Tomasz Majewski: Miałem postraszyć rywali i... guzik!

Tomasz Majewski
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Zabrakło mi jednego pchnięcia na przełamanie, ale to nastąpi w Rio - przekonuje dwukrotny mistrz olimpijski.

Tomasz Majewski przed igrzyskami w Rio wynikiem 20,85 zajmuje się 17. lokatę w gronie najlepszych kulomiotów w tym sezonie. Ostatnie zawody w Sopocie, oczywiście, zakończyły się jego sukcesem, ale nie takiego wyniku oczekiwał. Niemniej mistrz był w całkiem dobrym humorze, bo...
WŁODZIMIERZ SOWIŃSKI: Wynik w ostatnim sprawdzianie to zaledwie 20,75, ale na pańskiej twarzy widać zadowolenie. Czy się mylę?
TOMASZ MAJEWSKI: - Nie do końca jestem zadowolony z konkursu oraz wyniku, ale przyznaję, że cieszy mnie, iż moje pchanie coraz lepiej wygląda. Nie wykorzystałem wszystkich możliwości i dlatego żałuję, bo w Sopocie doskonale się czułem, a ponadto odżyły wspomnienia. W tym konkursie nie było jednak tak źle w porównaniu z ostatnią Diamentową Ligą w Londynie. Tam było kiepsko i były powody do frustracji. Natomiast w Sopocie zabrakło tylko jednego dobrego pchnięcia, bym się przełamał. Chciałem w Sopocie wskoczyć na inny pułap wtajemniczenia, ale - niestety - się nie udało i trzeba dopiero to uczynić w Rio.
Powiada pan, że w Sopocie odżyły wspomnienia. Ciekaw jestem jakie?
TOMASZ MAJEWSKI: - To właśnie tutaj w 1998 roku jako 17-latek zacząłem pchać kulą seniorów (7,26 kg – przyp.red.) w zawodach ligowych. Osiągnąłem „oszałamiającą” odległość około 12 metrów. Z Sopotem mam piękne wspomnienia, bo jako junior przyjeżdżałem tutaj na letnie zgrupowania. No, a wspominać młodość jest przecież fajnie... A ponadto podczas ostatnich zawodów po raz 250. pchnąłem kulą powyżej 20 metrów (20,62 w ostatniej serii konkursu - przyp.red.). Bardzo się cieszę, że właśnie w Sopocie to uczyniłem.
Gdyby przekroczył pan granicę 21 metrów, to rywale poczuliby respekt?
TOMASZ MAJEWSKI: - O tak, bo gdyby usłyszeli, że Majewski pcha powyżej 21metrów, wówczas wiedzieliby, że zbliżają się igrzyska i moja forma rośnie. Niestety, nie wykonałem planu, choć powiadam dyspozycja jest coraz lepsza. Nie postraszyłem rywali, ale na pewno zrobię to w Rio. Teraz jestem tego niemal pewien...
A jak pan ocenia swoich rywali?
TOMASZ MAJEWSKI: - Strasznie mocni i nawet nie ma co mówić. Pchają daleko i, co ważniejsze, niezwykle stabilnie. Będzie w Rio niezwykle trudno, ale będę walczył z całych sił.
Już dwa razy na olimpiadzie „zaczarował” pan rywali. Może będzie obowiązywało prawo serii?
TOMASZ MAJEWSKI: - Oooo..., jak fajnie byłoby (śmiech). Jednak prawda jest taka, że wówczas byłem znacznie mocniejszy, nieco młodszy, ale rywale też wcale nie odstawali. No, zobaczymy co z tej rywalizacji wyniknie. Przede wszystkim cieszy fakt, że moje pchanie nabiera jakiegoś właściwego kształtu. Może od strony technicznej nie ma jeszcze takiej perfekcji, ale to wszystko zmierza we właściwym kierunku. Jeszcze trochę brakuje, ale jestem cierpliwy.
Ma pan jeszcze trochę czasu do wylotu na igrzyska, choć ślubowanie olimpijskie już pan złożył. Jak pan spędzi te dni?
TOMASZ MAJEWSKI: - Mam czas na spokojna pracę, bo nigdzie się nie wybieram poza stolicę. Będę pracował i doskonalił pewne elementy, które są niezwykle potrzebne do pchania znacznie dalej niż to w tym sezonie robiłem. Spokojnie podchodzę do tego mojego startu, bo wylatuje dopiero 10 sierpnia i wówczas dopiero pomyślę o swoich rywalach
- Rio to dla pana definitywnie sportowa meta?
TOMASZ MAJEWSKI: - Po igrzyskach na pewno będę startował jeszcze z pięć czy sześć razy. Ale 6 września mityngiem w Zagrzebiu kończę definitywnie karierę sportową.
I będzie czas na objęcie stanowisko prezesa związku?
TOMASZ MAJEWSKI: - O, widzę, że i pan jest gronie zwolenników tej opcji. Wcale nie jest mi spieszno do tej funkcji, bo nie mam do czego. Wiem natomiast jakie są oczekiwania lekkoatletów od związku
Dlaczego? Przecież panu, mistrzowi o takie zaszczyty wypada się ubiegać...
TOMASZ MAJEWSKI: - Będę startował do zarządu związku i oficjalnie to potwierdzam. A ponadto, wystartuję na prezesa, ale... mojego, czyli mazowieckiego związku.
- A może się pan się boi tej funkcji?
TOMASZ MAJEWSKI: - Ależ skąd! Dlaczego miałbym się bać. Owszem, gdzieś w moich planach jest ubieganie się o najwyższe zaszczyty, ale... Niemniej na razie pozostańmy przy miejscu w zarządzie. Muszę zebrać odpowiednie doświadczenie, bo ja pragnę być dobrym prezesem!

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~roma 65Użytkownik anonimowy
~roma 65 :
No photo~roma 65Użytkownik anonimowy
Strachy na Lachy, ale za sukcesy,całą karierę serdeczne gratulacje,dziękujemy Tomku...
12 mar 10:34
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii