Deja vu nie było

GTK Gliwice po raz pierwszy w historii wygrało dwa razy z rzędu w ekstraklasie i jest coraz bliżej utrzymania.

Asseco Gdynia - GTK Gliwice
 fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Mecz AZS-em Koszalin gliwiczanie zaczęli ze sporym animuszem. Szybko objęli 12-puktowe prowadzenie i... zaczęły się problemy. Wrócił koszmar z niedawnego spotkania z Miastem Szkła Krosno, w którym też wygrywali, by na koniec ponieść klęskę. - Po I połowie mieliśmy małe deja vu. Powiedziałem w szatni, że jeżeli tego nie poprawimy, to będzie ciężko. Zespół z Koszalina jest bardzo niewygodny. Każdy rzuca za 3 i trzeba być bardzo skoncentrowanym, by nie pozwolić się rywalom otworzyć - mówił Paweł Turkiewicz, trener GTK.

 

- W szatni była ostra reprymenda, bo po i odsłonie - choć prowadziliśmy - to istniało zagrożenie, że powtórzy się scenariusz z meczu z Krosnem - przyznał Kacper Radwański, rzucający gliwickiego zespołu.

 

Na kłopoty Radwański
Niewiele brakowało, a słowa szkoleniowca byłyby prorocze. W pewnym momencie Jakub Dłoniak, który swego czasu był królem strzelców ekstraklasy, rozstrzelał się jednak na dobre i AZS wyszedł na prowadzenie. Tym razem jednak Turkiewicz miał w swojej talii dżokera. Był nim Radwański, który - choć w I połowie wszedł na parkiet jako ostatni i zagrał tylko dwie minuty - po przerwie okazał się cichym bohaterem. - Dostałem jasno sprecyzowane zadanie. Miałem zatrzymać Dłoniaka, któremu nie można zostawić nawet kawałka wolnego miejsca - wyjaśnił zawodnik i najdłuższym stażu w GTK. Misja zakończyła się sukcesem. Odkąd strzelcem AZS-u „zaopiekował” się Radwański, ten nie trafił już ani razu. Gliwiczanin nie ograniczył się jednak tylko do obrony. Na początku IV kwarty trafił ważną „trójkę”, która pozwoliła dać chwilę wytchnienia jego drużynie. - Po bardzo dobrym meczu w ataku z Rosą Radom liczyłem się z tym, że trudno będzie nam powtórzyć taką samą dyspozycję. Musieliśmy poszukać innych sposobów na zwycięstwo. Dobrze broniliśmy i to dało nam cenne punkty - zauważył Turkiewicz.

 

Snajper Palyza
Ojcem zwycięstwa nad AZS-em był jednak przede wszystkim Lukas Palyza. Wziął na siebie ciężar zdobywania punktów w ostatniej kwarcie, zapisują nich ich aż 19! Po meczu Palyza bagatelizował jednak swoją rolę, podkreślając pracę całego zespołu. - Twarda defensywa i walka na „desce” dały nam zwycięstwo. Mieliśmy świadomość, że w tej lidze nie ma łatwych spotkań, a AZS to zespół, który potrafi się bić - ocenił reprezentant Czech, który ciągle gra w masce po kontuzji kości jarzmowej. To jednak nie sprawia mu to kłopotów, by skutecznie prezentować się w ataku.

 

Głęboko w pamięci
W niedzielę gliwiczanie po raz kolejny zagrają u siebie. Tym razem z PGE Turowem Zgorzelec. - Doskonale pamiętamy pierwszy mecz. Dostaliśmy tęgie lanie (GTK przegrał aż 86:120 - przyp. red.). Na pewno nie zabraknie więc nam determinacji. Chcemy zmazać plamę z tamtego spotkania - zapowiedział Palyza. Każdym kolejnym zwycięstwem GTK przybliża się do realizacji celu, jakim jest zapewnienie sobie utrzymania w EBL. Nad będącą na ostatnim - spadkowym - miejscu Legią Warszawa ma już 6 punktów przewagi, ale i o jeden rozegrany mecz więcej.

 

Z tej samej kategorii