Maria Andrejczyk: Budzi się we mnie bestia

Festiwal Rzutow Kamili Skolimowskiej
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Przegrałam z bólem barku, ale za 10 miesięcy pojawię się na rozbiegu jeszcze silniejsza - zapewnia czwarta oszczepniczka igrzysk w Rio.

WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: Po grudniowej operacji barku przypuszczała pani, że ten sezon trzeba będzie spisać na straty?

MARIA ANDREJCZYK: - Jestem mocno zawiedziona. Do maja była niemal pewna, że wystartuję, ale potem pojawiły się wątpliwości. Bark regeneruje się powoli, dlatego muszę się uzbroić w cierpliwość. Po ostatnim zgrupowaniu w Cetniewie wraz z trenerem Karolem Sikorskim postanowiliśmy zrezygnować ze startów. Nie było sensu rzucać po 45 czy 50 metrów, bo kibice przyzwyczaili się do innej Majki. Zrezygnowałam ze startów, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zrobię wszystko, by pojawić się na rozbiegu jeszcze mocniejsza, jeszcze lepsza.

 

Czy mocno pani odczuwa dolegliwości?

MARIA ANDREJCZYK: - Powiem szczerze, że bark mnie boli. Chyba za wcześnie skończyłam rehabilitację i najprawdopodobniej stąd pewne komplikacje. Wydawało się, że wszystko będzie przebiegało szybciej i wejdę odpowiednio w sezon. Ale przy każdym rzucie bark mnie bolał. Stąd też nie mogłam dobrze i daleko rzucać. Bark jest ciągle rehabilitowany, otrzymałam inny zestaw ćwiczeń i teraz wszystko zmierza w dobrym kierunku.

 

Trudno było podjąć decyzję o rezygnacji z występów w sezonie?

MARIA ANDREJCZYK: - Od razu dodam, że to sezon pełen atrakcji. Młodzieżowe mistrzostwa Polski w Suwałkach, MP seniorów w Białymstoku, młodzieżowe mistrzostwa Europy w Bydgoszczy, mistrzostwa świata w Londynie, Uniwersjada w Tajpej - te wszystkie imprezy mnie ominęły. Ale postawiłam na zdrowie. Kibice chyba nie chcą mnie oglądać rzucającej poniżej granicy przyzwoitości. Pragną zobaczyć Majkę walczącą, tak jak podczas igrzyskach w Rio. I dlatego też zrezygnowałam.

 

Ma pani okazję wypocząć psychicznie. Życie pod presją jest męczące?

MARIA ANDREJCZYK: - To prawda, że żyłam pod presją, ale to specjalnie mi nie przeszkadzało. Doskwiera min to, że nie uczestniczę w zawodach, a moja rola ogranicza się do roli kibica. Muszę sobie jednak z tym poradzić. Zapewniam, że wrócę zdecydowanie silniejsza, będę twardszą babką. We mnie budzi się taka bestia, która pojawi się w nowym sezonie (śmiech).

 

Tęsknym okiem patrzy pani na startujące swoje koleżanki.

MARIA ANDREJCZYK: - Staram się bywać na zawodach i dopingować koleżanki. Jeszcze do niedawna wierzyłam, że wrócę. Jednak doszłam do wniosku, że nie ma co się szarpać. Powiedziałam sobie: sorry Majka, twój bark potrzebuje więcej czasu. Wiele osób postawiło na mnie krzyżyk, ale ja tak łatwo nie rezygnuję. Mamy koniec lipca i 10 miesięcy, by powrócić do sportowego życia. Nie wiem od jakich odległości rozpocznę, ale chciałabym powrócić na dawny poziom. Mnie rywalizacja pozytywnie nakręca i mobilizuje. Kipi we mnie energia, a trener, któremu ufam, wie jak ją spożytkować. Majka jeszcze wam pokaże co ją stać – chciałabym sobie krzyknąć. Jeszcze będzie o mnie głośno.

 

Przed igrzyskami w Rio narzekała pani na kolana. Czy nadal ma pani z nimi kłopoty?

MARIA ANDREJCZYK: - Operacja barku sprawiła, że te kłopoty, o dziwo, minęły. Nie narzekam na kolana, a wszystko przez ćwiczenia rehabilitacyjne... barku. One sprawiły, że kolana mają się świetnie. A ponadto przybyło mi mięśni, moja sylwetka się zmieniła; taka praca musi przynieść efekty.

 

W mediach, nie tylko społecznościowych, głośno było o pani konflikcie z Marceliną Witek, brązową medalistką młodzieżowych mistrzostw Europy.

MARIA ANDREJCZYK: - Byłam tym faktem mocno zdziwiona. Nie chciałabym o tym mówić. Spotkałyśmy się z Marceliną i nieporozumienia czy też niezręczności zostały wyjaśnione. Nie mamy do czego wracać i tylko pozostał żal, że to wszystko zostało tak mocno rozdmuchane.

Z tej samej kategorii