Lokomotywa ruszyła

GTK Gliwice wygrało po raz trzeci z rzędu. W tym momencie beniaminek ekstraklasy nie musi już spoglądać w dół ligowej tabeli, a raczej może nieśmiało zerkać w górę.

Asseco Gdynia - GTK Gliwice
 źródło: Pressfocus

W pierwszej rundzie rozgrywek gliwiczanie na własnym parkiecie zagrali tylko cztery mecze. Pozostałe 12 odbyło się na parkietach rywali i bilans 4 zwycięstw oraz 12 porażek specjalnie nikogo nie dziwił. Wszyscy zastanawiali się, czy grając już u siebie podopieczni Pawła Turkiewicza będą prezentować lepsze oblicze, czy jednak na dobre utkną w grupie drużyn walczących o ligowy byt. Odpowiedź nadeszła już pod koniec stycznia. Z pierwszych czterech spotkań drugiej rundy GTK wygrało trzy i powoli zaczęło gonić grupę zespołów walczących o play off. Co ciekawe, oprócz zwycięstwa z ówczesnym bezpośrednim sąsiadem w ligowej tabeli, AZS-em Koszalin, koszykarze z Górnego Śląska ograli także faworyzowane zespoły Rosy Radom i PGE Turowa Zgorzelca. Tych pierwszych różnicą aż 23 punktów, co wzbudziło szczególny podziw. - Tworzymy historię. Gliwice nie miały do tej pory drużyny na tym poziomie rozgrywkowym i dla nas każda wygrana w tym debiutanckim sezonie jest wielką sprawą - zaznacza Paweł Turkiewicz, szkoleniowiec beniaminka, który potrzebował czasu, by w ramy taktyczne wkomponować trzech Amerykanów, bezpośrednio po amerykańskich uczelniach.
Świetna seria gliwiczan może trwać dalej. Już w najbliższą niedzielę mają zagrać z Czarnymi Słupsk, o ile zespół nie wycofa się z rozgrywek (być może ostateczna decyzja w tej kwestii zapadnie już dziś), a następnie z Legią Warszawa. W obu tych pojedynkach GTK będzie faworytem, a ewentualne zwycięstwa mogą znacząco przybliżyć zespół do grupy drużyn walczących o czołową ósemkę. - Jak powiedział w szatni nasz kolega Łukasz Ratajczak, lokomotywa ruszyła - z uśmiechem przyznaje Marek Piechowicz, który przeciwko PGE Turowowi rozegrał najlepszy mecz sezonu. Skrzydłowy zdobył 13 punktów i zebrał 6 piłek, ale przede wszystkim wykonał ogromną pracę w obronie. Przez długi czas wyłączył z gry najlepszego strzelca rywala, Camerona Ayersa. - Udało nam się zrealizować zalecenia trenera. Nasza obrona funkcjonowała bardzo dobrze. Zatrzymaliśmy tak ofensywnie usposobiony zespół jak PGE Turów na zaledwie 78 punktach. Mieliśmy też dobre fragmenty gry w ataku - dodaje zawodnik, który wrócił do ekstraklasy po trzech latach przerwy. - Popełniliśmy w całym meczu tylko sześć strat. To bardzo dobry wynik, pokazujący że nie było nonszalancji w grze mojego zespołu, a zawodnicy podejmowali świadome decyzje - z zadowoleniem podkreśla Turkiewicz.
Jeśli najbliższe dwa mecze GTK wygra, to wówczas - po przerwie w rozgrywkach na turniej finałowy Pucharu Polski oraz występy reprezentacji - przystąpi do pojedynków z drużynami bezpośrednio walczącymi o czołową ósemkę. Będą to Asseco Gdynia oraz TBV Start Lublin i co najważniejsze, oba te spotkania zostaną rozegrane w Gliwicach. Utrzymanie obecnej dyspozycji powinno pozwolić nawiązać równorzędną walkę z tymi zespołami. - Twardo stąpamy po ziemi. Nie wybiegamy w przyszłość i dla nas liczy się każdy najbliższy mecz. Cały czas uczymy się gry na tym szczeblu rozgrywek i mam świadomość tego, że jeszcze nieraz możemy przeżywać trudne momenty - przytomnie zauważa szkoleniowiec beniaminka, któremu doświadczenia na poziomie ekstraklasy odmówić nie można. GTK to już piąty klub, który pochodzący z Wrocławia trener prowadzi w najwyższej klasie rozgrywkowej. Latem poprzedniego roku podpisał trzyletnią umowę, a to oznacza że w Gliwicach wiążą z tym szkoleniowcem swą przyszłość i powierzono mu budowę drużyny, która z roku na rok ma się stawać coraz silniejsza.

 

Z tej samej kategorii