Stracona szansa GTK Gliwice. Nie tego się spodziewali

Na czterech meczach zakończyła się zwycięska seria GTK Gliwice. Zimny prysznic przyszedł w najmniej spodziewanym momencie, w spotkaniu z outsiderem rozgrywek, Legią Warszawa.

GTK Gliwice - Legia Warszawa
 źródło: Pressfocus

W poprzednim sezonie na parkietach pierwszej ligi Legia wygrała wszystkie - w sumie pięć - spotkania z GTK. Warszawianie boleśnie przekonali się jak wiele może się zmienić w ciągu zaledwie kilku miesięcy. W ekstraklasie przegrywali wszystko i na nic zdawały się roszady na trenerskim stanowisku i wśród zawodników. Legia w szybkim tempie zmierzała do I ligi i tak naprawdę uratowało ją tylko to, że z rozgrywek wycofali się Czarni Słupsk. To zresztą był jedyny zespół, z którym podopieczni Tane Spaseva zdołali wygrać do meczu w Gliwicach. Dlatego na Górnym Śląsku nikt nie zakładał, że coraz lepiej radzący sobie w elicie gliwiczanie przegrają rywalizację beniaminków.

 

O tym, że lider warszawian Anthony Beane może być sporym zagrożeniem dla gliwickiej defensywy wiedziano już przed meczem. Plan zresztą zakładał, że Amerykanin może trafiać seryjnie, ale należy przede wszystkim ograniczyć działania pozostałych zawodników. - No i sporo krzywdy wyrządzili nam Michał Kołodziej i Hunter Mickelson. Uczulałem na to moich zawodników, ale niestety to nie pomogło - przyznaje trener GTK Paweł Turkiewicz. - Po przerwie spowodowanej brakiem meczu z Czarnymi forma rzutowa drużyny też nie była najlepsza. Słabo rzucaliśmy z dystansu, mieliśmy zaledwie 25 procent trafionych rzutów za trzy punkty. Nie miał swojego dnia Lukas Palyza, który bardzo pomagał w ostatnich spotkaniach, ale tym razem już nie był tak skuteczny - dodaje szkoleniowiec.

 

Gliwiczanie zagrali przeciwko Legii bez doświadczonego Roberta Skibniewskiego, ale akurat jego nieobecność wypełnił Quinton Hooker. Amerykański rozgrywający zaliczył najlepszy występ w Energa Basket Lidze i zanotował imponujące triple-double. Złożyło się na nie 20 punktów, 16 asyst i 13 zbiórek. Co więcej, to właśnie ten zawodnik po specjalnie chybionym rzucie wolnym zebrał piłkę i dobił rzut, zapewniając w nieprawdopodobnych okolicznościach remis dający dogrywkę. W niej jednak królował już Beane i to Legia ostatecznie wygrała po raz drugi w sezonie.

 

- To było jak jazda na rollercosterze - w górę i w dół. Raz to my prowadziliśmy, a za chwilę rywale. Spudłowaliśmy wiele prostych rzutów, a oni mieli tego niesamowitego Beane’a - ze smutkiem w głosie mówił Quinton Hooker, który po porażce zespołu nie mógł w pełni cieszyć się swoim sukcesem.

 

Co ciekawe, wyczyn Amerykanin to dopiero 10. triple-double w historii Polskiej Ligi Koszykówki. Pierwszym, historycznym popisał się Tyrone Barksdale, ówczesny zawodnik Zagłębia Sosnowiec. Ta sztuka udała się także innemu przedstawicielowi naszego regionu. Jego autorem był Daune Cooper, broniący barw Pogoni Ruda Śląska.

 

Przed GTK teraz aż trzy tygodnie przerwy. - Zabieramy się do pracy i zrobimy wszystko, by w meczu z Asseco Gdynia pokazać, iż przegrana z Legią była tylko wypadkiem przy pracy. Kolejny raz okazało się, że liga jest nieobliczalna i każdy może wygrać z każdym - wyjaśnia trener gliwiczan. Jego podopieczni nadal mają o co walczyć, bo choć cel w postaci utrzymania został już zrealizowany, to klubowi działacze myślą już powoli o kolejnym sezonie i bacznie przyglądają się zawodnikom w kontekście ewentualnego przedłużenia umowy.

Z tej samej kategorii