Spirala nienawiści! Dyskwalifikacja za zmianę barw klubowych!

Adrian Strzałkowski
 fot. Oleksiewicz Rafał  /  źródło: Pressfocus
29-02-2016 | 12:39

Autor: Włodzimierz Sowiński

Konflikt Adriana Strzałkowskiego z trenerem sprawił, że ten pierwszy igrzyska olimpijskie w Rio może zobaczyć w telewizji.

Adrian Strzałkowski, skoczek w dal, błysnął talentem podczas eliminacji halowych mistrzostw świata w Sopocie w 2014 roku. Osiągnął wtedy 8,18 m, wyrównując rekord pod dachem należący do Marcina Starzaka. W konkursie finałowym MŚ skoczył 7,96 i ostatecznie zajął 6. lokatę.
Wydawało się, że na skoczni pojawił talent, który może niebawem zawojować stadiony. Skryty, skromny, wyraźnie zdystansowany do świata, ale jednocześnie świadomy swoich racji, od których stara się nie odstępować. Może dlatego na dworze królowej wokół jego osoby zrobiło się tak głośno - niektórzy mówią wręcz o spirali nienawiści. Tymczasem jedyne, co powinien robić obecnie, to skupić się na przygotowaniach do igrzysk w Rio de Janeiro. Tylko że do 23 kwietnia jest zawieszony w prawach zawodnika.

 

Na własną rękę
Strzałkowski, zawodnik MKS-u Aleksandrów Łódzki, trenował przez kilka sezonów z trenerem Leszkiem Lipińskim. Obaj - jak twierdzi wielu postronnych obserwatorów - nie mają łagodnych charakterów, stąd też czasami dochodziło do drobnych lub większych spięć. Lekkoatleta tego w końcu nie wytrzymał i zaczął trenować w oparciu o własne plany.
- Pod koniec 2013 roku zacząłem ćwiczyć sam. Uznałem, że nie ponoszę żadnego ryzyka, a wręcz może to przynieść postęp - mówi skoczek. - Pod koniec stycznia 2014 r. trener Lipiński stwierdził, że muszę się poddać sprawdzianom, bo w przeciwnym razie mogę stracić klubowe stypendium. Najwyraźniej testy były udane, bo już więcej nie wspominał o ewentualnej utracie wynagrodzenia. Potem nieźle wypadłem w halowych mistrzostwa świata, ale to był wynik moich dokonań, bo trenowałem w oparciu o swoją wiedzę. Nie mam łatwego charakteru i do tego się przyznaję, zdarzały mi się również spóźnienia na trening. Nie mogłem jednak tolerować ciągłych uszczypliwych uwag pod moim adresem.

 

Dziwne sugestie
Adriana wychowywali babcia i dziadek - Marian Urbański, znany w Szczecinie lekarz. I właśnie on otrzymał w 2014 roku telefoniczną informację od trenera, by jego wnuk został zbadany przez psychiatrę lub psychologa, bo ma poważne problemy.
- Trochę się przeraziłem tym telefonem, więc gdy Adrian pojawił się w domu, natychmiast zaczęliśmy przeprowadzać cykl badań, również pod kątem neurologicznym - wyjaśnia pan Marian. - Trener sugerował, że Adrian powinien brać leki psychotropowe, bo z jego kondycją psychiczną nie jest najlepiej. Tymczasem szczegółowe badania u wysokiej klasy specjalistów wykazały tylko zmęczenie i znużenie. Diagnoza była jednoznaczna: wypocząć, stosować odpowiednią dietę, a o psychotropach zapomnieć. Ponad miesiąc przebywał w domu, spokojnie trenował, a potem... „odpalił” w Sopocie.
Po halowych MŚ wydawało się, że Strzałkowski szybko dojdzie do europejskiej czołówki i będzie jej znaczącą postacią. Ale sukcesy z krajowego podwórka nie przełożyły się na start w mistrzostwach Europy. 12. lokata w hali i taka sama w letnich ME nie zaspokajały ambicji zawodnika.

