Na razie zbierają zwycięstwa

Nie jesteśmy faworytem ligi - asekuruje się trener Jacek Winnicki. Ale MKS Dąbrowa Górnicza jest objawieniem rozgrywek PLK.

MKS - Anwil
 fot. Piotr Kieplin  /  źródło: Pressfocus

Koszykarzom z Zagłębia Dąbrowskiego sezon układa się rewelacyjnie. Z dwunastu meczów wygrali aż dziesięć. We własnej hali nie doznali porażki, choć gościli mistrza kraju Stelmet BC Zielona Góra, wicemistrza Polski Cukier Toruń czy liderujący Anwil Włocławek.
Po raz ostatni przegrali 28 października w Starogardzie Gdańskim z Polpharmą.
Po 12 kolejkach, z takim samym dorobkiem jak Anwil, przewodzą ligowej stawce. I o ile postawa włocławian nikogo nie zdziwiła, bo typowany był do czołowych miejsc, o tyle miejsce i styl MKS-u jest już sensacją.
Owszem, to zespół mający w kadrze świetnych i uznanych graczy, jak Piotr Pamuła, Bartłomiej Wołoszyn, Jakub Parzeński (w jednym ze spotkań doznał kontuzji i w tym sezonie już nie wystąpi) czy wreszcie Witalij Kowalenko, ale do potencjału czołowych ekip w kraju wciąż mu trochę brakuje.

 

Trafili z transferami
Skąd więc tak dobra postawa? - Do każdego meczu podchodzimy w ten sam sposób, zawsze liczymy na sukces. Każda z wygranych - może z wyjątkiem jednej - była ciężko wywalczona, nie przyszła nam łatwo. Najważniejsze to umieć grać jako zespół, bo wtedy jesteśmy w stanie coś osiągnąć. Jeżeli będziemy grali indywidualnie, natychmiast zostaniemy sprowadzeni na ziemię, bez względu na to, z kim gramy - przyznaje Winnicki.
Dąbrowianie trafili z transferami. Gwiazdą ligi okazuje się być D.J. Shelton. Amerykanin błyskawicznie zaaklimatyzował się w Dąbrowie Górniczej. Statystyki ma wyborne - w każdym z dotychczasowych meczów zdobywał średnio 17,2 pkt oraz miał 10,7 zbiórki. W tym drugim elemencie jest najlepszy w lidze. Świetne recenzje zbierają też kolejny Amerykanin, Aaron Broussard, Litwin Paulius Dambrauskas i rozgrywający najlepszy sezon w karierze Bartłomiej Wołoszyn, który wyrasta na lidera polskiej części składu.

 

Problem koncentracji
Nie oznacza to, że MKS nie ma problemów. Koszykarze nie potrafią utrzymać pełnej koncentracji przez 40 minut. W ostatnim meczu z Legią Warszawa o mało nie skończyło się to katastrofą. Choć przez większość spotkania utrzymywali około 10-punktowe prowadzenie, w końcówce dali dojść rywalowi na cztery „oczka”.
- Momentami graliśmy naprawdę dobrą koszykówkę, na pięć minut przed końcem meczu prowadziliśmy różnicą dwunastu punktów, a mimo to pozwoliliśmy Legii wrócić do gry. Najważniejsze, że wygraliśmy, ale musimy wyciągnąć wnioski z takich spotkań - przyznaje Winnicki.

 

Twardo po ziemi
Szkoleniowiec MKS-u zdaje sobie sprawę, że to dopiero początek sezonu i jeszcze wiele może się zmienić. - Nie jesteśmy faworytami ligi, tylko zbieramy zwycięstwo za zwycięstwem. Musimy twardo stąpać po ziemi. Udało się nam wygrać dwa spotkania z czołówką ligi i obroniliśmy w nich swój parkiet - ocenia Winnicki.
W poprzednim roku, pracując w Toruniu, szkoleniowiec też zaliczył świetny start, notując z Polskim Cukrem 11 kolejnych wygranych, a potem doprowadził go do wicemistrzostwa Polski.

 

Z tej samej kategorii