Dla MKS-u Dąbrowa Górnicza nastał czas prawdy

Anwil Wloclawek - MKS Dabrowa Gornicza
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Batalia o awans do play offu wkracza w decydującą fazę. By utrzymać miejsce w ósemce, do dobrej dyspozycji we własnej hali ekipa Drażena Anzulovicia musi dołożyć zwycięstwa na wyjeździe. Dziś o 19.00 rozpocznie mecz w Lublinie.

Gra w play offie - wystąpi w nim osiem najlepszych drużyn - to główny cel MKS-u na ten sezon. Wszystko wskazuje na to, że dąbrowianie będą się o to bić do ostatniej kolejki. Sytuacja jest trudna, a zespołów liczących się w walce multum. Na 6 kolejek przed zakończeniem fazy zasadniczej, praktycznie tylko cztery zespoły mogą spokojnie myśleć o dalszej części sezonu. Są to: Stelmet BC Zielona Góra, BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski, Anwil Włocławek i Polski Cukier Toruń, choć ten akurat znajduje się w sporym dołku.

 

Gra do końca
O pozostałe cztery miejsca rywalizuje aż osiem ekip, więc dąbrowianie niczego nie mogą być pewni, tym bardziej, że mają problemy na wyjazdach. Z zespołów walczących o play off w roli gości radzą sobie najsłabiej. Z jedenastu spotkań przegrali aż osiem. Kilku z nich nie musieli jednak przegrać. Drażenowi Anzuloviciowi, trenerowi MKS-u, z pewnością po nocach śnią się starcia w Koszalinie, gdzie jego zespół prowadził już różnicą 17 punktów czy też w Gdyni, gdzie na minutę przed końcem jego podopieczni mieli aż o 9 „oczek” więcej, a mimo to przegrali. Jeśli dołożymy do tego spotkania w Szczecinie czy Włocławku, w których jeszcze w czwartej kwarcie MKS prowadził, by nie zdobyć komplet punktów, to tworzy nam się całkiem pokaźny „bagaż”, który przy choćby części zwycięstw znacznie zmieniłby jego sytuację.

 

Niezadowolony trener
A tak nawet ostatnia wysoka wygrana z Siarką Tarnobrzeg nic nie zmieniła. Ten mecz po prostu trzeba było wygrać. Radości nie było też widać na obliczu Anzulovicia, który nie krył rozczarowania. - Mam pretensje do zespołu, że nie potrafił utrzymać wypracowanej przewagi - przyznał szkoleniowiec MKS-u, nawiązując do sytuacji, w której po wysoko wygranej pierwszej kwarcie jego zespół wyraźnie spuścił z tonu. - Tak nie gra klasowy zespół. Przy innym przeciwniku mogłoby się to źle skończyć - grzmiał, wskazując jednocześnie na zawodników rezerwowych, którzy nie dali - w jego opinii - odpowiedniej jakości. Za mecz z Siarką wyróżnił tylko dwóch graczy. - Jestem zadowolony z postawy Kerrona Johnsona, który zagrał jak prawdziwy rozgrywający. Również jego zmiennik, Patryk Wieczorek, zaprezentował się z dobrej strony - dodał.

 

Odrabianie zaległości
Dalszych pochwał nie było. Szkoleniowiec za to już myślał o dzisiejszym, wyjazdowym, zaległym starciu z TBV Startem Lublin (początek o 19.00). Je też bezwzględnie należy wygrać, choć łatwo nie będzie. Lublinianie w weekend mocno postawili się PGE Turowowi Zgorzelec. W pewnym momencie prowadzili nawet 20 punktami. Być może drużynę wzmocni Piotr Pamuła, który z powodu urazu pleców nie zagrał przeciwko Siarce. - Musimy przede wszystkim zagrać zespołowo. Jeśli będziemy umiejętnie dzielić się piłką, tak jak miało to miejsce w ostatnim meczu, to na kolejne występy możemy patrzeć z optymizmem - przyznawał Marcin Piechowicz, który pod nieobecność Pamuły wyszedł w pierwszej piątce i popisał się czterema celnymi rzutami z dystansu, nie myląc się ani razu.Tego typu prób będzie bez wątpienia potrzebował jego zespół w Lublinie, gdzie w tym sezonie przegrała m.in. Rosa Radom.

Z tej samej kategorii