Piotr Małachowski: Trzeci Harting już nie wyskoczy

Piotr Małachowski
 źródło: AFP

Niemal codziennie czytam historie chorych dzieci, dużo nieszczęścia. To bardzo obciąża moją psychikę... Ale wiem, co to znaczy, bo mój Heniu urodził się z wadą wrodzoną - zwierza się "Sportowi" Piotr Małachowski, srebrny medalista igrzysk olimpijskich i czterokrotny zwycięzca Diamentowej Ligi w rzucie dyskiem.

TOMASZ MUCHA: Strasznie ciężko pana namierzyć...
PIOTR MAŁACHOWSKI: No tak, właśnie jestem w drodze do Warszawy, gdzie w piątek poprowadzę pierwszą w swoim życiu lekcję wuefu. Jestem ambasadorem fajnego programu, „Lekkoatletyka dla każdego!”. Wracam z Rawicza, gdzie z Anitą Włodarczyk prowadziliśmy camp dla młodzieży. Było 290 dzieciaków. A w środę byłem w swojej macierzystej jednostce we Wrocławiu, w drugim WOG-u. Miałem szkolenie, nie mogłem rozmawiać.

 

Co to jest drugi WOG?
PIOTR MAŁACHOWSKI: 2. Wojskowy Oddział Gospodarczy.

 

No tak. Dali awans za srebrny medal w Rio?
PIOTR MAŁACHOWSKI: Nie. Rok temu za złoto mistrzostw świata dostałem plutonowego. Awansować można najwcześniej co półtora roku. Muszę jeszcze poczekać.

 

Ale nie narzeka pan?
PIOTR MAŁACHOWSKI: Skąd! Wojsko pomaga ludziom. Dla sportowca to dobra droga, duże ułatwienie w karierze. Masz etat i gdy pierwszego dnia miesiąca podchodzisz do ściany płaczu, to masz przynajmniej, żeby zapłacić rachunki.

 

Ale czasy na świecie niespokojne. Nie boi się pan, że kiedyś przyjdzie rozkaz, by stawić się na przykład na wschodniej granicy?
PIOTR MAŁACHOWSKI: Jestem żołnierzem, muszę się z tym liczyć. Zresztą myślę, że gdyby nasze państwo zostało zaatakowane, każdy obywatel powinien sam zgłosić się do najbliższej jednostki, wziąć broń do ręki i iść bronić granic. W historii wielu ludzi przelało trochę krwi i oddało życie za Polskę, więc jeżeli chcemy żyć w wolnym kraju, nieraz trzeba za niego walczyć. Oczywiście mam nadzieję, że do niczego takiego nie dojdzie. Przy dzisiejszym rozwoju techniki i arsenale jądrowym, taka wojna nie trwałaby zbyt długo.

 

Tak... Wróćmy może jednak do wizji lepszej przyszłości. Denerwuje się pan przed tym wuefem?
PIOTR MAŁACHOWSKI: Trochę, nie wiem czy się do tego nadaję. Nie chciałbym tego odbębnić. Mam nadzieję, że jak coś mi nie wyjdzie, to mnie nie powieszą. No bo gdzie takie duże drzewo znajdą?

 

Przygotował pan jakieś anegdoty ze swojej kariery?
PIOTR MAŁACHOWSKI: Poopowiadam im o swojej konkurencji, zrobię rozgrzewkę. Ale nie będę straszył sportem zawodowym, jak dużo trzeba trenować, że nie ma cię cały czas w domu... Chciałbym ich zarazić sportem w ogóle, żeby mieli ochotę pobiegać, pójść na siłownię, poćwiczyć. Z przyjemności, nie na siłę.

 

Naprawdę myśli pan, że to dzisiaj atrakcyjne?
PIOTR MAŁACHOWSKI: Świat jest dziś tak zepsuty, że trzeba dzieciakom pokazywać inną drogę. Dać możliwość wyboru. A sport potrafi wiele oddać. Łatwiej z nim żyć na co dzień. Jest szkołą charakteru, życiowej dyscypliny. Uczy radzenia sobie z porażkami. No i daje szerokie spojrzenie na świat, pozwala go lepiej poznać.

Z tej samej kategorii