Niemoc mistrza. Druga porażka Wisły Can-Pack Kraków

Sleza Wroclaw - Wisla Can-Pack Krakow
 fot. Paweł Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Ślęza Wrocław po raz drugi rozbiła „Białą gwiazdę” i jest na najlepszej drodze, by je zdetronizować.

Krakowianki po porażce w pierwszym spotkaniu w kolejnym nie mogły sobie pozwolić na wpadkę. Druga przegrana postawiłaby je bowiem pod ścianą. Aby do tego nie dopuścić musiały zagrać jednak zdecydowanie lepiej niż w środę.

 

Nadzieje przyjezdnych na sukces jeszcze wzrosły, bo okazało się, że w Ślęzie z powodu kontuzji nie mogła grać Nikki Greene. To ogromna strata, bo Amerykanka jest liderką zespołu ze stolicy Dolnego Śląska w strefie podkoszowej. Urazu kolana nabawiła się już w pierwszej kwarcie środkowego meczu i jest on na tyle poważny, że wyeliminował ją z gry na kilka dni.

 

Krakowianki od pierwszej akcji próbowały wykorzystać swoją przewagę pod koszem. Większość akcji starały się kończyć Ewelina Kobryn i Vanessa Gidden. Obie jednak początku meczu nie zaliczą do udanych. Brakowało im koncentracji, faulowały  i popełniały proste błędy.

 

Miejscowe za to imponowały agresywnością. Choć ustępowały rywalkom warunkami fizycznymi swoją determinacją i ambicją nadrabiały braki. Do tego były skuteczne. Zaczęły od prowadzenia 7:0. I kontrolowały wydarzenia na parkiecie. W połowie drugiej kwarty po dwóch  „trójkach” Marissy Kastanek oraz Zuzanny Sklepowicz przewaga Ślęzy wzrosła do 12 pkt (30:18) i Jose Ignacio Hernandez, trener Wisły Can-Pack musiał po raz drugi poprosić o przerwę. Nie pomogło. Jego podopieczne wciąż kolekcjonowały straty – do przerwy miały ich aż dziewięć – i nie potrafiły znaleźć sposobu na ruchliwe wrocławianki, które grały jak z nut. Jak zwykle z roli prowadzącej grę znakomicie wywiązywała się Sharnee Zoll. Amerykanka wprawdzie miała problemy ze skutecznością – trafiła tylko jeden rzut z gry na osiem prób – ale za to miała aż 11 asyst. W zdobywaniu punktów zastąpiła ją jej rodaczka Marissa Kastanek. W drugiej części trafiała jak na zamówienie. Mecz skończyła z dorobkiem aż 30 „oczek”. Krakowianki starały się walczyć, szarpały, ale to nie był ich dzień. Co z tego, że dochodziły do pozycji rzutowych, skoro seryjnie się myliły. Rozczarowywała zwłaszcza Meighan Simmons. Miała być jedną z liderek drużyny, a za nic nie mogła przełamać niemocy.

 

Mecz pechowo skończył się dla Sandry Ygueravide, która w walce podkoszowej nabawiła się kontuzji.

 

Teraz rywalizacja przenosi się do Krakowa. Ślęzę od triumfu dzieli tylko jedno zwycięstwo.

 

Finał

ŚLĘZA WROCŁAW – WISŁA CAN-PACK KRAKÓW 73:57 (20:14, 15:7, 22:14, 16:22)

 

WROCŁAW: Sklepowicz 10 (2x3), Zoll 7, Kaczmarczyk 13 (1x3), Treffers 4, Kastanek 30 (4x3) – Kopwrwas, Majewska 7, Skobel 2, Rymarenko. Trener Arkadiusz RUSIN.

KRAKÓW: Kobryn 7, Ygueravide 3, Ziętara 2, Ben Abdelkader 23 (4x3), Gidden 7 – Szott-Hejmej, Morrison 5, Simmons 2, Szumełda-Krzycka 4, Pop 4. Trener Jose Ignacio HERNANDEZ.

Z tej samej kategorii