Edward Szymczak: Lisek to maszynka do skakania

Mityng ISTAF Indoor 2017, Berlin
 źródło: Pressfocus

4 lutego w Poczdamie tyczkarz OSOT-u Szczecin pokonał poprzeczkę zawieszoną na wysokości 6 metrów, a w czwartek wystartuje w Łodzi w mityngu Orlen Cup. O 24-letnim lekkoatlecie rozmawiamy z Edwardem Szymczakiem, wychowawcą najlepszych specjalistów w tej konkurencji - Moniki Pyrek, Anny Rogowskiej, Mirosława Chmary czy braci Mariana i Ryszarda Kolasów.

TOMASZ MUCHA: Niektórzy widzą Liska nawet jako rekordzistę świata. Naprawdę stać go już na 6,16?
EDWARD SZYMCZAK: Uważam, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby o tym myślał. Oczywiście, musi dalej z pokorą pracować i robić swoje, a nie gadać, jak to wszystkim spiorę gacie. 6 metrów to już wynik elitarny. Do niedawna rekord Renaud Lavillenie wydawał się niebotyczny, ale Liskowi brakuje już... tylko 16 centymetrów, a jeszcze niedawno było to 26. Chłopak ma potencjał, dobre warunki fizyczne, a przede wszystkim mocną głowę.

 

Głowa w tyczce jest najważniejsza?
EDWARD SZYMCZAK: To największy atut Liska. Złamanie tyczki podczas skoku to z reguły jest przeżycie dla tyczkarza. Tej zimy w Spale byłem świadkiem, gdy na treningu Lisek otrzepał się, wziął kolejną tyczkę i zapakował 5,90. Tyle skacze regularnie na treningach i to na poprzeczce, nie na sznurku. Jako junior często się „palił”, teraz to jest maszynka do skakania. Niektórzy się boją, przebiegają pod poprzeczką, a on nie ma żadnych zahamowań.

 

Więc te 6 metrów to nie jest jego szczyt?
EDWARD SZYMCZAK: Przypuszczam, że to nie są jego ostatnie zarobione pieniądze w tym sezonie, choć skakanie w hali zaraz się kończy. W Poczdamie służył mu szybki, nośny podest, ale dzisiaj rozbieg na zawodach pod dachem zwykle jest z desek, które dobrze sprężynują. Hala zresztą wybitnie leży tyczkarzom – jest ciepło, nie ma wiatru, łatwiej ustawić sobie rozbieg i parametry na skoczni. A na stadionie nie zawsze wieje w plecy.

 

Czy Polak może przejąć rządy latem?
EDWARD SZYMCZAK: Oczywiście. Męska tyczka na świecie przeżywa zastój. Lisek może w niej rządzić przez dłuższy czas, może nawet do igrzysk w 2024 roku. W Spale pod okiem Witalija Pietrowa, trenera Siergieja Bubki, pracował też Brazylijczyk Thiago Braz da Silva, mistrz olimpijski z Rio de Janeiro. Lisek przy nim wyglądał jak profesor. W Rio był czwarty, może jeszcze wtedy nie dojrzał do zwycięstwa.

 

Więcej czytaj w środowym Sporcie

 

Chłopak ma potencjał, dobre warunki fizyczne, a przede wszystkim mocną głowę - chwali rekordzistę Polski nasz ekspert.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~jaUżytkownik anonimowy
~ja :
No photo~jaUżytkownik anonimowy
ciekawe jak załatwia kase na ten sprzęt do trenowania , chyba po znajomosci. Inne kluby jakoś nie dostają tyle kasy
25 lut 16:25
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~KubaUżytkownik anonimowy
~Kuba :
No photo~KubaUżytkownik anonimowy
Pyrek u szymczaka skakala 4.20,rogowska 3.30.Bajki o tym że szymczak jest magicznym trenerem możemy sprzedawać jeszcze 100 lat.od ponad 20 lat żadnego sukcesu.
17 lut 14:24 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~TrenerUżytkownik anonimowy
~Trener :
No photo~TrenerUżytkownik anonimowy
Może Szymczak jest i wychowankiem liska,buuuaachhaaa ha.
17 lut 14:17 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii