Kibice GTK Gliwice dopisali. Koszykarze już nie

Pod względem organizacyjnym debiut GTK Gliwice we własnej hali wypadł okazale. Zabrakło tylko wisienki na torcie, czyli zwycięstwa.

GTK Gliwice - Anwil Wloclawek
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Działacze beniaminka Polskiej Ligi Koszykówki musieli włożyć sporo trudu, by w zaledwie miesiąc przygotować Centrum Sportowo-Kulturalne „Łabędź” do występów w ekstraklasie.

 

Przypomnijmy, w pierwotnym założeniu GTK miał występować w hali treningowej nowopowstałego obiektu, który miał spełniać wszystkie wymagania ligi. Niestety, roboty wykończeniowe się przeciągają i klub musiał znów skorzystać z popularnego „Łabędzia”, w którym rozgrywał swoje mecze w I lidze.

 

Debiut PLK w Gliwicach pod względem organizacyjnym wypadł okazale, a co najważniejsze dopisali kibice. Do ostatniego miejsca – 800 – wypełnili powiększone trybuny.

 

- To cieszy, że w końcu skończyliśmy wojaże po kraju – cieszył się Robert Skibniewski, rozgrywający GTK. - Dziękujemy kibicom za tak liczne przybycie i stworzenie wspaniałej atmosfery. Liczymy na takie same wsparcie również w kolejnych spotkaniach – podkreślał Łukasz Ratajczak, który występ przeciwko Anwilowi Włocławek, jako nieliczny w szeregach GTK, może zaliczyć do udanych. Rezerwowy środkowy, wobec kontuzji Pawła Zmarlaka, spędził na parkiecie blisko 17 minut, w trakcie których zdobył 13 punktów i zebrał 4 piłki.

 

Koledzy, niestety, nie dostosowali się do jego poziomu. Sporo do życzenia pozostawiała gra zawodników obwodowych. Jonathan Williams, Quinton Hooker i Damian Pieloch pudłowali jednak na potęgę. W sumie trafili tylko jeden rzut z 14 oddanych! - Nie wiem czym było to spowodowane. W swojej hali przeciwnik w rzutach z dystansu ma prawie 50 procent, a my zaledwie 18 – nie mógł uwierzyć trener GTK, Paweł Turkiewicz. - To bardzo zastanawiające, dlaczego mieliśmy taki problem. Mógłbym zrozumieć brak skuteczności jednego czy dwóch zawodników, ale tutaj praktycznie nikt nie trafiał. Jedyny Maverick Morgan zrobił swoją robotę – dodał rozgrywający beniaminka, Robert Skibniewski, który w tym sezonie zaliczył już trzeci występ bez żadnej zdobyczy punktowej.

 

Gra gliwiczan mogła się podobać tylko w pierwszej kwarcie, potem zaczęła się uwidaczniać dominacja Anwilu. - Rywale zagrali na poziomie swojego potencjału. My staraliśmy się im dotrzymać kroku, ale udało się to tylko w pierwszej kwarcie. Potem zaczęliśmy popełniać coraz więcej prostych błędów – zaznaczył. Turkiewicz.

 

Teraz przed gliwiczanami kolejne mecze przed własną publicznością, z Anwilem Włocławek, Polskim Cukrem Toruń o BM Slam Stalą Ostrów Wlkp., a na początku roku seria dziewięciu spotkań, być może już we właściwej hali.

 

Z tej samej kategorii