Dąbrowianie rozbili rywali i zgłaszają aspiracje do czołówki

Mecz z Kingiem Szczecin dla MKS-u był dopiero drugim występem MKS-u Dąbrowa Górnicza w tym sezonie. Co innego goście. Ci wybiegli na parkiet już po raz czwarty.

MKS Dabrowa Gornicza - King Szczecin
 fot. Lukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Na swoim koncie mają m.in. zwycięstwo z mistrzem Polski, Stelmetem BC Zielona Góra. Swoją dobrą dyspozycję z ostatniej kolejki chcieli podtrzymać w Dąbrowie Górniczej. Nic z tego, gospodarze od początku rzucili się na rywali. Niezwykle aktywni byli D.J. Shelton i Paulius Dambrauskas. Dzięki nim miejscowi objęli prowadzenie 7:2. Szczecinianie wprawdzie zdołali odrobić straty, wyszli nawet na prowadzenie 98, ale za chwilę MKS zanotował serię 14 punktów z rzędu i emocje praktycznie się skończyły. Spora w tym zasługa Sheltona oraz Witalija Kowalenki, który w pierwszym meczu tego sezonu trafił wszystkie dziewięć rzutów. Tym razem raz się pomylił, ale po swoim niecelnym rzucie od razu poszedł na zbiórkę i zdobył punkty.
Dąbrowianie w kolejnych kwartach nie grali a tak dynamicznie, ale kontrolowali wydarzenia na parkiecie, nawet wówczas gdy na parkiecie przebywali rezerwowi. W pewnym momencie przewaga MKS-u wzrosła nawet do 20 punktów (38:18).
W drużynie gości po pierwszych 20 minutach pretensji nie można było mieć w zasadzie tylko do jednego zawodnika. Tauras Jolega zanotował na swoim koncie siedem punktów i zebrał cztery piłki. Zupełnie bez formy był za to lider Kinga, Paweł Kikowski, który spudłował wszystkie cztery rzuty.
Po przerwie na chwilę zrobiło się nerwowo. Z powodu pięciu przewinień parkiet musiał opuścić Jakub Parzeński, do tego King trafił w krótkim odstępie czasu dwa razy zza łuku (47:55) i trener Jacek Winnicki natychmiast poprosił o przerwę. Ta przyniosła oczekiwany skutek, bo dąbrowianie zaraz po wznowieniu gry zaprezentowali efektowną akcję, którą po podaniu Piotra Pamuły zakończył wsadem Shelton. Kolejne skuteczne akcje spowodowały, że przewaga gospodarzy powróciła do bezpiecznej wielkości (66:52).
Przyjezdni walczyli jednak do końca. W najbardziej ofensywnej kwarcie w tym meczu oba zespoły skupiły się głównie na ataku i piłka raz za razem wpadała do kosza. Po kontrze w wykonaniu Martynasa Paliekunasa zniwelowali straty do pięciu „oczek” (63:68), a gdyby Kikowski miał lepiej nastawiony celownik, wynik byłby jeszcze lepszy dla gości. Trener Winnicki poprosił o kolejny czas. I znów przyniósł on pożądany skutek.

 

MKS DĄBROWA GÓRNICZA - KING SZCZECIN 84:73 (22:8, 16:14, 17:19, 29:32)


DĄBROWA GÓRNICZA: Massamba 3 (1x3), Dambrauskas 13 (2x3), Wołoszyn 5, Shelton 24 (1x3), Parzeński 4 - Broussard 20, Kowalenko 9 (2x3), Pamuła 3 (1x3), Kucharek 2 Gabiński 1. Trener Jacek WINNICKI.
SZCZECIN: Kowalczyk 13 (1x3), Paliukenas 7 (1x3), Kikowski 10 (1x3), Jogela 14 (1x3), Harris 4 - Gavin 11 (1x3), Diduszko 9, Bartosz 4, Desiatnikow 1. Trener Mindaugas BUDZINAUSKAS.

 

Z tej samej kategorii