Jakub Dłoniak: Nie jestem jeszcze w optymalnej formie

Jakub Dłoniak
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus
16-02-2016 | 10:55

Autor: Tomasz J. Mucha

Rzucający MKS Dąbrowa z Rosą Radom rozegrał najlepszy mecz po powrocie po kontuzji na parkiet.

TOMASZ J. MUCHA: Dobre momenty przeplatacie słabszymi. Grając zrywami trudno wygrać z tak silnymi drużynami, jak choćby Rosa.
JAKUB DŁONIAK: Oczywiście. Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z kim gramy. Rosa to klasowy zespół, który jeśli chce się pokonać, trzeba zagrać naprawdę bardzo dobry mecz. W obronie prezentowaliśmy się całkiem nieźle i rywale nie mieli zbyt wielu łatwych pozycji rzutowych. Mają jednak w swoich szeregach kilku świetnych strzelców i kluczowych momentach, nawet przy naszej szczelnej defensywie, potrafili umieścić piłkę w koszu. Pretensje natomiast możemy mieć do siebie o grę w ataku, bo jednak dochodziliśmy do pozycji rzutowych, ale, niestety, nie trafialiśmy. I choć zostawiliśmy na parkiecie sporo zdrowia, a przede wszystkim tworzyliśmy prawdziwy zespół, na Rosę okazało się zbyt mało.

 

A ze swojej postawy jest pan zadowolony? Zagrał pan najlepszy mecz po powrocie po kontuzji.
JAKUB DŁONIAK: To nieistotne. Liczy się tylko dobro drużyny, a skoro mecz jest przegrany to nie można mówić o tym, że ten lub inny zawodnik zagrał dobrze.
Miałem długą przerwę i proces wejścia do rytmu treningowego i meczowego trochę musi potrwać. Póki co z pewnością to nie jest ten Kuba Dłoniak, jakiego ja sam, a kibice pewnie też, chcą oglądać. Moim zadaniem jest zagwarantować odpowiednią jakość. Widać, że nie wszystko wygląda jeszcze tak, jak powinno. Mecz z Rosą to już przeszłość. Teraz liczy się tylko turniej finałowy Pucharu Polski (rozpoczyna się w czwartej, gospodarzem jest MKS – przyp. red.)

 

W swojej karierze grał pan w Rosie. Mecz z tą drużyną był dla pana szczególny?
JAKUB DŁONIAK: Do każdego spotkania staram się podchodzić z jednakowym zaangażowaniem, ale nie będę ukrywał, że dodatkowy dreszczyk emocji przy meczach z byłym pracodawcą jednak się pojawia. Po przeciwnej stronie są przecież zawodnicy, z którymi grało się w jednym zespole i jest to forma dodatkowej rywalizacji oraz chęć pokazania się z jak najlepszej strony.

 

W tym sezonie borykacie się z kontuzjami i przez to podstawowi gracze są mocno wykorzystani. Czujecie zmęczenie?
JAKUB DŁONIAK: Trener Drażen Anzulović ściągnął do drużyny dwóch zawodników i wszystko wskazywało na to, że będziemy mieli odpowiednio szeroką kadrę. Nikt się jednak nie spodziewał, że będzie aż tyle kłopotów zdrowotnych. Najbliżej powrotu do drużyny jest Paweł Zmarlak, który praktycznie był już gotowy na Rosą. Trenerzy nie chcieli jeszcze ryzykować. Ale to prawdziwy wojownik i w czwartek przeciwko Enerdze Czarni Słupsk na pewno wystąpi. Inna sprawa, że każdego z nas coś boli i nie raz trzeba łykać tabletki przeciwbólowe, ale taki jest już nasz zawód. Jestem przekonany, że w pucharze Polski nie zagrają tylko ci z poważnymi urazami.