 

Poleciały iskry
Mocno zniechęcony Adrian doszedł do wniosku, że w sezonie olimpijskim trzeba wreszcie uporządkować sprawy zawodowe i pod koniec sierpnia 2015 roku zakomunikował trenerowi Lipińskiemu, że ich współpraca dobiega końca.
- Trener był wściekły, bo chyba nie spodziewał się z mojej strony takiej decyzji - dodaje lekkoatleta. - Każdy zdrowo myślący sportowiec, gdy nie ma wyników, wytycza sobie własne ścieżki. Trener zarzucił mi, że przy młodszych kolegach wypomniałem mu brak kompetencji i podważyłem jego autorytet. W istocie, ośmieliłem się zwrócić mu uwagę na niewłaściwy trening i być może usłyszał to ktoś z moich młodszych kolegów. Nie skłamałem, lecz stwierdziłem tylko fakt.
Trener Lipiński w licznych wypowiedziach przekonywał, że Adrian oszukiwał go na każdym kroku i ciągle łamał dyscyplinę. - To nie ja naruszyłem nietykalność ucznia szkoły sportowej i nie ja byłem opiekunem zawodniczki zdyskwalifikowanej za doping - kwituje jednym zdaniem mocno poirytowany zawodnik.

 

Surowa dyskwalifikacja
- Zapewniam pana, że wspólnie z żoną staraliśmy się wychować Adriana na prawego człowieka i nie jest żadnym chuliganem czy krętaczem. Adrian ma kolegów, z którymi się spotyka, ale jego „przyjacielem” jest komputer i przy nim spędza mnóstwo czasu. Z tego, co wiem, analizuje treningi najlepszych skoczków świata - podkreśla dziadek Adriana.
Po decyzji zawodnika o rozstaniu Leszek Lipiński wnioskował w klubie o roczną bezwzględną dyskwalifikację. Gdyby wprowadzić ją w życie, marzenia Adriana o igrzyskach prysłyby jak bańka mydlana.
- To dla mnie niepojęte, że można wnioskować o rok dyskwalifikacji za zmianę trenera. Rok zawieszenia w prawach zawodnika dostaje ktoś, kto został przyłapany na dopingu - z niedowierzaniem mówi Adrian.
W regulaminie klubowym nie ma takiej kary, sprawa wydawała się więc dęta. Ale w jakimś sensie działacze Łódzkiego Okręgowego ZLA usankcjonowali ją, jedynie skracając czas jej trwania do pół roku. Choć w nadzwyczajnej sytuacji można byłoby ją zawiesić lub nawet anulować.

 

Właściwy wniosek
By Adrian Strzałkowski nie stracił okresu przygotowawczego, Piotr Bora, trener główny skoków Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, zwrócił się z prośbą do zarządu, by Adrian jako członek kadry narodowej mógł uczestniczyć w procesie szkolenia, monitoringu medycznym oraz sprawdzianach kontrolnych organizowanych przez PZLA. Związkowi prawnicy sprawdzili regulaminy i stwierdzili, że zawieszenie zawodnika nie koliduje z jego szkoleniem centralnym.
Trener Lipiński zarzuca swojemu koledze po fachu, że postępuje nieprzyzwoicie, bo bez jego zgody podjął współpracę z zawieszonym zawodnikiem. Powinno się to odbywać na zasadzie porozumienia między trenerami, a tego nie było - skarży się trener Lipiński.
Trener Bora niechętnie mówi o tej sprawie. Ale... - Skoro zostałem wywołany do tablicy, ośmielam się stwierdzić, że nie zabiegałem, by przejąć cały proces szkoleniowy zawodnika. Adrian zadzwonił do mnie w październiku - gdy zbliżał się czas treningów - z zapytaniem, czy nie podjęlibyśmy współpracy. Poprosiłem o kilka dni zwłoki, bo należę do trenerów, którzy chcą mieć podopiecznego codziennie na treningach. Odległość między Szczecinem i Krakowem jest spora, i siłą rzeczy zadanie byłoby mocno skomplikowane. W końcu jednak zdecydowałem się pomóc Adrianowi.
- Miałem przyjemność rozmawiać z trenerem Borą. Jest to, jak sądzę, właściwy człowiek na właściwym miejscu, zatem Adrian dokonał właściwego wyboru - to jeszcze raz głos dziadka Adriana.
- Nie podjąłem decyzji, który klub będę reprezentował po zakończeniu dyskwalifikacji - dodaje skoczek.

