Robert Skibniewski: - O zespół jestem spokojny

Start - Anwil
 fot. Piotr Kieplin  /  źródło: Pressfocus

Nie patrzymy na wyniki sparingów, ani na to, z kim gramy. Liczy się tylko to, co pokazujemy na parkiecie. W pełni gotowi musimy być za miesiąc, kiedy rozpocznie wsie prawdziwa walka – mówi rozgrywający GTK Gliwice.

Tomasz J. MUCHA: - Tak doświadczony zawodnik, jak pan, reprezentant kraju, z pewnością miał sporo ofert. Co zdecydowało o tym, że wybrał pan beniaminka Polskiej Ligi Koszykówki?
Robert SKIBNIEWSKI: - Początkowo miałem grać w Legii Warszawa. Byłem już dogadany z trenerem stołecznego zespołu, Piotrem Bakunem. Wszystko się jednak zmieniło, kiedy zadzwonił trener GTK, Paweł Turkiewicz. Szybko też doszedłem do porozumienia z prezesem Jarosławem Zięba i tak oto znalazłem się w Gliwicach.
Na grę w GTK zdecydowałem się z trzech powodów. Po pierwsze, znam dobrze trenera Turkiewicza i wiem, że nasza współpraca będzie się dobrze układać. Po drugie, mieszkam we Wrocławiu, a moja żona pochodzi z Kędzierzyna-Koźla. To dla mnie bardzo wygodne, by grać blisko domu. Wreszcie na koniec, jestem w trakcie studiów na wrocławskim AWF-ie.

Na co liczycie w nowym sezonie?
Robert SKIBNIEWSKI: - Na pewno nie będzie nam łatwo. W Gliwicach zgromadził się ciekawy zestaw ludzki, a do tego dochodzi trener z bogatym doświadczeniem i bardzo dobrym warsztatem. Szkoleniowiec potrafi dobrać ludzi pod względem charakterologicznym, więc jestem spokojny o to, jaki stworzymy zespół.

Przygotowania w Gliwicach mocno różnią od tych, w których pan brał udział w innych klubach?
Robert SKIBNIEWSKI: - Na tym etapie wielkich różnic nie ma. Wszystkie moje dotychczasowe okresy przygotowawcze mają jeden wspólny mianownik i trzeba powiedzieć to wprost, jest to czas, kiedy dostaje się po prostu niezły wpier… (śmiech). Nie inaczej jest w Gliwicach. I to jest naturalna kolej rzeczy. Okres przygotowawczy jest po to, by zbudować odpowiednią siłę i wytrzymałość przed sezonem. Wykonana w nim praca zaowocuje w przyszłości. Trener Paweł Turkiewicz to doświadczony szkoleniowiec, który w przeszłości współpracował z uznanymi trenerami, jak chociażby Andrej Urlep czy Saso Filipovski, więc doskonale wie, jak przygotować zespół do sezonu.

Za wami już pierwsze gry kontrolne m.in. zwycięstwo z GKS Tychy i porażka z Miastem Szkła Krosno. Forma jest zadowalająca?
Robert SKIBNIEWSKI: - Na tym etapie popełniamy jeszcze sporo błędów, ale dla nas najważniejsze jest, to by ich nie powielać i cały czas iść do przodu. Na wyniki sparingów, ani to z kim gramy nie patrzymy, liczy się tylko to, co pokazujemy na parkiecie. Musimy być gotowi za miesiąc, kiedy ruszy liga.
Przed nami jeszcze sporo pracy, bo przecież w zespole jest wielu nowych zawodników i potrzeba czasu, by każdy na parkiecie wiedział co ma robić.

W zespole jest trzech Amerykanów, którzy do tej pory nie mieli styczności z europejską koszykówką. Jak przebiega ich aklimatyzacja?
Robert SKIBNIEWSKI: - To nie jest dla nich łatwa sytuacja, bo jednak koszykówka europejska mocno się różni od tej uniwersyteckiej. Ich treningi do tej pory wyglądały inaczej. Używali na parkiecie innej terminologii. To wszystko utrudnia proces adaptacji, ale dla nas najważniejsze jest to, że chcą, że się starają. Polska część składu również musi się uczyć, bo przecież chodzi o to, byśmy razem potrafili znaleźć wspólny język.

Sporo czasu spędza pan z Quintonem Hookerem rozmawiając. Jako ten najbardziej doświadczony stara się pan, by koledzy z zespołu czuli wsparcie?
Robert SKIBNIEWSKI: - Można powiedzieć, że między nami zawiązała się nic koleżeństwa. Quinton to bardzo ciekawy człowiek, który mocno chce się zintegrować z nami. Chce poznać nasz styl życia, naszą kulturę, więc moim zadaniem jest, by mu w tym pomóc. Można powiedzieć, że jest żółtodziobem, ale ma ogromną chęć, by szybko się uczyć i dopasować do miejsca, w którym kontynuuje swoją karierę.

Z tej samej kategorii