Z czołówką Europy nie mamy co się porównywać

Mirosław Orczyk
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Finał mistrzostw Europy kobiet sędziował Polak, tańczyły cheerleaderki z Wrocławia... Zabrakło polskiej koszykówki – z goryczą w głosie mówi Mirosław Orczyk, szkoleniowiec JAS-FBG Zagłębie Sosnowiec, który na żywo oglądał zmagania MW w Czechach.

Michał MICOR: - Złoto nadspodziewanie łatwo po raz trzeci w historii wywalczyła Hiszpania. Zaskoczony jest pan aż taką przewagą tej drużyny?
Mirosław ORCZYK: - Czy zaskoczony? Raczej nie. W Hiszpanii od lat jest świetne szkolenie, Hiszpanki należą do europejskiej czołówki i to w Czechach potwierdziły. Były poza zasięgiem. W finale Francuzki w zderzeniu z hiszpańskim obwodem okazały się bez szans. Można powiedzieć, że obwód wygrał ze środkiem.

A gra Belgii, która mistrzostwa zakończyła z brązem, zrobiła na panu wrażenie? Ta drużyna w eliminacjach nie dała przecież żadnych szans biało-czerwonym.
Mirosław ORCZYK: - Belgijki pokazały fantastyczny basket. W ostatnich latach zrobiły ogromny postęp. Aż miło się patrzyło na ich grę, a przecież można powiedzieć, że to myśmy uczyli je koszykówki. Teraz role się odwróciły.
W Belgii postawiono na szkolenie młodzieży, obrano pewien system i teraz mają tego efekt. Umiejętnie połączono młodość z doświadczeniem. Wciąż gwiazdą drużyny jest 36-letnia Ann Wauters, ale od kilku lat głośno jest też o Kim Mestdagh, Emmie Meesseman czy Kyarze Linskens.

W mistrzostwach zabrakło naszej drużyny. Europa daleko nam uciekła?
Mirosław ORCZYK:- Najlepsze drużyny są daleko przed nami. Z Hiszpanią, Francją, Belgią czy Grecją niestety nie mamy się co porównywać. Ale ogólnie poziom mistrzostw był średni, wyrównany, bez żadnych fajerwerków. Zaskoczyła niska skuteczność i nie wynikała ona z twardej obrony. Być może zawodniczki sparaliżowała presja. W naszej lidze jest inna koszykówka. Zdecydowanie większy akcent stawia się na brutalną obronę. Mówię, że nasza koszykówka to piłka ręczna. W mistrzostwach tego nie ma. Zawodniczki się szanują i mogą w pełni pokazać swoje umiejętności. Nikt ich bowiem nie szarpie, nie przewraca.
Przykro, że w Czechach zabrakło Polek. Wydaje mi się, że sportowo wcale nie odbiegamy od Białorusi, Węgier, Słowacji czy Czech. Jestem przekonany, że nasze koszykarki stać byłoby nawet na włączenie się do walki o szóste miejsce, a tym samym zapewnić sobie grę w mistrzostwach świata.
Powiem przewrotnie, że finał sędziował Polak (pochodzący z Krakowa Janusz Calik - przyp. red), tańczyły w nim cheerleaderki z Wrocławia, a nie było polskiej koszykówki.

Dlaczego więc dlaczego biało-czerwone w ogóle nie pojechały do Czech?
Mirosław ORCZYK: - W ostatnim czasie w wielu krajach doszło do zmiany pokoleniowej, ale w żadnym z nich nie zrobiono takiego manewru jak u nas, odmładzając w 100 procentach drużynę narodową. To był strzał w stopę. Nie da się bowiem stworzyć reprezentacji na samych dzieciach lub na samych starszych zawodniczkach. Potrzebna jest równowaga. We Włoszech gwiazdą jest 21-letnia Cecilia Zandalasini, ale obok siebie ma doświadczone zawodniczki, które równoważą młodzieńczą fantazję. U nas tego nie ma. Jeśli mogą grać w Belgii 36-letnia Ann Wauters, w Grecji 38-letnia Evanthia Maltsi, Hiszpanii 37-letnia Laia Palau, czy we Francji 34-letnia Celine Dumerc, to dlaczego u nas rezygnuje się z doświadczonych zawodniczek? Oczywiście były różne przyczyny ich absencji, niektóre same zrezygnowały, innych trenerzy nie chcieli, ale to jest zadanie Polskiego Związku Koszykówki, by je przekonać do gry z orzełkiem na piersi. Świetny duet mogłyby np. stworzyć doświadczona Ewelina Kobryn i młoda Angelika Stankiewicz.
Podczas mistrzostw znalazł pan kandydatki do gry w „Jaskach”]
Mirosław ORCZYK: - Wiele dziewczyn mi się podobało i wiele z nich chciałbym w Sosnowcu. Nie jest to jednak nasz poziom finansowy. Większość z nich gra we Francji, Włoszech, Turcji... Nie możemy się z nimi równać.

Z tej samej kategorii