Bliżej celu, choć łatwo nie było

MKS Dabrowa Gornicza - King Wilki Morskie Szczecin
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

MKS Dąbrowa Górnicza po niezwykle zaciętym spotkaniu pokonał King Szczecin i uczynił kolejny duży krok w kierunku zakwalifikowania się do play off.

Po ostatnim niezwykle cennym zwycięstwie w Starogardzie Gdańskim MKS miał przed sobą kolejny mecz o tzw. podwójną stawkę. Rywal, czyli King Szczecin jest bezpośrednim kandydatem dąbrowian w walce o upragnioną ósemkę. Choć zespół z Pomorza przed rozpoczęciem rywalizacji miał o trzy punkty mniej, to jednak w perspektywie zaległe spotkanie do rozegrania.

 

Minimum cztery punkty

Koszykarze Drażena Anzulovicia chcieli więc nie tylko wygrać, ale również odnieść zwycięstwo różnicą przynajmniej czterech punktów, by w przypadku sytuacji kiedy na koniec sezonu zasadniczego obie ekipy miałyby taki sam bilans, być ostatecznie wyżej. Inna sprawa, że drużyna Marka Łukomskiego w ostatnim okresie nie prezentowała się najlepiej. Po kompromitującej porażce w Tarnobrzegu z Siarką prezes klubu Krzysztof Król zdecydował się nawet na zawieszenie drużyny i choć później doszło do pojednania, to brak kilku treningów spowodował, że również w kolejnym spotkaniu już na własnym parkiecie King uległ Polpharmie. Po tym spotkaniu szczecinianie mieli jednak dłuższą przerwę, by przygotować się do potyczki w Dąbrowie Górniczej.

 

Zbytnio nie przeszkadzali

I już pierwsze minuty starcia z MKS-em pokazały, że ten dodatkowy czas był zbawienny dla koszykarzy z Pomorza Zachodniego. Od samego początku prezentowali oni dobrą dyspozycję w ataku, trafiając kolejne rzuty. Inna sprawa, że dąbrowianie nie za mocno im przeszkadzali. Mnożyły się proste błędy w komunikacji w defensywie, czy też brak zastawienia przy niecelnych rzutach rywali. Widząc sporą niemoc dąbrowian trener gości sporo rotował składem, by cały czas utrzymywać intensywne tempo gry w ataku. Na całe szczęście dla miejscowych ich strata po pierwszej kwarcie wynosiła tylko pięć punktów (23:28), a to za sprawą tego, że przynajmniej w ataku koszykarze Anzulovicia prezentowali spory wachlarz możliwości, dzięki czemu nie mieli problemów z umieszczaniem piłki w koszu. W końcu udało się też poprawić grę pod własnym koszem i od razu znalazło to odzwierciedlenie w wyniku. W połowie drugiej kwarty gospodarze objęli nawet na moment prowadzenie (33:32). Od tego momentu na parkiecie trwała zacięta rywalizacja, ale cały czas minimalnie lepsi byli przyjezdni. Najskuteczniejszy w szeregach Kinga był Robert Skibniewski i to reprezentant Polski drugim rzutem zza łuku w tym meczu wyprowadził swój zespół na cztery punkty przewagi (45:41) po 20 min. gry.

 

Defensywa poprawiona

Sytuacja na parkiecie diametralnie odmieniał się po przerwie. MKS przede wszystkim poprawił grę w defensywie i rywale nie mieli już tylu łatwych okazji do zdobywania punktów. Z kolei pod drugim koszem dąbrowianie nadal prezentowali wysoką skuteczność i to pozwoliło stopniowo budować przewagę. Bardzo dobrze w polu trzech sekund prezentowali się Jakub Parzeński i Jeremaiah Wilson. W odpowiednich monetach ciężar zdobywania punktów brał także Kerron Johnson, który skutecznie zakończył kilka akcji, kiedy kończył się czas na rozegranie akcji. Ostatecznie po trzech kwartach dąbrowianom udało się zbudować solidną, bo 12-punktową zaliczkę (72:60). Niestety, wypracowanie przewagi gospodarze okupili urazami dwóch zawodników. Stłuczenia kolana doznał Witalij Kowalenko, a chwilę później poturbowany został Marcin Piechowicz i urazem barku także opuścił parkiet. Na całe szczęście ten pierwszy zacisnął zęby i zdołał wrócić do gry, a w kluczowym momencie czwartej części meczu, kiedy King odrabiał straty, popisał się celną „trójką” (78:68). Gości to nie podłamało i dalej konsekwentnie dążyli do wyrównania. Tylko dzięki rzutom wolnym zdobyli siedem kolejnych „oczek” i ponownie zrobiło się nerwowo. Na całe szczęście dla miejscowych w kolejnej akcji skuteczną dobitką popisał się Parzeński, a w umiejętny sposób dał się sfaulować Johnson. Z linii rzutów wolnych zdobył dwa punkty, a po drugiej stronie parkietu zza łuku chybił Skibniewski i stało się jasne, że dąbrowianie nie wypuszczą już z rąk kolejnych ważnych dwóch punktów oraz wygrają odpowiednią liczbą „oczek”.

 

MKS DĄBROWA GÓRNICZA - KING SZCZECIN 90:79 (23:28, 18:17, 31:15, 18:19)

 

DĄBROWA G.: Kerron Johnson 16 (1x3), Piechowicz, Wołoszyn 16 (1x3), Szymański 7, Parzeński 16 - Wilson 13 (2x3), Kowalenko 9 (1x3), Pamuła 7, Wesley 4 (1x3), Wieczorek. Trener Drażen ANZULOVIĆ.

SZCZECIN: Skibniewski 11 (2x3), Robinson 21 (1x3), Dutkiewicz 8 (1x3), Releford 8 (1x3), Knowles 2 - Kikowski 9 (1x3), Garbacz 7, Robbins 6, Michał Nowakowski 5 (1x3), Łukasiak 2. Trener Marek ŁUKOMSKI.

 

Z tej samej kategorii