Bartłomiej Wołoszyn: Jestem zawiedziony

MKS Dabrowa Gornicza - Energa Czarni Slupsk
 fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

Jestem bardzo zawiedziony, porażka ze Stalą jest dla nas dużą lekcją pokory. Jednak patrząc na wszystko chłodnym okiem trzeba docenić nasz wynik - mówi skrzydłowy dąbrowskiej ekipy.

TOMASZ J. MUCHA:Ćwierćfinałowa rywalizacja z BM Slam Stalą Ostrów Wlkp. zakończyła się dla was szybko, bo po trzech meczach. Czego zabrakło?
BARTŁOMIEJ WOŁOSZYN: Nasz trener Drażen Anzulović często mówi o jakości i wydaje mi się, że tym razem właśnie odpowiedniej jakości nie było w naszej grze. Szkoda zwłaszcza drugiego meczu w Ostrowie Wlkp., bo powinniśmy go wygrać. Również w starciu na naszym parkiecie wszystko wskazywało na to, że w końcu dopadniemy rywali. Zabrakło nam jednak takich zawodników jak Marc Carter czy Aaron Johnson, którzy w kluczowych momentach nie bali się wziąć odpowiedzialność na siebie i trafiać kluczowych rzutów. Stal pokazała, że jest zespołem bardziej doświadczonym i umiejącym grać pod presją, ale uważam, że nie zasłużyliśmy na porażkę aż 0:3.

 

Gorzej w play offie trafić chyba nie mogliście. Ze Stalą w elicie jeszcze nie wygraliście.
BARTŁOMIEJ WOŁOSZYN: Rzeczywiście coś w tym jest, bo to jedyna drużyna, z którą nie wygraliśmy w tym sezonie. Dwa razy ograliśmy mistrza Polski Stelmet BC Zielona Góra, pokonaliśmy u siebie wicemistrza kraju Rosę Radom czy też najlepszy zespół sezonu zasadniczego Anwil Włocławek, a Stali nie. Jest to po prostu bardzo niewygodny dla nas zespół. Nie chcę szukać usprawiedliwienia, ale hala w Ostrowie Wlkp. też jest specyficzna i bardzo trudno się w niej gra.

 

Chyba więcej można było spodziewać po Piotrze Pamule, który w całej serii rzucił zaledwie dwa punkty. Pan też jest zaskoczony jego słabą postawą?
BARTŁOMIEJ WOŁOSZYN: Piotrek przez kilka ostatnich tygodni w ogóle nie trenował i tylko występował w meczach. Siłą rzeczy musiało się to w końcu odbić na jego dyspozycji. Play off to taki okres, w którym trzeba być naprawdę dobrze fizycznie przygotowanym do gry i pewnych rzeczy po prostu nie da się oszukać. Piotrek starał się jak mógł, a to że zabrakło jego punktów, to już jest inna kwestia. Nasz zespół był tak zbudowany, że każdy z nas musiał te swoje kilka „oczek” zdobyć. Warto w tym miejscu zauważyć, że zabrakło także Kuby Parzeńskiego i Macieja Kucharka, którzy swoją agresją mogli nam sporo pomóc, a przede wszystkim zwiększyć rotację i dać więcej odpoczynku.

 

Zadanie postawione przed sezonem, czyli awans do play offu został zrealizowany. Niedosyt jednak pozostał?
BARTŁOMIEJ WOŁOSZYN: Jestem bardzo zawiedziony. Na pewno porażka ze Stalą jest dla nas dużą lekcją pokory, jednak patrząc na sytuację chłodnym okiem trzeba docenić ten wynik (ostatecznie dąbrowianie zostali sklasyfikowani na 7. miejscu - przyp. red.). Znaleźliśmy się w play offie i teraz już wiemy, co trzeba zrobić, by za rok poprawić ten rezultat. Patrzymy z optymizmem w przyszłość.

 

Jeśli mowa o przyszłości, jest pan jednym z tych, którzy mają podpisany kontrakt na następny sezon. Zostanie pan w Dąbrowie Górniczej?
BARTŁOMIEJ WOŁOSZYN: Jestem zadowolony z pobytu w Dąbrowie Górniczej. Mojej rodzinie również niczego nie brakuje, a wszystkie ustalenia pomiędzy mną a działaczami zostały spełnione. Warunki do trenowania i grania są bardzo dobre i nie mogę powiedzieć złego słowa. Chcę tutaj grać także w kolejnych rozgrywkach.

 

To pana najlepszy sezon w karierze, patrząc na osiągnięcia statystyczne.
BARTŁOMIEJ WOŁOSZYN: Otrzymałem sporo zaufania od trenera, a to przełożyło się na sporą liczbę minut na parkiecie. Nie jestem typem zawodnika, który zdobywa dużo punktów, ale staram się dawać zespołowi inne rzeczy. Walczę „na desce”, agresywnie bronię, podaję lepiej ustawionym kolegom. Mimo tego, że jestem już ukształtowanym zawodnikiem, to moja gra zmieniła się dzięki pracy z trenerem Anzuloviciem. Pokazał mi, że nie muszę tylko bazować na rzutach z dystansu, ale mogę też zdobywać punkty w inny sposób. Potrafię przecież minąć rywala i trafić do kosza po wejściach.

Z tej samej kategorii