Adam Kszczot: Wielu chciałoby stać na moim miejscu

Marzę o tym, żeby zdobyć medal na polskiej ziemi. Co prawda mam już taki z hali, z mistrzostw świata w Sopocie w 2014 roku, ale stadion to jest jednak inna bajka - mówi dwukrotny wicemistrz świata w biegu na 800 metrów.

Stadion Slaski. Konferencja prasowa. 18.09.2017
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

TOMASZ MUCHA: Czy z perspektywy czasu dominuje w panu satysfakcja, że trzyma w garści drugie srebro mistrzostw świata, czy jednak nutka żalu, że w sierpniu w Londynie była większa szansa na złoto?

ADAM KSZCZOT: - Absolutnie nie ma żadnego żalu. Moja ulubiona fraza po angielsku: the winner of silver medal, czyli zwycięzca srebrnego medalu i w tych kategoriach trzeba to traktować. Te kategorie dla wielu ludzi są zatarte - myślą sobie: ach, tylko drugi, mógł być pierwszy... Ale ja sobie myślę, że wielu ludzi chciałoby stać na moim miejscu.

 

Nie ma pan jednak w kolekcji medalu olimpijskiego. Czy w pana wypadku - tak jak w Pawła Fajdka - można mówić o klątwie igrzysk?

ADAM KSZCZOT: - To jest lekkoatletyka - nie zawsze wychodzi. No cóż, igrzyska to szczególna impreza. Przyjeżdża na nią wielu lekkoatletów, którzy biegają lub skaczą tylko na niej, co budzi pewne kontrowersje, bo dlaczego wcześniej przez cztery lata jakoś nie są w stanie osiągnąć pewnego poziomu, tylko akurat wtedy. Nie mnie oceniać, dlaczego tak się dzieje z innymi. Ja ze swojej strony staram się zawsze osiągnąć maksymalny poziom sportowy.

 

W Londynie zapowiadał pan możliwość zmian w sztabie i mówił, że nie wie, czy dalej będzie pracował z trenerem Zbigniewem Królem. Zapadła decyzja?

ADAM KSZCZOT: - W Londynie mówiłem, że musimy podsumować sezon i się zastanowić, co dalej. Ale tak - dalej pracujemy razem z panem Królem. Chcę rozszerzyć grupę treningową i wprowadzić trenera od przygotowania motorycznego, by poprawić technikę stricte treningowo-siłową. Dobra przyszłość się jednak szykuje, już nie mogę się jej doczekać.

 

Był pan pod wrażeniem Stadionu Śląskiego. Widzi pan siebie w blokach na jego bieżni za pięć lat, gdy być może Chorzów będzie gospodarzem mistrzostw Europy?

ADAM KSZCZOT: - Rok 2022 – dlaczego nie? Taki najmłodszy już nie jestem (Kszczot ma 28 lat - przyp. red.), ale ciągle młody duchem. Marzę o tym, żeby zdobyć medal na polskiej ziemi. Co prawda mam już taki z hali, z MŚ w Sopocie w 2014 roku, ale stadion to jest jednak inna bajka. Mam nadzieję, że zdrowie mi pozwoli i za pięć lat staniemy znowu na Śląskim, pogadamy o wielkich sukcesach i o tym, co będzie można w lekkiej atletyce zrobić, poprawić, jak się wszyscy rozwijamy...

 

Kiedy debiut Adama Kszczota na Stadionie Śląskim?

ADAM KSZCZOT: - Na pewno w czerwcu przyszłego roku na Memoriale Janusza Kusocińskiego.

 

Więcej czytaj w czwartkowym Sporcie

Z tej samej kategorii