Minęło kilka miesięcy i w hali się udało. Dlaczego teraz?
SYLWESTER BEDNAREK: - Wówczas miałem kłopoty z techniką. Dobre skoki przeplatałem złymi. Generalnie byłem w niezłej formie i niewiele brakowało, bym pokonał tę wysokość. Teraz zacząłem starty w hali, by osiągnąć minimum kwalifikacyjne (2,30 - przyp. red.), ale nie przypuszczałem, że poprawię rekord życiowy. Z drugiej strony – wiem, ile włożyłem pracy tej zimy.

Formę zdobywał pan w zaciszu spalskich lasów?
SYLWESTER BEDNAREK: - To niewątpliwie najlepsze miejsce, by trenować do krótkiego sezonu halowego. Byliśmy też na zgrupowaniu w Zakopanem, choć potraktowaliśmy to jako miły przerywnik, koncentrując się na przygotowaniu fizycznym. Jednak nad techniką pracowaliśmy w Spale, którą znam jak... własne konto bankowe.

Lubi pan starty w hali?
SYLWESTER BEDNAREK: - Zdecydowanie tak, bo hala jest kameralna, ponadto jesteśmy w centrum uwagi. Jeżeli są to mityngi komercyjne, wówczas przeprowadzone są dwie konkurencje. W hali do koszykówki rozkłada się rozbieg, montuje skocznie i skaczemy. Tak właśnie było w Czechach czy na Słowacji. Przed startem w Hutopecach byłem maksymalnie skoncentrowany, by uzyskać kwalifikację do HME. Kiedy pokonałem 2,30, wiedziałem już, że jestem w ekipie i to wpłynęło na mnie jeszcze bardziej mobilizująco. A jednocześnie poczułem luz. No i cztery dni później, 8 lutego w Bańskiej Bystrzycy, skoczyłem swój rekord 2,33 i wspólnie z Kanadyjczykiem Derekiem Drouinem zwyciężyłem w tych zawodach. Liderowanie najlepszym skoczkom świata jest miłe, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że najlepsi są „uśpieni”, a wyskoczą w sezonie letnim. Na początku sierpnia odbędą się mistrzostwa świata w Londynie i to jest impreza docelowa w tym sezonie.

Z tej samej kategorii