Piotr Lisek i Sylwester Bednarek kandydatami do podium. Medale wiszą wysoko!

Sylwester Bednarek
 fot. Krzysztof Cichomski  /  źródło: newspix.pl

Skoki powyżej rekordów życiowych raczej gwarantują miejsca na podium - podkreślają zgodnie Piotr Lisek i Sylwester Bednarek. ch medale są zawieszone wysoko i trzeba będzie skakać w granicach rekordów życiowych lub powyżej, by liczyć się w gronie rywali. Obaj po wygraniu w mistrzostwach Polski tryskali humorem i z optymizmem patrzą w najbliższą przyszłość,

Nasi bohaterowi uprawiają dwie różne konkurencje, ale mają jeden wspólny mianownik. Piotr Lisek jest tyczkarzem, brązowym medalistą poprzednich mistrzostw świata w Pekinie oraz czwartym zawodnikiem igrzysk w Rio i znów zgłasza medalowe aspiracje. Z kolei Sylwester Bednarek, skoczek wzwyż, sensacyjny brązowy medalista MŚ z Berlina'2009 oraz aktualny halowy mistrz Europy z Belgradu również w tym sezonie skacze wysoko i marzy o medalu na otwartym stadionie. Wspólny mianownik? Ich medale są zawieszone wysoko i trzeba będzie skakać w granicach rekordów życiowych lub powyżej, by liczyć się w gronie rywali. Obaj po wygraniu w mistrzostwach Polski tryskali humorem i z optymizmem patrzą w najbliższą przyszłość, choć tyczkarz był bez... tyczek!

 

Perypetie ze sprzętem
Piotr Lisek przed startem w Białymstoku był w ciągłych rozjazdach. Najpierw startował w Diamentowej Lidze w Rabacie (3. miejsce), kilka dni później w Monako (5,82 i zwycięstwo). Z tymi podróżami wiązały się tylko poważne kłopoty ze sprzętem. Na trasie Rabat - Monako Liskowi zgubiono tyczki i ogarnęła go czarna rozpacz. Być już na miejscu i nie startować? - chodził po stadionie i zadawał sobie pytanie.

 

- W końcu zapytałem organizatorów co mam robić, zaś oni tylko wskazali mi garaż - opowiada tyczkarz ze Szczecina. - Wszedłem zobaczyłem pokrowce z podpisem „SB” i zajrzałem do środka - serce zabiło mi mocniej, bo już wiedziałem, że jest to sprzęt samego Siergieja Bubki. Na stadionie był obecny Witalij Pietrow trener wybitnego mistrza i poprosiłem, by do niego zadzwonił czy mógłbym z nich skorzystać. Potem Pietrow mi powiedział, że mogę na nich skakać. Byłem dumny jak paw i szalenie skoncentrowany, bo nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałem, że będę skakał na tyczkach należących do mistrza. No i na dodatek wygrałem.

 

Z Monako szybko przemieścił się do Szczecina, a potem do Białegostoku. A sprzętu jak nie było, tak nie ma. - Nie miałem czasu na żadne kalkulacje, bo szybko musiałem jechać na krajowe mistrzostwa - dodaje. - Poszedłem do swojego garażu, trafiłem na jakąś tyczkę, na której już dawno nie skakałem, zapakowałem, przyjechałem i zwyciężyłem. Poprawiłem rekord życiowy, rekord mistrzostw oraz rekord „miękkich” tyczek. Na takim sprzęcie z reguły skacze się na niższych wysokościach, a potem przechodzi na twardsze. Od wysokości 5,70 używam tylko twardych tyczek, a tymczasem teraz sobie zrobiłem niespodziankę.
Lisek lipcowych podróży miał po dziurki w nosie, bo rzeczywiście mógł się poczuć zmęczony. I na dodatek ma kłopot ze sprzętem.

 

- Dlatego przed Londynem jestem na zgrupowaniu w Gdańsku i nigdzie się nie ruszam - mówi Lisek. - Rzeczywiście mam kłopot ze sprzętem, ale już zamówiłem nowe tyczki u producenta, jednak wolałbym gdyby się znalazły stare. Wiadomo, że one już są mi dobrze znane, zaś nowe musiałbym „obskakać”. Zobaczymy co z tego wyniknie. Na razie koncentruje się na treningu oraz regeneracji, by w Londynie pokazać się z jak najlepszej strony. Uważam, że wysokość 5,90 może dać już podium.

Uśmiech od ucha do ucha
Sylwester Bednarek to jeden z największych pechowców ostatniej dekady wśród lekkoatletów. Jako 19-latek zdobył w deszczowym konkursie MŚ w Berlinie'2009 brązowy medal i wydawało się, że wszystkie stadiony stoją przed nim otworem. Jednak później więcej przesiedział w gabinetach lekarskich, szpitalach i w salach operacyjnych niż na stadionie. Jednak od dwóch lat (odpukać!) kłopoty z kolanami, stawami skokowymi czy biodrami są poza nim.

 

- Przed drużynowymi mistrzostwami Europy narzekałem na bóle w plecach - przypomina sympatyczny skoczek wzwyż. - To był jednak efekt żmudnej pracy w siłowni, nie oszczędzałem się i w końcu plecy „puściły”. Trafiłem w ręce fizjoterapeutów i oni mnie postawili do pionu. Może od czasu do czasu coś tam strzyknie, ale to normalka u sportowca wyczynowego.

 

Bednarek w Białymstoku skoczył 2,32 i to niezły prognostyk przed występem w Londynie, bo podopieczny Michała Lićwinki lubi sprawiać niespodzianki. - Zawsze to czynię gdy jestem formie - śmieje Bednarek. - Ten konkurs w mistrzostwach jedynie potwierdził, że jestem na dobrej drodze, by skakać wysoko. Wszystkie próby były dobre, nie miałem kłopotu z rozbiegiem oraz z techniką pokonywania poprzeczki. Teraz tylko trzeba na treningach wykonywać dobre techniki, powtarzalne rozbiegi oraz wszystko odpowiednio zsynchronizować.

 

Tegoroczny halowy mistrz Europy z Belgradu również ma szanse wskoczyć na podium w Londynie, musi się jednak spełnić kilka warunków. Na światowych listach zajmuje 5. lokatę i poza Mutazem Barshimem (2,36) pozostali rywale są w jego zasięgu.

 

- W Berlinie zdobywałem medal w deszczu, ale nie chciałbym, by teraz się ta historia powtórzyła - mówi. - Dla skoczka nie ma nic gorszego niż śliski rozbieg, bo wówczas więcej się myśli, by nie upaść niż o skoku. Ponadto trzeba zaliczyć najtrudniejszy konkurs pod słońcem, czyli eliminacje. Wówczas trzeba skakać zachowawczo, oszczędzać energię, ale trzeba awansować do finału. Nie znoszę eliminacji, bo kulomiot pchnie raz kulę, przekroczy ustaloną granicę i zmyka ze stadionu. A my musimy wykonać kilka skoków, by znaleźć się finale. Na razie nie myślę o żadnej taktyce, bo ona będzie pochodną wydarzeń na skoczni. Powtarzam najważniejsze są eliminacje! Rezultat 2,32 w Berlinie dał mi brązowy medal i teraz też można wskoczyć na podium. 2,34 - to wynik gwarantujący medal, zaś 2,36 to już chyba złoto. A ja chciałbym poprawić rekord życiowy (2,33 - przyp.red.) przy ładnej pogodzie - mówi z uśmiechem na pożegnanie.

Z tej samej kategorii