Szkoda zmarnowanego trudu!

Witalij Kowalenko
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Dąbrowianie znów z wyjazdu wracają z niczym. W Lublinie przegrali po rzucie Nicka Covingtona oddanym równo z końcową syreną.

Dąbrowianie chcąc wciąż poważnie myśleć o awansie do play offu takie mecze, jak ten ze znacznie niżej notowanym zespołem z Lublina muszą wygrywać. - Musimy przede wszystkim zagrać zespołowo. Jeśli będziemy umiejętnie dzielić się piłką, tak jak miało to miejsce w ostatnim spotkaniu  Siarką Tarnobrzeg to na kolejne występy możemy patrzeć z optymizmem - przyznawał Marcin Piechowicz, rozgrywający MKS-u.

Fani ekipy z Zagłębia Dąbrowskiego przed wczorajszym starciem mogli jednak czuć obawę. Ich koszykarze na wyjazdach spisują się bowiem słabo. Z 11 meczów wygrali tylko trzy. A Start, choć w tabeli zajmuje dopiero 15. pozycję, zwłaszcza u siebie, potrafi sprawić sporo kłopotów, nawet znacznie wyżej notowanym drużynom. W weekend choćby był bardzo blisko pokonania również jak dąbrowianie marzącego o występie w drugiej części sezonu, PGE Turowa Zgorzelec.

Obawy kibiców MKS-u okazały się uzasadnione. Gospodarze podjęli walkę z faworyzowanymi rywalami. Grali bardzo twardo w obronie i wykorzystywali każdy błąd, każdy przestój gości. W ich szeregach szalał Jason Bonne. Amerykanin zdobywał punkty, asystował i był niezastąpiony w obronie.

Przyjezdni jeszcze ułatwiali lublinianom zadanie. Po początkowym zrywie (20:15), czym dłużej trwało spotkanie, tym grali coraz słabiej. Ich chaotyczne ataki i rzuty z trudnych pozycji nie przynosiły punktów. Nie trafiali ani spod kosza, ani z dystansu. Zdarzały im się też przestoje. Po jedynym z nich, w trzeciej kwarcie – przez 7 minut oddali tylko dwa celne rzuty, tracąc w tym czasie aż 18 – przegrywali już 53:62.

W ostatnich 10 minutach po reprymendzie swojego trenera Drażena Anzulovicia, dąbrowianie rzucili się do odrabiania strat. Sygnał do ataku dał Jeremiah Wilson, trafiając z faulem, przebudził się też Witalij Kowalenko. I wszystko szło po myśli przyjezdnych. Na pięć minut przed końcem, po „trójce” Kowalenki był już remis (69:69). I wtedy znów zaczęły się problemy. Dąbrowianie nie potrafili pójść za ciosem i „odskoczyć’ Trwała wymiana ciosów. Wydawało się, że zwycięsko wyjdą z niej dąbrowianie, bo mieli już pięć punktów przewagi (77:72). Do końca pozostawało tylko 2,5 minuty. I wtedy graczy MKS-u znów dopadła niemoc. Cały trud poszedł na marne równo z końcową syreną. Doug Wiggins nie trafił swojego rzutu, ale goście zapomnieli o zastawieniu Covingtona, który zdołał jeszcze zebrać piłkę znad obręczy i dobić rzut kolegi.

 

TBV SART LUBLIN – MKS DĄBROWA GÓRNICZA 78:77 (18;21, 25:21, 19;11, 16:24)

 

LUBLIN: Covington 13 (3x3), Bonarek 3 (1x3), Dziemba 5 (1x3), Dłoniak, Boone 18 – Kellogg 5 (1x3), Trojan 4, Balmazović, Ciechociński, Jankowski 5 (1x3), Kowalski 15 (2x3), Wiggins 10. Trener David DEDEK.

DĄBROWA GÓRNICZA: Johnson 11, Piechowicz 5 (1x3), Wołoszyn 12 (1x3), Szymański, Parzeński 6 – Kowalenko 18 (2x3), Pamuła 8 (1x3), Wilson 15 (1x3), Wieczorek 2. Trener Drażen ANZULOVIĆ.

 

Z tej samej kategorii