 

Kość niezgody
Związkowi działacze, z prezesem Jerzym Skuchą na czele, odbyli wiele rozmów z przedstawicielami klubu Adriana, ale trener Lipiński twardo obstaje przy swoich racjach i nie ma mowy, by zmienił decyzję. Sprawia wrażenie, że Adrian jest przypisany do niego. Przypomina to czasy chłopa pańszczyźnianego.
A tymczasem Strzałkowski podczas dwóch kontrolnych zawodów w Spale pojawił się na starcie jako zawodnik niestowarzyszony. Trudno się dziwić - skoro intensywnie trenuje, to również chciałby sprawdzić swoją formę.
- To chyba naturalna kolei rzeczy, że pragnąłem się sprawdzić w czasie zawodów. Chyba tym nikomu nie wyrządziłem krzywdy... - mówi zawodnik.
Strzałkowski, za sprawą swojej menedżerki, miał również w planie trzy starty zagraniczne. W ubiegłym tygodniu pojechał nawet na zawody do Sztokholmu (znajdował się na listach startowych). W końcu jednak organizatorzy nie dopuścili go do startu, bo otrzymali z PZLA informację, że został zawieszony przez klub. - Gdy organizatorzy otrzymali taką informację, mieli prawo podejrzewać, że jestem zdyskwalifikowany za doping. Tłumaczenie zawiłych spraw nie ma żadnego sensu, nie pozostaje więc nic innego, jak cierpliwe czekanie na koniec dyskwalifikacji. Czy zdążę uzyskać formę, które zagwarantuje start w Rio? Tego nie wiem, ale będę walczył do końca.
W historii lekkiej atletyki, a i również w innych dyscyplinach, znamy wiele przypadków zmiany trenerów. Rzadko odbywało się to łagodnie, częściej towarzyszyły temu konflikty. Sprawa Adriana Strzałkowskiego jest kolejnym przykładem na istnienie polskiego piekiełka. Czy ostatnim? Wątpliwe…

 



Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~w temacieUżytkownik anonimowy
~w temacie
No photo~w temacieUżytkownik anonimowy
do ~Alek :
No photo~Alek Użytkownik anonimowy
29 lut 17:16 użytkownik ~Alek napisał
Wszyscy w środowisku la wiedzą, że trener Lipiński to doświadczony i oddany swojej pracy szkoleniowiec, wymagający i ciut despotyczny. Strzała, to młody człowiek prezentujący cały zestaw objawów zespołu Aspergera, któremu niejednokrotnie próbowano pomóc
Tak to prawda, że trener Lipiński to oddany i utytułowany trener. Ale w środowisku lekkoatletycznym jest takich wielu i pomimo, że poświęcają swoim zawodnikom całe serce i mnóstwo czasu, często kosztem wielu wyrzeczeń to nie mszczą się za to, że w pewnym momencie zawodnik wybiera inną drogę rozwoju swego talentu. Ponadto Strzałkowski był kiedyś w innym klubie (Szczecin) i to właśnie pan Lipiński zaoferował siebie jako nowego trenera. Czy w tym czasie istniały inne przepisy, bo jakoś nie przypominam sobie, aby zawodnik został zdyskwalifikowany lub zawieszony. Co do objawów - jak to pisze -Alek, choroby Aspergera, to również pan trener Lipiński wiedział decydując się na współpracę, że zawodnik jest charakterystyczny i nie będzie łatwo z nim pracować. Skusił go jednak nieprzeciętny talent Strzałkowskiego. Przy okazji, choroba o której się wspomina często charakteryzuje się zachowaniem, które w konflikcie ukazywane jest jako niesubordynacja, brak dyscypliny i delikatnie ujmując szczerość wypowiedzi. Ale ..... widziały gały co brały :). To nie jest brak wychowania Panie trenerze.
2 mar 07:45 | ocena:100%
Liczba głosów:9
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~nauczycielka Użytkownik anonimowy
~nauczycielka :
No photo~nauczycielka Użytkownik anonimowy
czytałam w Gazecie Wyborczej (chyba oddział łódzki), jak Lipiński narzekał na zawodnika. Jaki to on zły, a jaki trener jest dobry. A tu, okazuje się, że to nie do końca prawda. Nie będę komentowała innych opisanych tu zachowań (np. naruszenie nietykalności ucznia), bo to nie mam nic wspólnego z zawodem pedagoga. Wydaje się, że słusznie napisał "skoczek" , iż to pewnie nie wszystko
1 mar 09:17 | ocena:86%
Liczba głosów:7
86%
14%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~też z AleksandrowaUżytkownik anonimowy
~też z Aleksandrowa
No photo~też z AleksandrowaUżytkownik anonimowy
do ~Alek :
No photo~Alek Użytkownik anonimowy
29 lut 17:16 użytkownik ~Alek napisał
Wszyscy w środowisku la wiedzą, że trener Lipiński to doświadczony i oddany swojej pracy szkoleniowiec, wymagający i ciut despotyczny. Strzała, to młody człowiek prezentujący cały zestaw objawów zespołu Aspergera, któremu niejednokrotnie próbowano pomóc
Szkoda, że znasz tylko jasną stronę trenera Lipińskiego. "Środowisko", o którym piszesz zna też tę drugą stronę. Pewnie jeszcze jest coś więcej, ale to powinieneś wiedzieć, jako bywalec tego "środowiska"
1 mar 22:12 | ocena:100%
Liczba głosów:6
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~skoczekUżytkownik anonimowy
~skoczek :
No photo~skoczekUżytkownik anonimowy
Wreszcie ktoś wysłuchał drugiej strony- zawodnika. Wiele ciekawych rzeczy można dowidzieć się o Leszku Lipińskim. Mam wrażenie, że to jeszcze nie wszystko.
29 lut 20:55 | ocena:100%
Liczba głosów:9
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~MaxUżytkownik anonimowy
~Max
No photo~MaxUżytkownik anonimowy
do ~Alek :
No photo~Alek Użytkownik anonimowy
29 lut 17:16 użytkownik ~Alek napisał
Wszyscy w środowisku la wiedzą, że trener Lipiński to doświadczony i oddany swojej pracy szkoleniowiec, wymagający i ciut despotyczny. Strzała, to młody człowiek prezentujący cały zestaw objawów zespołu Aspergera, któremu niejednokrotnie próbowano pomóc
Skoro zawodnik jest taki zły to pozwolić mu odejść..proste;-)
29 lut 17:47 | ocena:100%
Liczba głosów:13
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~ciekawyUżytkownik anonimowy
~ciekawy :
No photo~ciekawyUżytkownik anonimowy
Sugerowanie podawania leków psychotropowych zawodnikowi? To chyba jakiś żart? Naruszenie nietykalności ucznia, czyli pobicie? Co na to PZLA?
29 lut 20:29 | ocena:88%
Liczba głosów:8
88%
13%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~zorientowanyUżytkownik anonimowy
~zorientowany
No photo~zorientowanyUżytkownik anonimowy
do ~ciekawy:
No photo~ciekawyUżytkownik anonimowy
29 lut 20:29 użytkownik ~ciekawy napisał
Sugerowanie podawania leków psychotropowych zawodnikowi? To chyba jakiś żart? Naruszenie nietykalności ucznia, czyli pobicie? Co na to PZLA?
Co na to PZLA? Nic! Przecież zbliżają się wybory. Wiem, wiem -wcześniej olimpiada, ale ważniejsze są wybory!!! Dlatego będzie cisza. Skucha bardzo chce być prezesem, więc będzie milczał, bo głosy z Łodzi są ważne. Przecież, Lipiński (jeden i drugi - Zdzisław) , to jego dobrzy koledzy, więc nie ma sprawy. Poczekają do końca kwietnia, może sprawa sama się rozwiąże. Chyba, że wyjdą jeszcze inne sprawy, o których tu kilka osób pisze. Wtedy zrobi się duży problem i Skucha nie zostanie prezesem...
3 mar 20:13 | ocena:100%
Liczba głosów:4
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~Alek Użytkownik anonimowy
~Alek :
No photo~Alek Użytkownik anonimowy
Wszyscy w środowisku la wiedzą, że trener Lipiński to doświadczony i oddany swojej pracy szkoleniowiec, wymagający i ciut despotyczny. Strzała, to młody człowiek prezentujący cały zestaw objawów zespołu Aspergera, któremu niejednokrotnie próbowano pomóc, który tygodniami potrafił nie wychodzić z mieszkania, opuszczać treningi i rozwalać plany treningowe. Artykuł jest tendencyjny, autor chce wykreować obraz skrzywdzonego przez trenera zawodnika, z sugestią, że to nasze złoto olimpijskie co najmniej jest zaprzepaszczane. Apeluję o powściagliwość i głębsze rozeznanie tematu, a nie bicie piany.
29 lut 17:16 | ocena:71%
Liczba głosów:24
29%
71%
| odpowiedzi: 3
Link do tego komentarza: