Długi okres posuchy w derbowych pojedynkach

Na taki mecz kibice basketu w województwie śląskim czekali blisko 17 lat. W Gliwicach w niedzielę GTK w derbowym starciu zmierzą się z MKS Dąbrowa Górnicza.

MKS Dabrowa Gornicza - Czarni Slupsk
 /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Po raz ostatni derby województwa śląskiego w ekstraklasie odbyły się w hali Szombierek 24 lutego 2001 roku. Bobry Bytom przegrały wówczas z Pogonią Ruda Śląska 69:81. - Szczerze mówiąc, niewiele z tego meczu pamiętam - przyznaje ówczesny zawodnik Bobrów, Maciej Guzik. - Zdecydowanie bardziej w pamięci utkwiły mi spotkania Zagłębia Sosnowiec z zespołem z Bytomia. To były mecze, w których było dużo więcej ostrej, czy też kolokwialnie mówiąc „brudnej” gry. Raz nawet doszło do poważnej scysji pomiędzy Mariuszem Bacikiem, a Ronaldem Thompkinsem. Po takich spotkaniach byliśmy zwykle mocno poobijani, ale po ostatnim gwizdku w zgodzie podawaliśmy sobie dłonie - dodaje zawodnik, który najwięcej derbowych spotkań rozegrał właśnie w barwach Zagłębia.

 

Narodziny córki
Wspomnianego meczu nie pamięta także inny z uczestników, jedyny aktywny do tej pory zawodnik, Marcin Sroka. - Nic szczególnego w tym spotkaniu nie mogło się przytrafić, bo wówczas utkwiłoby mi to w głowie. Proszę coś mi podpowiedzieć - mówi obecny koszykarz Miasta Szkła Krosno. - Zdobyłem 12 punktów? To naprawdę niezły rezultat, biorąc pod uwagę, że miałem wówczas zaledwie 20 lat i był to mój drugi sezon na parkietach ekstraklasy - z zadowoleniem przypomina sobie wychowanek Pogoni.
Jest jednak osoba, która owe spotkanie pamięta bardzo dobre. To Milija Bogicević, obecny trener Polpharmy Starogard Gdański, a wówczas szkoleniowiec Bobrów. - To był dla nas bardzo trudny okres. W klubie brakowało pieniędzy na wszystko. Staraliśmy się walczyć w każdym spotkaniu, ale zawodników, którzy odeszli latem, nie dało się łatwo zastąpić. Derby zawsze były jednak szczególne i nikogo nie trzeba było specjalnie mobilizować. Pogoń była jednak wówczas zdecydowanie lepsza i pomimo dużej woli walki z naszej strony nie udało się wygrać - wspomina serbski trener, któremu w tym samym okresie urodziła się córka. - Pewnie też dlatego tak dobrze pamiętam tamten okres. Zresztą, muszę przyznać, że to były czasy, kiedy poziom polskiej koszykówki był wyższy, a w lidze grali także lepsi obcokrajowcy – dodaje Bogicević.

 

Pożegnanie z ekstraklasą
Dla gospodarzy tamtego meczu był to ostatni sezon w ekstraklasie. Z powodów finansowych klub przestał istnieć, choć próbowano go reaktywować w Zabrzu na poziomie I ligi. Już pod nazwą MOSiR Bobry Zabrze klub spadł także i z bezpośredniego zaplecza ekstraklasy, by potem kontynuować grę w II lidze przez trzy kolejne sezony, kiedy to nazwa Bobry ostatecznie zniknęła z nazwy. Podobny los rok później spotkał także Pogoń, która zajęła ostatnie - 12.miejsce - w nowej już zawodowej Polskiej Lidze Koszykówki w sezonie 2001/02. Obecnie gra szczeblu II ligi. - Szkoda, że tak to się wszystko potoczyło i praktycznie całą swoją karierę musiałem jeździć po kraju - ze smutkiem przyznaje Sroka. - Jestem jeszcze w dobrej formie fizycznej i nie ukrywam, że moim marzeniem jest, by na koniec zagrać jeszcze bliżej rodzinnego domu - dodaje.

 

Nowi gracze
Przez 12 kolejnych lat nasz region nie miał żadnego przedstawiciela w ekstraklasie, aż do momentu kiedy zaproszono do niej MKS Dąbrowa Górnicza. Dopiero jednak w czwartym sezonie dąbrowianie zagrają derby. Od tego sezonu w PLK gra bowiem też GTK Gliwice. - Można powiedzieć w końcu. Naprawdę długo na to czekaliśmy. Zainteresowanie tym spotkaniem jest ogromne. Docierają do mnie informacje z całego regionu, nie tylko od kibiców obu zespołów, że ludzie chętnie wybiorą się na mecz i tylko szkoda, że gliwicki obiekt ma tak małą pojemność. Jestem przekonany o tym, że hala będzie pękać w szwach - przewiduje Guzik, który na co dzień biega po parkietach z gwizdkiem, ale w niedzielę przy okazji meczu będzie spikerem.
- Nie są to klasyczne derby, bo za takowe zawsze uważałem mecze zespołów z Górnego Śląska, ale z pewnością jest to ich namiastka i emocji w tym meczu nie powinno zabraknąć. Z jednej strony mamy MKS Dąbrowę Górniczą, który powinien się bić w tym sezonie o medale, a z drugiej jest beniaminek, który dopiero stawia pierwsze kroki w ekstraklasie - zauważa Sroka.

 

Nie umiejętności, ale wola walki

Emocji w hali w Łabędach z pewnością jednak nie zabraknie. Dąbrowianie pod wodzą Jacka Winnickiego grają jak z nut. Wygrali dziewięć kolejnych meczów. Ich wspaniałą serię przerwała dopiero w ostatniej kolejce BM Slam Stal Ostrów Wlkp. - Nie ma co szukać głębokich przyczyn. Przegraliśmy wysoko pierwszą kwartę i to ustawiło mecz. Wiedzieliśmy, że jeśli zespołowi z Ostrowa pozwolimy zbudować na początku przewagę, będzie trudno. To się potwierdziło. Dostaliśmy taki zimny prysznic – ocenia Piotr Pamuła, rzucający MKS-u.
Czy gliwiczanie są w stanie powstrzymać tak mocnych rywali? - Kiedy dochodzi do rywalizacji o prymat w regionie, to takie mecze rządzą się swoimi prawami. To często powtarzany slogan, ale zgodny z prawdą – uważa Sroka, który miał okazję grać takie spotkania w całej Polsce. - Wszędzie jest tak samo. Walka od początku do końca, bo żaden kibic nie wybaczyłby tego, że ktoś odpuści w tego typu spotkaniu. To zresztą zwykle nie są piękne widowiska. Mało w nich taktyki, a więcej tzw. „brudnej” gry. Ale zawsze chodzi o to, by po prostu wygrać - tłumaczy koszykarz. - To, które miejsca zajmują w tabeli poszczególne zespoły w kontekście meczu derbowego nie ma najmniejszego znaczenia. Nie raz w przeszłości zdarzało się, że wygrywał ten, który był zdecydowanie niżej. Te mecze mają swój smaczek i zawsze dodawały ligowej rywalizacji dodatkowego kolorytu. Sam czuję sporą ciekawość i nie mogę się doczekać tej pozytywnej atmosfery – dodaje Guzik.
Dodajmy, że dąbrowianie w Gliwicach prawdopodobnie zagrają bez kontuzjowanego rozgrywającego Pauliusa Dambrauskasa. Z kolei w GTK ostatnio na problemy żołądkowe narzekali Lukas Palyza i Marcin Salamonik, ale przeciwko MKS-owi powinni być już zdolni do walki.

Z tej samej kategorii