Piotr Małachowski to wszystko przewidział!

Piotr Małachowski
 fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl

W eliminacjach dyskoboli sypnęło niespodziankami. Poza finałem jest Niemiec Robert Harting i - niestety - Robert Urbanek.

Piotr Małachowski, wicemistrz olimpijski z Pekinu, po ostatnich zawodach przed wyjazdem do Rio przekonywał nas, że już w eliminacjach dyskoboli może się wiele wydarzyć i będą niespodzianki. Wypowiedział prorocze słowa. Eliminacje rzutu dyskiem odbyły się w kiepskich warunkach, bowiem koło było mokre, co na pewno nie sprzyjało w osiąganiu wysokich rezultatów. Minimum kwalifikacyjne wynosiło 65,50 i okazało się, że to była trudna bariera do przekroczenia. Małachowski, główny faworyt konkursu, rozpoczął od wyniku 64,69, ale w drugiej próbie jego dysk wylądował powyżej wymaganej odległości - 65,89. Polak okazał się najlepszy. W grupie „Małacha” pewną kwalifikację uzyskał tylko Austriak Lukas Weisshaidinger, który ustąpił naszemu dyskobolowi o 6 cm.
Zdecydowanie więcej spodziewaliśmy się po brązowym medaliście ostatnich MŚ Robercie Urbanku. Dyskobol z Aleksandrowa Łódzkiego był stawiany w gronie kandydatów do podium, a tymczasem rzutnię opuszczał smutny i ze spuszczoną głową. Urbanek pierwszą próbę spalił, w 2. zaliczył 61,67, a w 3. - 61,53. Ostatecznie zajął 17. lokatę i podczas dzisiejszego finału będzie tylko trzymał kciuki za swojego starszego kolegę.
- Moje starty w tym sezonie szły jak krew z nosa, bo rzucałem bojaźliwie i bez widocznych efektów. - Po pierwszej próbie byłem już wycofany i bałem się o każdy rzut. Muszę przemyśleć ten nieudany występ, bo tak nie może być - kręcił głową z niezadowolenia Urbanek.
To była dla nas przykra niespodzianka, ale rozczarowanie spotkało również Niemców. Robert Harting, 3-krotny mistrz świata, uzyskał 62,21 i ostatnie zajął 15. miejsce w eliminacjach. Do finału awansował za to jego młodszy brat Christoph.

Z tej samej kategorii