Lider w nagrodę, jak znakomity prezent na Święta

Dąbrowianie z ósmym kolejnym zwycięstwem. Dzięki pokonaniu Asseco Gdynia zostali nowym liderem rozgrywek, po raz pierwszy w historii.

MKS Dabrowa Gornicza - Asseco Gdynia
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Trwa znakomita passa podopiecznych trenera Jacka Winnickiego. Po raz ostatni przegrali blisko dwa miesiące temu w Stargardzie Gdańskim z Polpharmą. O tamtej pory kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa i nie ważne czy na ich drodze staje potentat, jak Anwil Włocławek, czy zespół o znacznie niższej renomie jak Czarni Słupsk.
Asseco też nie okazało się dla nich przeszkodą nie do przejścia. W wygranej nie przeszkodził im brak Pauliusa Dambrauskasa. Udany debiut zaliczył za to Aleksandar Mladenović. Serb ma w drużynie zastąpić Jakuba Parzeńskiego, który z powodu urazu w tym sezonie już nie zagra. Już w pierwszym spotkaniu pokazał, że powinien być silnym punktem zespołu. Grał twardo i nieustępliwie. Zdobył 13 punktów i miał 3 zbiórki. Gwiazdą wieczoru był jednak D.J. Shelton. Po raz kolejny spisał się wybornie. Mecz zakończył z szóstym z kolei i dziesiątym w sezonie double-double. Tym razem rzucił 26 pkt oraz dodał do tego 10 zbiórek. Nie jego zdobycze punktowe zrobiły wczoraj największe wrażenie. Pod koniec pierwszej połowy popisał się efektownym wsadem, godnym NBA, wywołując prawdziwy aplauz na trybunach. Otrzymał piłkę od Aarona Broussarda i umieścił piłkę w koszu, przeskakując nad jednym z rywali. A do tego był jeszcze faulowany. Takie akcje kompletnie odbierały ochotę do gry rywalom.
Początkowo jednak nic nie zapowiadało dominacji dąbrowian. Wprawdzie dwie pierwsze „trójki” trafił Piotr Pamuła, ale potem gracze Asseco dotrzymywali kroku rywalom. Po rzucie zza linii 6,75 m Przemysława Żołnierewicza zdołali nawet „odskoczyć’ na pięć punktów (25:20). A potem nastąpił koncert gospodarzy, którzy rozpędzali się z minuty na minutę. Przede wszystkim przyspieszyli grę. Zaczęli też lepiej bronić i grać uważniej. Wystrzegali się błędów. W całym spotkaniu popełnili tylko trzy straty! To wynik rzadko spotykany nie tylko na parkietach. Do niezawodnego Sheltona dołączyli Broussard i Bartłomiej Wołoszyn. Nie tylko punktowali, ale też asystowali i zbierali.
Ostatni remis był w 17 minucie (35:35). Na przerwę schodzili mając już 10 „oczek” więcej niż rywale. W drugiej połowie, choć przyjezdni szarpali i starali się walczyć, jeszcze powiększyli przewagę. W czwartej kwarcie urosła ona do ponad 20 punktów i mecz był rozstrzygnięty.

 

MKS Dąbrowa Górnicza – Asseco Gdynia 101:74 (20:25, 30;15, 25:21, 26;13)


DĄBROWA GÓRNICZA: Broussard 13 (1x3), Gabiński 2, Pamuła 8 (2x3), Wołoszyn 14 (2x3), Shelton 26 (2x3) – Novak 9 (1x3), Kowalenko 9 (2x3), Kucharek 6, Mladenović 13, Wieczorek 1. Trener Jacek WINNICKI.
GDYNIA: Ponitka 10, Szubarga 11 (3x3), Put 12 (1x3), Garbacz 11 (3x3), Wyka 4 – Żołnierowicz 12 (2x3), Kołodziej 2, Kamiński, Szczotka 6, Leszczyński, Witliński 6, Jankowski. Trener Przemysław FRASUNKIEWICZ.

 

Z tej samej kategorii